1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się
  4. TV

Jak zostać gwiazdą, nie wychodząc z domu? „Gogglebox” to incepcja po polsku

gogglebox przed telewizorem ttv 13 sezon premiera

Magia telewizji polega na tym, że nigdy dokładnie nie wiadomo, co porwie widzów. „Gogglebox. Przed telewizorem” to program, który na początku wydawał mi się wręcz idiotyczny. A dziś odliczam godziny do nowego sezonu, który lada chwila zadebiutuje na TTV. Czym ujął mnie ten format?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o trendach, filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Z programem „Gogglebox. Przed telewizorem” miałam trochę tak jak ze „Światem według kiepskich”. Po pierwszym, niezbyt uważnie obejrzanym odcinku, towarzyszyły mi konsternacja i pytanie: jak można w ogóle coś takiego oglądać? 

Jednak w miarę śledzenia kolejnych epizodów, przekonałam się, że w tym szaleństwie musi być metoda — bo tak jak „Kiepscy” są czymś znacznie więcej, niż żenującą historyjką o rodzinie „nieudaczników” z Wrocławia, tak „Gogglebox. Przed telewizorem” w rodzimej wersji (program opaty jest na brytyjskim formacie „Gogglebox” na licencji All3Media International) jest również ciekawą pocztówką z polskich domów. 

Na czym dokładnie polega fenomen programu, który właśnie doczekał się 13. sezonu, a który zadebiutuje dzisiejszego wieczoru na TTV?

„Incepcja” w wersji DIY

Zdaję sobie sprawę z tego, że porównanie rozrywkowego programu niezbyt wysokich (bądźmy szczerzy) lotów do filmu Chrisophera Nolana może być nieco na wyrost, ale nic na to nie poradzę — takie było moje pierwsze skojarzenie. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której jedni ludzie siedzą przed telewizorem i oglądają jak inni ludzie robią dokładnie to samo, komentując to, co widzą na ekranie? „Incepcja” w wersji Do It Yourself pasuje mi tu jak ulał (czasami nawet zastanawiam się, jak wyglądałby program, w którym TTV nagrywa widzów oglądających i komentujących „Gogglebox”. To dopiero byłaby incepcja!).

Dla niezorientowanych w temacie, wyjaśniam: w programie „Gogglebox. Przed telewizorem”  (nie mylić z siostrzanym projektem pt. „Vlogbox. W necie”, który jest czystym złem) pokazywani są uczestnicy (zwykli Polacy, nie jakieś tam gwiazdy), którzy siedzą w swoich domach, a częściej w mieszkaniach, przed tytułowym telewizorem i głośno komentują oglądane kadry. 

Czasami są to fragmenty filmów (od kinowych klasyków po programy przyrodnicze), ale najczęściej producenci serwują im najbardziej obciachowe sceny z polskich seriali (również tych paradokumentalnych jak „Ukryta prawda”, czy „Trudne sprawy”) i programów rozrywkowych („Twoja twarz brzmi znajomo”, „Szansa na sukces” czy „Kuchenne rewolucje”).

Brzmi absurdalnie? Oczywiście, że tak. Sama tak myślałam, oglądając nieco ponad rok temu pierwszy odcinek tego programu i zastanawiając się, czy widzowie przed telewizorami mają naprawdę tak niskie oczekiwania względem telewizji, że dają się na coś takiego nabrać. A potem obejrzałam kolejny odcinek, dwa, dziesięć… W końcu cały sezon, łącznie z niektórymi powtórkami. I totalnie wsiąkłam, stając się pełnoprawną fanką programu i jego bohaterów (bo to oni w rzeczywistości kradną całe show).

Nareszcie program bez celebrytów! No, prawie.

Myślę, że to właśnie wspomniani uczestnicy, bohaterowie „Goggleboxa” są tym, co przyciąga przed telewizory takie rzesze widzów. Po serii programów, w których celebryci z pierwszych stron gazet tańczą, śpiewają lub skaczą z trampoliny do basenu, taki „Gogglebox” działa jak odtrutka. Nareszcie widzimy normalnych ludzi w normalnych, często nieidealnych mieszkaniach, a nie apartamentach na Złotej 44. 

W dodatku cała zabawa bierze się stąd, że reakcje i komentarze uczestników nie są wyreżyserowane — czasami bawią bardziej, czasami mniej (a bywają też takie, które wywołują jedynie ciarki żenady), ale zawsze są autentyczne. Zdarzało Wam się oglądać z paczką znajomych „dla beki” jakiś program lub serial i zwijać ze śmiechu? No, to dokładnie na tym polega konwencja „Goggleboxa”. Z tym, że tutaj, jako widzowie, obserwujemy innych widzów i ich reakcje — czasami wraz z nimi śmiejąc się, wzruszając, albo zamykając z obrzydzenia (bo bywają i takie kwiatki) oczy.

Od zera do bohatera

Wspomniałam o tym, że „Gogglebox” to program bez celebrytów. To jednak nie do końca prawda, bo format spotkał się z tak dużym uznaniem ze strony telewidzów, że jego uczestnicy w naturalny sposób stali się już rozpoznawalni (czasami ewolucję ich karier widać nie tylko po liczbie followersów w mediach społecznościowych, ale również po statusie materialnym, o którym świadczą zmieniające się np. mieszkania bohaterów — od zapyziałych kawalerek do designersko urządzonych gniazdek).

Jednak wcale nie zmienia to faktu, że nadal są „zwykłymi” Polakami, wśród których znajdziemy zarówno osoby bardzo młode, atrakcyjne, jak i „przeciętnych” ludzi o przeciętnych zainteresowaniach, a nawet seniorów (pan Józek popijający nalewkę w kryształowego kieliszka jest moim faworytem). Czasami są to rodziny (vide duet matka-syn, czyli Izabela i Joachim Zeiskowie, rodzina Kotońskich), ale przeważnie grupy znajomych — takich jak niezastąpione trio Mateusza „Big Boya” Borkowskiego, Damiana Nagany i Marka Morusa, czy Konrad Mariański, Krzysztof Ufnal i Jakub Feliński). 

Jak się okazuje, „Gogglebox” to także kopalnia talentów — uczestników, którzy sprawdzili się w programie, możemy czasami zobaczyć w innych formatach stacji (jak np. „Orzeł czy reszka” lub „Ostre cięcie”), a za najbardziej spektakularną karierę można uznać ścieżkę Krzysztofa Ufnala, który z dyżurnego śmieszka z „Goggleboxa” awansował do roli prowadzącego program „Kto to kupi” (gdzie również w roli gospodarza radzi sobie świetnie).

Łyżka dziegciu

Fajnie jest posiedzieć przed telewizorem w niezobowiązującej atmosferze, nadrobić zaległości w rozrywkowych formatach bez konieczności tracenia na to wielu godzin i pośmiać się z komentarzy — te wszystkie plusy łączy w sobie „Gogglebox”. Nie muszę na bieżąco śledzić dram, jakie odchodzą w „Projekcie Lady” czy „Top Model”, bo „Gogglebox”, podobnie jak „Łapu-capu”, nie tylko pokaże mi najciekawsze fragmenty, ale jeszcze opatrzy je zabawnym komentarzem.

Jednak wszystko jest dobrze, jeśli komentarze uczestników naprawdę są zabawne, a nie… hejterskie. Mimo że uczestnicy to na ogół dość sympatyczne, pozytywnie zakręcone osoby, zdarzały się już takie wypowiedzi, co do których jako widz miałam zastrzeżenia. I niby wiem, że jak ktoś idzie do telewizji, to zawsze musi się liczyć z wystawieniem na krytykę i publiczną ocenę, ale w dobie walki z tzw. mową nienawiści, byłoby dobrze, gdyby czasami ktoś jednak cenzurował niektóre wypowiedzi. To, że TTV ma dystans i uczestnicy często krytykują własną stację-matkę (kanał TTV należy do grupy TVN Discovery Polska), zasługuje na uznanie. Komentowanie i ocenianie czyjegoś wyglądu (jak np. miało to miejsce w przypadku fragmentów programu „Rolnik szuka żony”) już zabawne nie jest.

Jak zostać gwiazdą, nie wychodząc z domu

Dla jednych „Gogglebox” pozostanie synonimem siary i upadku telewizji, dla innych — niewinną rozrywką, prostym „odmóżdżaczem” po całym dniu pracy. Mimo kontrowersji towarzyszących takim programom (w końcu to one produkują domorosłych — w tym przypadku w sensie dosłownym — celebrytów), jedno jest pewne: ktoś tu miał niezłego nosa do biznesu, ale i odwagę, żeby w ogóle taki projekt stworzyć (tu ukłon w stronę twórców oryginalnego formatu), a potem zaimplementować na polskim podwórku (brawa dla TTV). Jak się okazuje — łaska widzów na pstrym koniu jeździ i czasami najprostsze pomysły są najlepsze.

Pierwszy odcinek 13. sezonu programu „Gogglebox. Przed telewizorem” obejrzycie dziś o godz. 22 na antenie TTV i Player.pl.

*Zdjęcie główne: Facebook.com/GoggleboxPrzedTelewizorem

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.