REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

Przetłumaczył grę, ale wydawnictwo usunie jego nazwisko przez agresywne wypowiedzi. Tak wygląda piekło polskiego fandomu

Dzisiaj zamiast budzika ze snu wyrwał mnie dźwięk pękających klawiatur i charakterystyczny zapach internetowej dramy w małym, dość hermetycznym środowisku. Niech nie zwiedzie was jednak, że tematem tego tekstu są gry fabularne, gdzie gracze wcielają się w wyobrażonych bohaterów, bo problem jest jak najbardziej rzeczywisty.

fandom kontrowersje tlumacze
REKLAMA
138 interakcji
dołącz do dyskusji
REKLAMA

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o popkulturze, filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Środowisko fanów gier fabularnych (czym są, tłumaczę tutaj, choć mam nadzieję, że nie muszę) od wczoraj żyje sprawą dwóch tłumaczy, którzy zostali odsunięci od prac nad nowymi grami fabularnymi.

Powód? Homofobiczne i agresywne komentarze w stosunku do innych ludzi w mediach społecznościowych.

Jedna z komentujących sprawę użytkowniczek pisze choćby tak:

Tłumacz, o którym rozmawiamy, notorycznie groził rozmówcom śmiercią, napaścią, odwiedzinami z nożem. To, że nikt się nie spodziewał realizacji tych gróźb, nie zmienia ich treści. To jednocześnie sprawia, że jego często i bardzo otwarcie wyrażana pogarda wobec feminizmu, kobiet ogółem, osób LGBT i jeszcze paru grup nabiera szczególnie mocnego wyrazu.

Gdy próbowałem dotrzeć do problematycznych wpisów publikowanych przez jednego ze wspomnianych tłumaczy, moi rozmówcy podrzucili mi kilka screenów, a wśród nich były treści doprawdy upiorne. Niektóre miały zawierać zawoalowane groźby, część homofobiczną ekwilibrystykę tłumaczącą, dlaczego homoseksualiści nie mają prawa do adopcji dzieci i dlaczego amerykańscy pracodawcy nie chcą zatrudniać kobiet.

Rzecz została nagłośniona przez niewielką społeczność, która spostrzegła, że dwa ważne produkty wydawnictwa Stinger Press będą tłumaczone przez owe osoby. Szybka konsultacja, kilkanaście komentarzy dalej i społeczność zaczęła zgłaszać swój protest zarówno do polskiego wydawcy, jak i do właściciela praw do wspomnianych gier. I Stinger Press, i Evil Hat Productions (amerykański wydawca) odniosły się do całej sprawy. Emocje były tak gorące, że w dyskusji na Facebooku wziął udział nawet Fred Hicks, jedna z kluczowych osób w Evil Hat Productions.

Sprawa szybko eskalowała, a wydawnictwo specjalizujące się w grach fabularnych, które zatrudniło wspomnianych tłumaczy, opublikowało stanowisko w sprawie usunięcia ich nazwisk ze swoich nadchodzących projektów.

Sprawa wygląda na pierwszy rzut oka dość osobliwie, bo wydawca deklaruje, że tłumaczenie zostanie przejrzane jeszcze raz przez inną osobę i to jedynie ona będzie podpisana. Post został dodany wczoraj kilka minut przed północą.

Osoby tłumaczy były znane od kilku miesięcy, jednak dopiero niedawno, po ukończonych tłumaczeniach, problem pojawił się na oficjalnym fanpage'u wydawnictwa i okazał się na tyle istotny, że został o nim poinformowany przez fanów oryginalny wydawca obydwu gier - mówi mi Tomasz Chmielik, właściciel wydawnictwa Stinger Press.

Relatywnie niewielka grupa była w stanie wpłynąć na wydawcę, który dość sprawnie poradził sobie z kryzysem.

Wątpliwości mógł budzić jedynie fakt, że nazwiska rzeczywistych tłumaczy nie pojawią się w podręczniku.

I bez względu na to, co można przeczytać w sieci, nieetyczne byłoby pozbawienie osób prawa do sygnowania swoim nazwiskiem dorobku własnej pracy – to z resztą jeden z częstych argumentów podnoszonych przez krytyków tego rozwiązania.

Zapytałem o to właściciela Stinger Press i ten potwierdził mi, że wszystko to działo się za porozumieniem stron, zarówno wspomnianych tłumaczy, jak i wydawnictwa Evil Hat Productions.

W tym wypadku nadrzędnym celem było utrzymanie dotychczasowych terminów i niewyrzucanie dotychczasowej pracy do śmietnika.

Oczywiście odbyłem rozmowę z tłumaczami, ponieważ warunek, jaki postawił oryginalny wydawca AGON i Band of Blades, był niemożliwy do wprowadzenie bez ich zgody (mają wszak prawo do swojego dzieła) – zaznaczył Chmielik.

Przyznam, że Stinger Press z komunikacyjnego punktu widzenia ze sprawą poradziło sobie bardzo sprawnie i chyba trudno wyobrazić sobie lepsze rozwiązanie, które jednocześnie daje satysfakcje osobom, które poczuły się urażone, i dystansuje się od agresji, choćby słownej, jednocześnie nie przerywając terminarza wydawniczego.

To nie pierwsza awantura w ostatnich dniach, która wstrząsnęła RPG-owym światkiem.

Kilka dni temu pisarz Michał Gołkowski wygrzebał fragment podręcznika do „Kryształów Czasu”, w którym na liście ułomności, jaki może cechować się grana przez nas postać, znaleźć można było... choćby homoseksualizm. I to obok klaustrofobii i nekrofilii!

REKLAMA

Słuszne oburzenie Gołkowskiego jest jednak o tyle zaskakujące, że jego zdaniem tak wygląda Polska 2020, a podaje link do treści, która została opublikowana w 2008 roku. A o jakości dyskusji, jaka wybuchła (choć lepszym słowem byłoby: „wybiła”), niech najlepiej świadczy apel, do wszystkich osób, które zgadzają się z autorem podręcznika, aby... poszli śladem Piotra „Magika" Łuszcza, który, jak wiemy, zginął śmiercią samobójczą.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA