REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Seth Rogen jako polski Żyd ze Słupska zakonserwowany w ogórkach kiszonych. Recenzujemy film „Amerykanin w marynacie”

„Amerykanin w marynacie” to pierwszy pełnometrażowy film oryginalny z marką HBO Max. W Polsce dostępny w tradycyjnym HBO. Jak wypadła kolejna komedia z Sethem Rogenem, tym razem w podwójnej roli?

Amerykanin w marynacie - kadr z filmu HBO Max
REKLAMA
REKLAMA

Rogen wciela się w Herschela Greenbauma, który wiedzie sobie średnio udany żywot we wsi w północnej Polsce, Schlupsku (dziś znanym jako Słupsk) w 1919 roku. Po tym jak banda Kozaków napada na wieś, Herschel, wraz ze świeżo poślubioną żoną (w tej roli znana z serialu „Sukcesja” Sarah Snook) emigruje do Stanów Zjednoczonych, gdzie zatrudnia się jako pracownik w fabryce ogórków kiszonych. Pewnego dnia wpada jednak to wielkiej beczki z kiszonką i… zostaje w niej zamarynowany na kolejne 100 lat. W 2019 roku zostaje przypadkowo odkryty i „wybudzony”. Przyjdzie mu się zmierzyć z nową rzeczywistością, a także ze swoim własnym prawnukiem, Benem (w tej roli także Seth Rogen).

Pomijając już sam totalnie bzdurny, nawet jak na komedię, punkt wyjścia filmu „Amerykanin w marynacie”, zakładający fakt, że możliwa jest „hibernacja” człowieka poprzez zamarynowanie go razem z ogórkami, fabuła tej produkcji brzmi całkiem znajomo. Mamy tu stary jak świat motyw człowieka z innej epoki, który budzi się nagle w nieznanym sobie świecie, gdzie panują inne zwyczaje, pewne tradycje przestały obowiązywać, a twórcy mają przez to okazję do ponaśmiewania się ze współczesności.

Potraktujcie to więc jak żydowską wersję „Księcia w Nowym Jorku”, bądź serii „Goście, goście”. O dziwo jednak „Amerykanin w marynacie” kompletnie nie wykorzystuje tego potencjału.

Poza kilkoma krótkimi scenami „zderzenia dwóch światów”, Herschel przedziwnie szybko odnajduje się w XXI wieku i akceptuje to, co widzi wokół. Zachowuje się bardziej jak dziadek przybyły z dalekiej prowincji, a nie człowiek sprzed wieku, który po raz pierwszy styka się z iPadem, smartfonem, nowoczesnymi samochodami i internetem. Dziwi to tym bardziej, że mówimy tu o filmie z Sethem Rogenem, który przecież znany jest z epickich rozmiarów pomysłów na satyrę z grubej rury. Tymczasem „Amerykanin w marynacie” zdaje się być dość niewinnym i urokliwym skeczem Saturday Night Live rozciągniętym do 90-minutowego pełnego metrażu.

amerykanin w marynacie seth rogen hbo

Humor sytuacyjny jak i rozwiązania fabularne są jakoś dziwnie przytłumione i naiwne. Trochę tak, jakby Rogen odpuścił sobie już kreatywne burze mózgów pod wpływem trawki, co mnie delikatnie niepokoi. Zabrakło tu pazura, wyrazistości, mocnej puenty. Koniec końców, gdzieś tam nieumiejętnie wpleciona w to wszystko jest historia o więzach rodzinnych, wierze w siebie, sile tradycji i tym podobne. Ale gdzieś to wszystko umyka.

Może to kwestia tego, że, na swój sposób, to bodaj najbardziej osobisty film Rogena? Może obawiał się urazić bliskie mu osobiście tradycje żydowskie?

Już sama zabawa z „mitologią” tej nacji, w której łączy polskiego Żyda z ogórkami kiszonymi jest na poziomie gimnazjalnego żarciku.

I to takiego w stylu przypisywania Polakom "popkulturowych emblematów" cebuli i ziemniaków. Oczywiście twórcom filmu nie przeszkadzało też pokazać współczesną wersję Schlupska, który... cóż odbiega od dzisiejszego miasta, bo przecież to wszystko jedno i to samo, a po co zadać sobie trud sprawdzenia podstawowych faktów? Średnio zabawne żarty z brodą większą niż ta, którą w filmie nosi Seth Rogen.

amerykanin w marynacie film hbo

A to i tak maksimum finezji dowcipu tego filmu, bo dalej jest nie tyle gorzej, co bardziej bezbarwnie. Masa banalnych żartów, przewidywalnee nudnych zwrotów akcji, dziecinna psychologia postaci (nawet jak na dobroduszną komedię) i na dokładkę kompletnie niewykorzystana Sarah Snook, która pojawia się w filmie na dobre trzy minuty na początku. Tylko dlatego, że twórcom nie chciało się wysilić, by przenieść do współczesności postać Rogena wraz z żoną. A to nadałoby tej produkcji o wiele więcej dynamiki i szans na ciekawsze sytuacje.

I taki jest też „Amerykanin w marynacie”. Stworzony po najmniejszej linii oporu, bez żadnej sceny godnej zapamiętania, napisany na kolanie, zabawny, ale pod warunkiem, że jest to jedna z pierwszych komedii, jakie obejrzycie w swoim życiu.

Jeśli tak wygląda pierwszy oryginalny film HBO Max to przyznam, że zaczynam mieć obawy, bo platforma ta podąża chyba podobną artystyczną ścieżką co Netflix. A myślałem, że czeka nas większa różnica jakości na korzyść serwisu od HBO. Oby to był tylko nieudany start. Może dalej będzie tylko lepiej.

REKLAMA

Oczywiście „Amerykanin w marynacie” ma serce po właściwej stronie. W gruncie rzeczy to dość przyjemny w obyciu film no i Seth Rogen, jako Herschel, jest naprawdę wyborny (to chyba najlepsza rola w jego karierze). Ale to nadal za mało, by uznać ten film za w pełni udany.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA