1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

W 2019 roku padł rekord liczby bohaterów LGBT+ w hollywoodzkich filmach

lgbt filmy

Amerykańska organizacja GLAAD zajmująca się zwalczaniem dyskryminacji osób LGBT+ w mediach i popkulturze opublikowała raport dotyczący reprezentacji osób nieheteronormatywnych w hollywoodzkim kinie. Są powody do zadowolenia, choć sytuacja jest daleka od ideału. Krytyka spadła choćby na wytwórnię Disney.

Gay & Lesbian Alliance Against Defamation (w skrócie GLAAD) to działająca od prawie 40 lat organizacja pozarządowa monitorująca obraz osób nieheteronormatywnych, przede wszystkim w amerykańskich mediach i branży rozrywkowej. Instytucja jest znana z zajmowania często niepokornej postawy i krytykowania wytwórni filmowych, które nader rzadko umiejscawiają bohaterów o innej orientacji seksualnej niż hetero w swoich wysokobudżetowych produkcjach.

Dwa lata temu GLAAD ostro zaatakowała Warner Bros. i Disneya za to, że w ich superbohaterskich blockbusterach nie sposób było znaleźć choć jednego członka środowiska LGBT+. Od tego czasu sytuacja w Hollywood zmieniła się zresztą w stosunkowo niewielkim stopniu. Pokazuje to najnowsza odsłona dorocznego raportu GLAAD dotyczącego wszystkich produkcji wyprodukowanym w Fabryce Snów, o którym napisał portal Entertainment Weekly. W zależności, z której strony spojrzymy na zawarte w nim wnioski można bowiem ogłosić sukces bądź porażkę w reprezentowaniu różnych orientacji seksualnych i tożsamości płciowych.

Spośród 118 analizowanych filmów w 22 znaleźli się bohaterowie należący do społeczności LBGT+. To rekordowo pozytywny wynik.

Nigdy wcześniej w tak wielu produkcjach widzowie nie mieli okazji zapoznać się z bohaterami odmiennymi od większości. Problem w tym, że organizacja dostrzegła liczne problemy w jakości tych przedstawień. Aż sześć filmów oblało tzw. test Vito Russo sprawdzający, czy bohaterów dało się zdefiniować przez inne cechy niż tylko ich seksualność, czy mieli istotne znaczenie dla fabuły i czy ich pojawienie się w konkretnym dziele nie było przejawem tokenizmu.

Na największe pochwały ze strony GLAAD zasłużyły produkcje „Rocketman” za pokazanie życia Eltona Johna, „Ból i blask”, „Szkoła melanżu” i „To: Rozdział 2”, w której okazało się, że Richie Tozier jest gejem. Na przeciwnym biegunie znalazły się zeszłoroczne wysokobudżetowe nowości Disneya. Wszystko dlatego, że w tytułach „Avengers: Koniec gry” i „Gwiezdne wojny: Skywalker: Odrodzenie” homoseksualni bohaterowie pojawiali się na ekranie na mniej niż minutę i nie mieli żadnego znaczenia dla fabuły. Z jeszcze innych powodów skrytykowane zostały z kolei filmy „Ślicznotki” i „John Wick 3”. W obu przypadkach w obsadzie pojawili się niebinarni aktorzy, ale nie dość wyraźnie przełożyło się to na charakterystykę ich postaci.

GLAAD dostrzegło też inne problemy. Od trzech lat w ani jednej hollywoodzkiej produkcji nie pojawił się bohater lub bohaterka trans.

Żadna z wielkich wytwórni nie odważyła się zaryzykować i włączyć do swoich historii (bez względu na ich rozmiar) choćby jednej takiej postaci. Kolejny raz z rzędu spadła też liczba bohaterów LGBT o innym kolorze skóry niż biały. Jeszcze w 2018 roku było ich 42 proc. całości, a w najnowszym raporcie znajdziemy informacje, że ta statystyka zmniejszyła się do 34 proc. Wyraźnie widać więc, że przed amerykańskimi filmowcami jeszcze dużo pracy, choć sytuacja i tak wygląda lepiej niż choćby przed dekadą.