1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Wystarczy smartfon, by stworzyć arcydzieło. Nie ma na to lepszego dowodu niż antologia „W domu” od HBO

Antologia „W domu” od HBO, czyli jak kręcić arcydzieła smartfonem

Zamiast dwudziestu osób na planie, odpowiedzialnych za najdrobniejsze detale – jedna, odpowiedzialna za wszystko. Zamiast profesjonalnych kamer i zaplecza obiektywów – telefon. Zamiast sztabu oświetleniowców i techników – własna wyobraźnia. Tak w czasie pandemii powstały dzieła sztuki, które od dziś możemy zobaczyć w HBO GO.

14 filmów, 16 wybitnych twórców, którzy pokazali, że przy minimalnym nakładzie środków można stworzyć coś pięknego, nawet w tak niesprzyjającym czasie, jak pandemia COVID-19. Taka jest antologia „W Domu”.

W HBO GO od dziś można będzie podziwiać te krótkometrażowe obrazy, wyreżyserowane przez polskich mistrzów i mistrzynie kinematografii. Wśród nazwisk stojących za filmami znajdziemy takich tytanów jak Jacek Borcuch, Andrzej Dragan, Krzysztof Garbaczewski, Renata Gąsiorowska, Magnus von Horn, Paweł Łoziński, Jan P. Matuszyński, Tomek Popakul, Jerzy Skolimowski, Krzysztof Skonieczny, Małgorzata Szumowska we współpracy z Michałem Englertem, Mariusz Treliński, Anna Zamecka we współpracy z Sung Rae Cho i Xawery Żuławski.

Każdy z 14 filmów ukazuje pandemię z innej perspektywy. Jerzy Skolimowski w otwierającym epizodzie „To nie my” opowiada o tym, jak wirus zatrzymał go na Sycylii. Opowiada, choć w filmie nie pada ani jedno słowo.

Małgorzata Szumowska i Michał Englert w poruszającym obrazie „Chłopiec z widokiem” pokazują izolację okiem młodego pokolenia, które znudzone do granic siedzeniem w domu pragnie zobaczyć coś więcej, niż tylko migoczący ekran komputera.

Jacek Borcuch w hipnotyzującej czerni i bieli filmu „Dziś są moje urodziny” powala retro klimatem i jednocześnie ukazuje, jak pandemia zmusiła wielu z nas do głębszego zastanowienia się nad swoim życiem.

Kadr z filmu Jacka Borcucha, antologia „W domu” HBO

Wszystkie obrazy przygotowane dla HBO Polska to artyzm najwyższej próby, choć stworzony zazwyczaj solo lub w niewielkich zespołach. Stworzony bez wieloosobowej ekipy na planie, milionowych budżetów i gwiazd w pierwszoplanowych rolach.

Wszystkie te obrazy mają też jedną cechę wspólną: każdy z nas dysponuje wszystkimi narzędziami, by stworzyć podobne dzieło.

Jak się kręci filmy smartfonem?

W 2020 r. to pytanie pada zaskakująco często, choć przecież dawno już powinno przestać nas dziwić, że telefonami można tworzyć treści na światowym poziomie. Smartfonami kręcono już reklamy i teledyski. Czemuż by więc nie użyć ich do tworzenia filmowych miniatur?

Na co dzień jest to głownie narzędzie komunikacji; względnie przepustka do krainy memów i social mediów, a także podręczny aparat, którym uwieczniamy codzienność.

W rękach profesjonalisty smartfon staje się zgoła czymś innym. To kamera filmowa z dwoma, trzema, czasami nawet czterema obiektywami. To narzędzie do planowania kadrów. To notes do zapisywania pomysłów.

Przejmij kontrolę.

Żaden filmowiec nie nagrywa kadrów na „automacie”. Żaden profesjonalista nie pozwala, by to aparat wybierał za niego ustawienia. Krokiem pierwszym ku lepszemu obrazowi jest odebranie smartfonowi kontroli nad obrazem i wyjście z trybu automatycznego.

Na smartfonach z Androidem jest to o tyle prostsze, iż rosnąca liczba urządzeń dysponuje wbudowanymi trybami profesjonalnymi, w których można zmienić niemal wszystkie parametry nagrywania. Przodują tutaj smartfony marki LG i Samsung, które prosto z pudełka oferują wszelkie manualne nastawy, jakich może potrzebować domorosły filmowiec.

hbo w domu gdzie obejrzeć
Kadr z filmu Magnusa von Horna, antologia „W domu” HBO

Na iPhonie konieczne będzie zainstalowanie dodatkowej aplikacji. Najbardziej polecanym programem do nagrywania jest aplikacja Filmic Pro, dostępna zresztą także na smartfonach z Androidem. Apka pozwala nam na pełną kreatywną kontrolę. Możemy tam zmienić każdy parametr – dostosować styl obrazu, zmienić liczbę klatek na sekundę, a w przypadku iPhone’a nawet nagrywać obraz ze wszystkich obiektywów na raz.

Aplikacja nie jest darmowa, ale zdecydowanie warto w nią zainwestować, bo nie ma drugiego programu, który pozwalałby użytkownikowi na tak drobiazgowe nastawy.

Na smartfonie warto zwracać baczną uwagę na parametr ISO, czyli światłoczułość matrycy. W profesjonalnym sprzęcie praca na wysokim ISO nie stanowi przeszkód – matryce są tak wysokiej jakości, że nawet przy wysokich wartościach otrzymujemy czysty obrazek. Na smartfonie zaś im wyższe ISO, tym obraz wygląda gorzej. Optymalną wartością, której nie jest zalecane przekraczać, kręcąc telefonem, jest ISO 1600. Jeśli musimy podnieść ISO wyżej, lepiej pomyśleć o dodaniu większej ilości światła.

A skoro o świetle mowa…

Światło jest królem.

Stara zasada fotografii i filmografii niezmiennie pozostaje w mocy, nawet jeśli filmujemy smartfonem. Światło zmienia wszystko. Sami twórcy antologii „W domu” wielokrotnie pokazują, że filmować można w każdych warunkach, jeśli tylko potrafimy wykorzystać światło do swoich potrzeb.

Kluczowa okazuje się być gra świateł i cieni, oraz umiejętne jej wykorzystanie. Samotna lampka na stole może stworzyć klimat, jakiego nie powstydziłaby się ekipa oświetleniowców.
Stworzony przez Magnusa Van Horn obraz „Koronakiller” jest przez całą pierwszą połowę doświetlony dwoma takimi lampkami, odbijającymi światło od ściany i szafy. Scena w sypialni nie tylko nic na tym nie traci, ale wręcz zyskuje na naturalności, gdy żółtawa poświata zalewa pomieszczenie – nadaje jej to prawdziwości, jakiej nie daje wielopunktowe oświetlenie w profesjonalnie realizowanych produkcjach.

A nawet filmując w jasnym słońcu (czego z reguły się nie zaleca), można wykorzystać ostre cienie do swoich potrzeb, jeśli tylko filmujemy z odpowiedniej perspektywy. Kadry w filmie Pawła Łozińskiego „Ludzie i Maski” pokazują przeplecione słońcem i cieniem chodniki osiedla. Kadry tego typu nie miałyby siły przebicia, ale tutaj pokazane są… z wysokości balkonu. A to sprawia, że cienie padające na beton same w sobie stają się ciekawym elementem kadru, a nie dystrakcją między scenami rozmów z przechodniami.

Bliżej, szerzej, dalej. Eksperymentuj z kadrami.

w domu hbo go
Kadr z filmu Jana P. Matuszyńskiego, antologia „W domu” HBO

Uniwersalną techniką, którą znajdziemy w każdym z 14 obrazów i którą bardzo łatwo jest zreplikować, jest nagrywanie różnych kadrów w tej samej lokacji.

Gdziekolwiek nagrywamy, warto zebrać każde możliwe ujęcie – od objęcia sceny obiektywem ultrawide, po standardowe ujęcie szerokokątne, aż po zbliżenia czy nawet ujęcia makro.

Nawet jeśli ich wszystkich nie wykorzystamy, przydadzą się one w późniejszej obróbce i montażu finalnego dzieła, gdzie będziemy mogli dobrać kadr pasujący nie tylko do konkretnej sceny, ale też do sąsiadujących klatek.

Znakomitym przykładem eksperymentów z kadrami jest film „Ukryj mnie w samolocie lecącym do Marakeszu”, Krzysztofa Skoniecznego. Szerokie ujęcia ukazujące całe sceny są tam regularnie przebijane skrajnymi zbliżeniami na przeróżne elementy – od refleksów świetlnych tańczących w wodzie, przez pływające po ścianie cienie, po siwą brodę ojca czy antenę satelitarną na dachu. Ustawiczny przeplot kadrów szerokich, wąskich i makro nadaje filmowi niesamowitości i dynamiki, jakiej nie dałoby trzymanie się „standardowych” ujęć.

Obróbka potrafi zmienić wszystko.

Dobrą praktyką jest też trzymanie się wszystkich nagranych kadrów i robienie selekcji dopiero po powrocie z nagrań. Czasem nawet najbardziej nieudany kadr można odratować w post-produkcji, a nigdy nie wiadomo – lepiej przetrzymać pozornie nieudane nagranie i próbować je „odratować” niż usunąć kadr, którego potem zabraknie w finalnym montażu.

Skoro o post-produkcji mowa, to w serii „W domu” widać jak na dłoni, jak wielką robi ona różnicę. Spróbujmy na przykład wyobrazić sobie czarno-biały film Jacka Borcucha nagrany w kolorze. Odbiór byłby zupełnie inny.

Jeśli korzystamy z aplikacji takiej jak Filmic Pro albo trybu profesjonalnego w aparacie smartfona, zawsze warto jest zmienić domyślny profil kolorów na jak najbardziej płaski, który będzie można w post-produkcji dopasować do własnej wizji artystycznej. Niektóre telefony, jak na przykład LG serii V, umożliwiają nagrywanie w zupełnie płaskim formacie LOG, jak profesjonalne kamery – takie nagranie wygląda bardzo źle „prosto z aparatu”, ale umożliwia największy zakres koloryzacji i zmian bez utraty jakości, by finalny efekt wyglądał bardzo dobrze.

Kadr z filmu Małgorzaty Szumowskiej, antologia „W domu” HBO

Jednym z piękniej pokolorowanych filmów w antologii HBO jest „Chłopiec z widokiem”. Kadry przedstawione w drugiej połowie filmów, gdy chłopiec wychodzi z domu, są nasycone, kontrastowe i bardzo atrakcyjne dla oka. Taki poziom głębi barw nie zawsze jest możliwy do uzyskania, jeśli kręcimy wideo smartfonem na domyślnych ustawieniach. Stosowanie płaskich profili pozwala wyciągnąć z obrazu więcej.

Do obróbki wideo zwykle potrzeba bardzo wydajnego komputera, ale skoro nagrywamy wideo na smartfonie, to dlaczego by nie zmontować go na smartfonie?

W sklepach z aplikacjami nie brakuje programów do obróbki wideo, a współczesne telefony mają też dość mocy obliczeniowej, by móc montować filmy nawet w rozdzielczości 4K.

Jeśli chodzi o konkretne aplikacje, to na iOS najbardziej rozbudowanym edytorem wideo jest Luma Fusion, oddająca w ręce użytkownika w zasadzie te same możliwości, co pełnoprawny program do obróbki na komputerach osobistych. Alternatywnie – każdy iPhone ma preinstalowaną aplikację iMovie, która w zupełności wystarczy do podstawowego montażu i obróbki.

Na Androidzie zaś trudno o lepszą propozycję niż Adobe Rush, który jest jednocześnie prosty w obsłudze, ale zaawansowany w możliwościach.

Najważniejsza zawsze jest opowieść.

w domu hbo

Niezależnie od tego, czym filmujemy, opowieść zawsze powinna być na pierwszym miejscu. I wcale nie mówię tu o fabule, grze aktorskiej, etc. – Jerzy Skolimowski w pierwszym filmie z serii „W domu” pokazuje, że do opowiedzenia historii nie potrzeba słów. Wystarczą obrazy i dźwięki, ułożone w odpowiedniej kolejności.

Aby uzyskać jak najlepszy efekt, warto sobie uprzednio taką opowieść zaplanować.

Istnieją ku temu dziesiątki aplikacji na smartfony – od popularnych notatników typu Evernote czy OneNote aż po dedykowane programy do storyboardingu i pisania scenariuszy.

Na potrzeby filmu krótkometrażowego, robionego smartfonem, wystarczająco spisze się jednak zwykła aplikacja To-Do, najlepiej typu „kanban” – czyli taka, w której lista zadań widoczna jest w formie kart, które przesuwamy po wirtualnej tablicy zależnie od stopnia wykonania zadania. Można w ten sposób zaplanować kadry, rozpisać opowieść i ułatwić sobie zadanie w trakcie realizacji filmu.

Masz wszystkie narzędzia. Nie masz wymówek.

Jeszcze nie tak dawno temu domorosły filmowiec mógł płakać, że próg wejścia do świata kinematografii jest za wysoki. Sprzęt pozwalający uzyskać profesjonalne rezultaty kosztował krocie, a ten dostępny dla wszystkich oferował jakość niewspółmierną do oczekiwań.

Dziś te wszystkie wymówki zniknęły. Każdy smartfon ze średniej lub wyższej półki jest dziś w stanie nagrać kadry, które będzie można bez wstydu wyświetlić w telewizji czy serwisie streamingowym, czego doskonałym przykładem jest seria „W domu”, emitowana przez HBO Polska.

Oczywiście sam fakt posiadania odpowiednich narzędzi jeszcze niczego nie gwarantuje. Nie od razu zostaniemy drugim Skolimowskim czy Szumowską, bo nawet najlepszy sprzęt nie zastąpi ciężkiej pracy, lat doświadczenia i szczypty talentu.

Nie ma jednak żadnego powodu, by nie spróbować stworzyć własne dzieło. A potem kolejne. I jeszcze jedno. I z czasem stawać się coraz lepszym.

Tytani polskiej kinematrografii pokazali, że nawet w najmniej sprzyjających warunkach można tworzyć wielkie dzieła. Jaką masz wymówkę, żeby nie spróbować?

Antologia filmów „W domu” jest dostępna w HBO i HBO GO.

*Materiał powstał we współpracy z HBO Polska.