1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Polacy przepraszają za „365 dni”, a zagraniczni użytkownicy TikToka mówią, że nie ma za co

Polacy przepraszają za 365 dni. TikTok pokazuje, że niepotrzebnie

„365 dni” zostało przedstawione światu za sprawą Netfliksa. Film podzielił zagranicznych widzów, a krytycy... Cóż, nie obeszli się z nim delikatnie. Polacy czują się w obowiązku przepraszać, ale nowy challenge na TikToku pokazuje, że tak naprawdę nie mamy za co. 

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Od 7 czerwca zagraniczni użytkownicy Netfliksa mogą obejrzeć kontrowersyjne „365 dni”. Wiele osób łapie się za głowę i mówi o promocji gwałtu, a krytycy mieszają film z błotem. Weźmy chociażby tekst Rogera Moore'a napisany dla Movie Nation. Puenta brzmi następująco:

Dobrze wyglądający ludzie zachowują się źle, grając godne potępienia postacie? To 365 twarzy „gówna”, jak nazywają to na starym kontynencie.

Biorąc pod uwagę walory artystyczne produkcji i to, że śledzimy w niej historię Włocha, który porywa Polkę i daje jej rok, aby się w nim zakochała, takie opinie były nieuniknione. O wiele bardziej zaskakujące są w tym wypadku reakcje strony przeciwnej. Film zdobył niesamowitą popularność, a ludzie zachwycają się pikanterią filmu. Brzmi znajomo? Karol Marks miał rację mówiąc, że historia się powtarza. Za pierwszym razem mamy do czynienia z tragedią, a za drugim z farsą. I przypadek „365 dni” doskonale to potwierdza.

To samo działo się u nas po premierze kinowej filmu.

Krytycy robili co mogli, aby „365 dni” nie stało się hitem. Ich starania poszły jednak na marne. Na seanse produkcji pognaliśmy tłumnie, dlatego ta zgromadziła półtora miliona widzów. Oczywiście jedni wychodzili zażenowani, a inni zachwyceni. A że przecież wszyscy mamy w sobie poczucie narodowej dumy, trzeba było w jakiś sposób zareagować na zagraniczne opinie o rodzimym tytule. I znowu stanęliśmy po dwóch stronach barykady.

Polacy uaktywnili się bowiem w zagranicznych mediach. Chętnie komentują teksty poświęcone filmowi. Dlatego w opiniach pod materiałem Indie Wire czytamy:

Jestem Polakiem. Przepraszamy za ten film.

Nie jest to odosobniony przypadek. Bo przeglądając zagraniczne recenzje, czy jakiekolwiek inne materiały dotyczące „365 dni” natkniemy się na podobne komentarze. Ale nie zabraknie też opinii:

Jestem Polską i chcę powiedzieć, że ten film jest świetny! Nie słuchajcie tych co przepraszają.

Dysonans poznawczy jest w tym momencie nieunikniony. Jak pisałem jeszcze niedawno, sukces polskiego filmu za granicą powinien napawać nas dumą narodową. Jednakże przez jego przekaz i sposób realizacji w tym wypadku pojawia się poczucie klęski i obawa przed nadchodzącymi sequelami, za które trzeba będzie wstydzić się na cały świat.

Lekki wstyd jak najbardziej, ale przepraszać nie mamy za co.

Oczywiście chcielibyśmy, aby, tak jak pisała moja redakcyjna koleżanka Magda Fijołek, kojarzono nas na świecie z filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Trzeba dbać o dobre imię polskiej kinematografii na świecie, ale to nie znaczy, że powinniśmy przepraszać za jej wpadki, a jedną z nich z pewnością jest „365 dni”.

Brak powodu do wstydu dosadnie pokazuje to przykład #365days na TikToku. O co chodzi? Już tłumaczę. Użytkownicy medium nagrywają swoje reakcje na film. Wśród nich nie brakuje zachowań ironicznych, czy wyśmiewających fabułę. Jednakże dominuje zupełnie inne podejście. Popatrzcie na to:

Filmików opatrzonych #365days jest już ponad 170 milionów(!).

Nie przejrzałem co prawda wszystkich, ale po szybkiej przebieżce widać, że większość z reakcji jest pozytywna. Jak do tego doszło? Nie wiem. Jedyną odpowiedzią jaką mam jest stara zasada „sex sells”. Pewny jestem za to, że przepraszać za taką popularność nie ma sensu. Można krytykować film, ale przeprosiny to już przesada. Bo jeśli kino ma zmuszać do dyskusji, to „365 dni” na swój pokrętny sposób, robi to doskonale.