1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Emma Thompson nie uratowała tego filmu, choć „Late Night" serce ma po właściwej stronie

late night recenzja filmu

Film "Late Night" z Emmą Thompson i Mindy Kaling trafił właśnie do HBO, jednak, choć serce ma po właściwej stronie, raczej nie zagości na dłużej w waszej pamięci.

Bohaterką "Late Night" jest Katherine Newbury (Emma Thompson) - legendarna gwiazda telewizji i stand-upu, prowadząca od wielu lat popularny (przynajmniej niegdyś) talk show. W obliczu spadających słupków oglądalności, wschodzących nowych gwiazd YouTube'a i podobnych social mediów oraz niechęci do podążania za trendami, Katherine musi zmierzyć się z pogarszającym się wizerunkiem oraz zakusami kierownictwa stacji do zastąpienia jej "młodszym modelem".

W celu podreperowania swojego PR-u, jako że w branży uchodzi za mizoginkę i osobę preferującą białych mężczyzn w miejscu pracy, decyduje się na zatrudnienie Molly (Mindy Kaling) - ciemnoskórej dziewczyny pochodzenia hinduskiego. Pomimo faktu, że dziewczyna ta nie ma żadnych kwalifikacji...

Gdzieś tam głębiej, na poziomie społecznego dyskursu o szklanym suficie, dyskryminacji w pracy ze względu na płeć czy kolor skóry „Late Night" (trochę nieoczekiwanie) podejmuje ciekawe wątki.

I, co ważne, nie popada w tanie i pretensjonalne sygnalizowanie swojej szlachetności w tym, że mówi o promowaniu różnorodności i walce z dyskryminacją. Twórcy filmu z wyraźnym luzem i dystansem podeszli do tego zagadnienia i wyszli z niego obronną ręką.

Tyle tylko, że „Late Night" to nie jest ani dramat, ani komediodramat z ambicjami - to w gruncie rzeczy lekka i przyjemna komedia. Sęk w tym, że, poza wątkiem „dyskryminacyjnym", o którym pisałem wyżej, film ten rozczarowuje. Przede wszystkim dlatego, że, choć portretuje nam kulisy komediowych talk-shows, a jego bohaterami są autorzy tekstów do tych programów oraz jedna gwiazda stand-upu, brakuje mu pazura i naprawdę dobrych punch-line'ów.

late night mindy kaling emma thompson

Scenariusz aż się prosił o „pieprzne" potraktowanie i dialogi a la Seth Rogen, Amy Schumer czy choćby Seth McFarlane, a tymczasem dostajemy jedynie niezły punkt startowy, który niezbyt lotni scenarzyści wypełnili banalnymi i przewidywalnymi żartami i humorem sytuacyjnym, tak jakby był to ich pierwszy projekt na zaliczenie na scenopisarskich warsztatach bądź stażu. Gdzie to komediowe mięcho? Gdzie stand-upowa kopalnia ostrych jak brzytwa żartów? Gdzie komediowe popisy?

Szkoda zmarnowanego potencjału, bo aż się prosiło, by film o branży komediowej był, sam nie wiem - zabawny?

Zamiast tego czekają nas klasyczne klisze lekko tylko podrasowane pod współczesną tematykę. Oprócz tego usłyszymy tu nieznośnie bezpieczne i przeciętne dowcipy oraz fabułę, która od początku do końca porusza się przewidywalnym torem, a jej twórcom nawet nie chciało się ubarwić tej opowieści jakimiś naprawdę ciekawymi komediowymi zwrotami akcji czy zapadającymi w pamięć tekstami.

Na plus zaliczam aktorstwo - może nie powalające na łopatki, ale naprawdę solidne i przekonujące w obrębie tego, co przyjdzie nam oglądać. Emma Thompson to klasa sama w sobie, nie wspina się wprawdzie w "Late Night" na wyżyny, a nawet daleko jej do średnich wysokości, ale przyglądanie się jej także i w tej roli traktuję jak przywilej podziwiania mistrzyni przy pracy. Mindy Kaling udanie dotrzymuje jej kroku.

W pełni rozumiem i szanuję szlachetną chęć poruszenia tematu dyskryminacji w branży filmowo-telewizyjnej, ciekawe także wypadło w "Late Night" zajrzenie za kulisy programów talk-show, ale to niestety za mało, by nazwać ten seans w pełni udanym. To co przyjdzie nam obejrzeć, to ładnie wypolerowane dzieło na styku komedii i filmu obyczajowego, z tymże do żadnego z tych gatunków twórcy nie podeszli z pełnym zaangażowaniem.

Skłamałbym jednak, gdybym stwierdził, że "Late Night" nie ogląda się lekko i przyjemnie.

To jeden z tych filmów, którym wyraźne wady nie przeszkadzają w miłym spędzeniu niecałych dwóch godzin w odseparowaniu od świata zewnętrznego. Jeśli więc oczekujecie tylko tego, nie przeszkadza wam, że zaraz o nim zapomnicie i nie zwracacie uwagi na moje powyższe czepialstwo, to spokojnie możecie dorzucić do mej oceny z jedno czy dwa oczka w górę.