1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV

Prowadzący „Pytanie na śniadanie” przeprosił za żarty z depresji. To najgorsze śniadanie, jakie jedliście

pytanie na śniadanie depresja

W ciągu ostatniego roku można odnieść wrażenie, że głównym celem istnienia telewizyjnych programów śniadaniowych jest dostarczanie widzom kolejnych powodów, żeby na nie narzekać. Lista wszystkich wpadek popełnianych na antenie przez prowadzących „śniadaniówek” jest długa i ostatnio poszerzyła się o wypowiedź Łukasza Nowickiego na temat depresji.

Ze strony Telewizji Polskiej można było od pewnego czasu usłyszeć mnóstwo pochwał pod adresem programu „Pytanie na śniadanie”. Publiczny nadawca chwalił się nie tylko wysoką oglądalnością, ale też znacznie mniejszą liczbą wpadek w porównaniu do konkurencji. TVP korzystała z każdej okazji, żeby wrzucić kamyczek do ogródka „Dzień Dobry TVN”. A tych nie brakowało, bo na antenie prywatnej telewizji szalał Filip Chajzer, a sprawa rasistowskich kpin z wokalisty koreańskiego boysbandu odbiła się szerokim echem również poza granicami kraju.

Inna sprawa, że nietrudno było zauważyć hipokryzję Telewizji Polskiej, która przecież w międzyczasie robiła tak skandaliczne materiały jak ten o Kindze Rusin. W ostatnich tygodniach nie brakowało kolejnych kontrowersji wokół publicznego nadawcy. Najpierw TVP wyemitowało dokument „Nic się nie stało”, w trakcie którego padło wiele niewspartych żadnymi dowodami oskarżeń pod adresem celebrytów. We wtorkowym wydaniu „Pytania na śniadanie” jeden z prowadzących kpił z kolei z depresji.

Łukasz Nowicki zbagatelizował problem tej choroby i konieczność brania leków antydepresyjnych. Dziennikarz właśnie przeprosił widzów, ale czy to wystarczy?

Jak zawsze w tego typu sytuacjach powtórzył się podobny scenariusz. Prowadzący „Pytania na śniadanie” połączyli się z psychiatrą prof. Marią Załuską, żeby porozmawiać na poważny temat chorób psychicznych w trakcie pandemii koronawirusa. Nie zdołali jednak zachować choćby odrobiny powagi i już na wstępie, nie mogąc połączyć się ze swoim gościem Nowicki zażartował: „Bo za chwileczkę będę miał depresję i lęki z powodu pani, no błagam”. A potem było jeszcze gorzej. Widzowie programu mogli usłyszeć mnóstwo nie mających nic wspólnego z wiedzą medyczną pseudozabawnych mądrości prowadzących:

Najlepszym  lekiem na depresję jest „Pytanie na śniadanie". Jak mam doła na przykład czasami, myślę sobie, że wziąłbym sobie takie lekarstewko. Byłbym taki wesoły i szczęśliwy, i świat byłby taki piękny i różowy. A to chyba nie jest takie oczywiste. Starajmy się zażywać tych leków jak najmniej, oglądajcie nas, spotykajcie się ze znajomymi, uprawiajcie sport – rzucił Łukasz Nowicki, a jego ekranowa towarzyszka dodała:

Głowa do góry. Można też jeść i chrupać.

Jak łatwo się domyślić, tego typu komentarze wywołały duży gniew wśród internautów, którzy szybko dali to poznać obojgu dziennikarzy programu „Pytanie na śniadanie”. Reakcje Nowickiego i Nowakowskiego na wybuch afery są jednak skrajnie różne.

Prowadzący „Pytania na śniadanie” przyznał w komentarzu do swojego posta na Instagramie, że popełnił błąd. Wyjaśnił też, że nie był on wyrazem braku empatii, tylko bezmyślności, za którą teraz przeprasza. Inne podejście zaprezentowała za to jego koleżanka z pracy. Ida Nowakowska w rozmowie z portalem Pudelek stanęła w obronie przyjętej w trakcie wydania formy, której celem miało być przede wszystkim poprawianie humoru widzów:

Mam wielu bliskich przyjaciół, którzy chorują na depresję, więc ten temat jest dla mnie niezwykle ważny. W wypadku depresji konieczna jest konsultacja z lekarzem. Dlatego zwróciliśmy się w programie do specjalisty, który odpowiedział nam na nurtujące nas pytania. Absolutnie nie miałam na celu umniejszenia tego istotnego tematu i bardzo ważnej roli lekarzy w tym względzie (...) Tak jak w każdym programie emitowanym w czasie pandemii, staramy się polepszyć humory, wszystkim telewidzom, którzy oglądają nas w tym trudnym czasie. Taki właśnie miał być ogólny wydźwięk na koniec rozmowy, skierowany do wszystkich telewidzów a nie tych z depresją.

Takie stawianie sprawy oczywiście nie tłumaczy i nie usprawiedliwia błędów popełnionych przez dwójkę dziennikarzy. Wydaje się szokujące, że w 2020 roku wykształcone osoby są w stanie wciąż propagować mit depresji jako złego samopoczucia, z którym można sobie poradzić ot tak. Bo przecież wystarczy odrobina sportu i pozytywnego nastawienia do życia, prawda? To pytanie jest oczywiście retoryczne.

Żarty z poważnej choroby, jaką jest depresja, pokazują szerszy problem z lekceważeniem przez Polaków zdrowia psychicznego.

Ignorowanie słów ekspertów wciąż jest nad Wisłą powszechne. Zamiast tego wiele osób proponuje przyjaciołom z problemami typowe mądrości ludowe. Niczym nie różni się to od nazywania każdej niezadowolonej kobiety histeryczką. Lub głoszenia wszem i wobec, że „dzieci i ryby głosu nie mają”, więc zdanie osób niepełnoletnich nie ma żadnego znaczenia. Najwyższy czas żebyśmy zaczęli lepiej słuchać siebie nawzajem. Bo chyba o to powinno chodzić w zapraszaniu do studia psychiatry. A nie w głoszeniu własnym mądrości o dobrodziejstwach „Pytania na śniadanie”.