1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się

Media Rydzyka uderzają w akcję „Zranieni w Kościele”. Tak się bawią w chowanego

nasz dziennik uderza w akcje zranieni w kosciele

„Dlaczego nasze dzieci mają patrzeć na te plakaty?” — grzmiał w weekend Nasz Dziennik. „To jest niegodziwe” — mogliśmy z kolei przeczytać w poniedziałkowym wydaniu tytułu ściśle związanego ze środowiskiem o. Tadeusza Rydzyka. To tylko część reakcji toruńskiego medium na kościelną inicjatywę „Zranieni w Kościele”, która w ostatnim czasie stała się odpowiedzią na kolejne dramaty ofiar księży pedofili ukazane w najnowszym filmie braci Sekielskich.

Działająca w Polsce od ponad roku akcja Zranieni w Kościele zajmuje się wsparciem dla osób, które doświadczyły przemocy ze strony przedstawicieli kościelnych struktur. O inicjatywie zrobiło się głośno w ostatnich tygodniach za sprawą premiery drugiego filmu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, w którym przedstawiony został problem pedofilii wśród księży i tuszowania ich przestępstw przez część biskupów. Inicjatywę nagłośnił sam prymas Polski abp Wojciech Polak. Hierarcha  skierował do wszystkich polskich parafii list z prośbą o wywieszenie informacji o działającym w ramach akcji telefonie zaufania  dla osób, które doświadczyły przemocy seksualnej od ludzi Kościoła (800 280 900; dyżury w każdy wtorek w g. 19-22). We wspomnianym liście, abp Polak pisze, że Zranieni w Kościele to „dzieło katolików świeckich będące wyrazem ich odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła”.

Niestety, okazało się, że kościelna inicjatywa nie spodobała się wszystkim. Stanowczy sprzeciw podniósł związany z o. Tadeuszem Rydzykiem i Radiem Maryja Nasz Dziennik.

„Dlaczego nasze dzieci mają patrzeć na te plakaty?”

Ofiarom przestępstw należy się wsparcie, to jest oczywiste. Przestępcy, którzy zdradzili Kościół, Ewangelię i skrzywdzili dzieci, powinni ponieść karę, to też jest oczywiste. Ale taka akcja plakatowania kościołów jest nie do przyjęcia! — grzmi na łamach dziennika Sławomir Jagodziński.

Równie duże kontrowersje wywołał wywiad udzielony Naszemu Dziennikowi przez prof. Grzegorza Kucharczyka, który stwierdza w nim, że „akcja plakatowa w parafiach to sugerowanie, że problem dotyczy wszystkich duchownych".

Dla wyjaśnienia przypomnijmy, że plakat informujący o inicjatywie, wygląda tak:

Tchórzostwo mediów ojca Tadeusza Rydzyka

Do zarzutów formułowanych na łamach Naszego Dziennika odniósł się Ignacy Dudkiewicz, katolicki dziennikarz związany m.in. z  czasopismem tzw. katolewicy społecznej „Kontakt. Magazyn Nieuziemiony”:

"Nasz Dziennik" drugie wydanie z rzędu uderza w inicjatywę "Zranieni w Kościele", a konkretnie w akcję rozesłania plakatów do wszystkich parafii w Polsce. Jego czytelnicy i czytelniczki nie dowiedzą się, że do każdego plakatu był dołączony list prymasa Polski i że przynajmniej niektórzy biskupi (plakaty przeszły przez diecezjalne kurie) dołączyli do nich swoje listy przewodnie ze wsparciem. Dopiero w drugim materiale (wywiadzie) dowiedzą się, skądinąd w tonie ujawnionej sensacji ("Jeżeli się to potwierdzi..." - mimo że to potwierdzone w komunikacie prasowym), że druk i wysyłkę sfinansowała Fundacja św. Józefa, która dysponuje pieniędzmi kościelnymi — pisze Dudkiewicz.

Publicysta zarzucił mediom o. Rydzyka nie tylko to, że wykrzywiają wizję i cel inicjatywy Zranieni w Kościele, ale również to, że nie nie potrafią publicznie przyznać się do tego, że występując przeciwko inicjatywie, sprzeciwiają się de facto kościelnym władzom. Dudkiewicz zarzucił im  tchórzostwo polegające na tym, że „uderzają w KIK (Klub Inteligencji Katolickiej - przyp.red.), Więź i Pracownię Dialogu (instytucje stojące za Zranionymi w Kościele), ale nie mają tej odrobiny niezbędnej odwagi cywilnej, by napisać swoim czytelnikom i czytelniczkom otwarcie, że uderzają także w prymasa Wojciecha Polaka".

Nie uważam, że katolicy i katoliczki nie mają prawa się nie zgadzać z prymasem (czy innymi biskupami) w rozmaitych sprawach i go krytykować. Jasne, że mają, sam z tego prawa korzystam. Ale nie udaję, że tego nie robię — dodaje Dudkiewicz.

Całość jego wpisu można przeczytać tutaj:

Zabawa w chowanego trwa w najlepsze? Biskup, który nawołuje do zmowy milczenia

Kolejną głośną w ostatnich dniach reperkusją po filmie braci Sekielskich jest sprawa biskupa Edwarda Janiaka, oskarżonego w filmie „Zabawa w chowanego” wprost o — delikatnie mówiąc —lekceważenie przestępstw seksualnych księży. Ten sam biskup miał w sobotę 23 maja udzielić święceń kapłańskich w katedrze w Kaliszu. Pod wpływem protestów społecznych, zadania w jego zastępstwie podjął się emerytowany biskup Stanisław Napierała:

Jednak radość (czy raczej ulga) oburzonych wiernych i publicystów nie trwała długo. Wystarczyło się wsłuchać w słowa wypowiedziane przez biskupa emeryta podczas sobotniej ceremonii, by przekonać się, że choć to nie bp Janiak wyświęcał młodych kapłanów, jego skrajnie klerykalna mentalność dała o sobie znać w postaci jego zastępcy:

"Są sytuacje, gdzie trzeba milczeć dla dobra wszystkich. Dla dobra wszystkich" — powiedział do młodych księży bp Napierała.

Kościelna omerta ma się dobrze

Te słowa wywołały kolejną lawinę komentarzy, z których płynie jeden smutny wniosek: polski klerykalizm ma się znakomicie, a kolejne świadectwa wystawiane przez braci Sekielskich, nawet najbardziej wstrząsające, na niewiele się zdają:

Słowa biskupa Stanisława Napierały do wyświęconych dzisiaj kapłanów warto przeczytać bardzo uważnie. I mówię to zupełnie poważnie, bez najmniejszej ironii. Otóż one pokazują model myślenia, teologiczno-religijne usprawiedliwienie kultury milczenia, swoistej "omerty" (określenie m.in arcybiskupa Charlesa Scicluny), ukrywania przestępstw, a także fałszywego miłosierdzia wobec sprawców i takiego wyniesienia kapłanów, które uniemożliwia ich normalne traktowanie — skomentował sytuację Tomasz Terlikowski.

Do głosów krytykujących wystąpienie bp. Napierały dołączył też katolicki publicysta i redaktor naczelny portalu Deon, Piotr Żyłka:

To jest naprawdę przerażające. Od kilkunastu miesięcy co chwila wybija szambo, które w Kościele było ukrywane przez lata, papież Franciszek stara się robić, co może, żeby walczyć ze skandalami pedofilskimi i z działaniami tych, którzy je ukrywali i mataczyli, tymczasem w Polsce biskup wychodzi do chłopaków, którzy dopiero co zostali wyświęceni i to wszystko torpeduje. I zachęca ich do trwania w zmowie milczenia.

Biskup mówi, że powinni to robić "dla dobra wszystkich". Zapomniał dodać, że chodzi o dobro tych, którzy niszczą Kościół. Bo Kościoła nie niszczą ludzie, którzy głośno mówią o nadużyciach i skandalach, ale ci, którzy je przez lata ukrywali i dalej chcą to robić — pisze dziennikarz w zamieszczonym dziś na Facebooku wpisie.