Muzyka  /  Felieton

Jeśli Andrzej Duda chce rapem zdobyć głosy wyborców, to musi popracować nie tylko nad nawijką

Picture of the author
136 interakcji
dołącz do dyskusji

Andrzej Duda swoim odważnym skądinąd występem w ramach Hot16Challenge miał szansę zdobyć naszą sympatię. Wyszło, jak wyszło.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Na początku maja Hot16Challenge niespodziewanie wróciło i zajęło sporą część polskiej sceny rapowej. Nie minęło wiele czasu, a do akcji mającej na celu wspomóc szpitale w walce z koronawirusem włączyli się artyści kojarzeni z innymi gatunkami muzycznymi, literaci, dziennikarze, a nawet politycy. Cel jest szczytny, licznik zbiórki na siepomaga.pl wskazuje coraz większą sumę. Wyzwanie powoli przeradza się jednak w festiwal żenady.

Quo vadis Hot16Challenge?

Kali nawija o swoim pandemiosceptyzmie, a wtóruje mu Kukon. A jakby negowanie koronawirusa i nazywanie prawdziwym wirusem Billa Gatesa z jego szczepionkami było niewystarczające, z maczetą i pistoletem pojawił się Janusz Korwin-Mikke, który bez cienia samoświadomości masakruje lewaków, chcąc do nich strzelać. Prawdziwa bomba wybuchła jednak wczoraj, wraz z włączeniem się do akcji prezydenta Andrzeja Dudy.

„Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły” zaczyna swoje Hot16Challenge Andrzej Duda, a świat staje w oniemieniu. Oto urzędujący prezydent Rzeczpospolitej Polskiej rapuje. Z wymaganym w hip-hopie agresywnym zacięciem na twarzy chwali medyków za ich ciężką pracę, jaką wykonują w czasie pandemii, co chwilę powtarzając przywołany wyżej wers o tajemniczym przecież znaczeniu. Gdyby Stanisław Bareja żył i wciąż był aktywny zawodowo, musiałby przejść na emeryturę. Rzeczywistość właśnie przegoniła satyrę.

Parodia polityki

Wszelkiej maści komicy nie mają od dłuższego czasu łatwego życia. Politycy dostarczają im mnóstwa inspiracji, ale ponieważ ich zachowanie samo w sobie jest już parodią, nie ma tak naprawdę czego parodiować. Nie potrzebujemy oglądać kabaretowych wieczorów „dwójki”, bo kabaret mamy na bieżąco w wiadomościach. I chociaż uważnie obserwowałem senatorów uczących nas myć ręce, słuchałem z uwagą premiera występującego u Blowka i próbowałem zrozumieć ministra drukującego karty do głosowania bez podstawy prawnej, to gdyby jeszcze dwa dni temu ktoś mi powiedział, że prezydent, który od jakiegoś czasu ma konto na TikToku zaraz zarapuje, to bym nie uwierzył.

Bo jak to? Głowa państwa miałaby wziąć udział w internetowym challenge’u? Dajcie spokój. Nie ma takiej możliwości. Kraj właśnie przechodzi kryzys związany z koronawirusem, a wybory, które mają się za niedługo odbyć same się nie wygrają. Trzeba dotrzeć do ludzi, wygłaszać orędzia w telewizji publicznej, obiecywać gruszki na wierzbie i wrzucić coś na media społecznościowe. Andrzej Duda potrafi zjednać sobie wyborców. Jest w tym całkiem niezły. Nie jest jednak Barackiem Obamą.

Nie chodzi przecież o to, że prezydent nie może rapować. Niech sobie rapuje na zdrowie, nawet nasze, publiczne. Niech jednak robi to z wyczuciem. Zna odpowiednie miejsce i czas, nie doprowadzając do infantylizacji, jakby nie było, urzędu. Wspomniany Obama przecież też pokazywał swoją „luźniejszą” stronę. I to nie raz. Tylko wiedział, jak to robić. Ocieplał w ten sposób swój wizerunek, zyskując sympatię wyborców, a nieraz i mediów. Oto kilka przykładów:

Ktoś z otoczenia Dudy powinien mu uświadomić, że nie jest Obamą.

PR-owcy polskiego prezydenta, a właściwie całego rządu mocno inspirują się amerykańskim marketingiem. W przeszłości to się opłacało. W przypadku Dudy wzorowanie się na marketingowcach zza oceanu staje się jednak nieudolne i śmieszne.

Dowody można mnożyć. Weźmy pierwszy z brzegu, czyli Twitter. Udzielanie się polityków w mediach społecznościowych wychodzi różnie i, oddajmy sprawiedliwość, że dzieje się tak również w Stanach Zjednoczonych (Donald Trump). U nas do rangi symbolu braku myślenia sztabu Dudy w internecie urosło przecież „Ruchadło leśne”. O wiele lepiej poszło z TikTokiem. Wtedy byłem zafascynowany i pod wrażeniem strategii marketingowej prezydenta. Wystąpił w sieci, zapraszając graczy do udziału w Grarantanna Cup i super. Zagrożenie koronawirusem robi się coraz większe, a on pomaga promować zacną inicjatywę Ministerstwa Cyfryzacji, zdobywając pewnie głosy przyszłych wyborców. I chociaż opinie na ten temat były mocno podzielone, ja nie mam nic przeciwko.

W tego typu akcjach trzeba znać umiar, szczególnie jeśli chodzi o Andrzeja Dudę.

PR-owcy głowy państwa powinni przede wszystkim wziąć pod uwagę, że Duda jest bardzo memiczny, a wręcz memogenny. Od początku jego prezydentury, a wręcz kampanii na Facebooku pojawiają się kolejne strony ze zdjęciami prezydenta opatrzonymi zabawnymi opisami. Powinno to nasunąć marketingowcom wnioski, że internauci bacznie obserwują jego poczynania i wytkną mu każdą, nawet najdrobniejszą gafę. Nie chodzi przecież o to, że w USA można, a u nas nie można. Można! I już było. Było dawno, bo w zamierzchłych latach 90., kiedy to mieliśmy wybrać „przyszłość oraz styl”. Oto dowód:

Tak, zdaję sobie sprawę z ironicznych min wszystkich, którzy zdecydowali się włączyć powyższy klip. Weźmy jednak pod uwagę, że były to lata 90. Jak na tamte czasy było to progresywne, inne, ciekawe. Polityk pokazał swoją ludzką stronę. Stał się jednym z nas, czyli osób bawiących się przy disco polo, uśmiechniętym, garnitur nie zabił w nim człowieczeństwa. Bo właśnie wszystko rozbija się o kontekst historyczny, a ten nie działa na korzyść Dudy.

Z marketingowego punktu widzenia pokazywanie ludzkiego oblicza polityków jest bowiem zabiegiem bardzo pożądanym. Dlaczego więc zaraz po opublikowaniu filmiku z rapującym prezydentem pojawiły się komentarze, jak chociażby ten Peji:

Jakie życie raki rap. Nie zgadzam się. Kabaret to był Dudek a nie Duda. Świat stanął na ch... i tańczy sobie breka. Beka. Komentuję tutaj bo pod filmem wyłączone. Proszę szanownych kolegów o rozsądne nominacje ale chyba już na to za późno. Shit is Real.

Czy ten o wiele krótszy, ale jakże wymowny Andrzeja Grabowskiego:

Ostry cień mgły

Powód takiego stanu jest prosty. Znajdziemy go w znaczeniu tekstu Hot16Challenge prezydenta. Jak bowiem dla Wirtualnej Polski tłumaczy prof. Jerzy Bralczyk skupiając się na przywołanym już wersie „Nie pytając cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły”. Według niego niejasność i niepewność to mgła, a perspektywą zmierzchu jest cień, podczas gdy ostrość to ból i gwałtowność pandemii. Wszystko to kojarzy się z koronawirusem. Skoro ktoś z tym walczy należy się więc cieszyć i mu kibicować. I cieszy się właśnie i kibicuje prezydent. Staje się to oczywiste, gdy słyszymy w utworze słowa „Mocne ręce ratowników, wszyscy razem, chwała im.

Niestety staje się to również absurdalne. Bo te wersy recytuje ten sam prezydent, który nie zrobił nic, kiedy pracownicy medyczni strajkowali, walcząc o wyższe pensje. Ten sam prezydent, którego partia używała w stosunku do lekarzy i rezydentów języka nienawiści. Gdzie tu sens? Gdzie tu logika? Gdzie tu konsekwencja poglądów?

Pal licho jednak sens, logikę i konsekwencję poglądów w czasie pandemii.

Gdyby rapujący prezydent wypadł dobrze, nie miałoby to większego znaczenia. Gdyby chociaż nominował do wzięcia udziału w challenge’u kogoś innego niż osoby z własnego zaplecza politycznego pokazałby luz. Zamiast ze swoimi memicznymi, nomen omen, minami wciąż jest sobą. Dlatego staje się Vanilla Ice’em polskiej polityki, a po tym krótkim epizodzie zamiast „Ice Ice Baby” zapamiętamy pandemiczny chaos i „ostry cień mgły”.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst