Książki  /  Recenzja

Książka „Oczy ciemności”, która przewidziała wirusa z Wuhan, dostała nowe tłumaczenie. Będziecie bardzo zaskoczeni – recenzja

Picture of the author

Jeszcze trzy miesiące temu mało kto pamiętał powieść „Oczy ciemności”. Pandemia koronawirusa sprawiła jednak, że książka Deana Koontza nagle zyskała status bestsellera. A wszystko ze względu na pogłoski, że Amerykanin przewidział w niej wirusa z Wuhan. Ta nagła popularność została zauważona także w Polsce, gdzie „Oczy ciemności” doczekały się wydania z nowym tłumaczeniem.

Powroty książek zza symbolicznego grobu to wbrew pozorom wcale nie jest rzadka sytuacja. Konkurencja na rynku wydawniczym jest ogromna, a niejednokrotnie niegdysiejsze hity zostają zapomniane po kilku lub nawet jednym sezonie. Wiele lat później ciekawy zbieg okoliczności lub odrodzenie tematów czy wątków przynoszą jednak czasem swoiste powroty do łask. Tak było w ostatnich latach choćby z „Opowieścią podręcznej”.

Pandemia koronawirusa również nie pozostała bez wpływu na rynek książki. Nową popularność zyskała klasyka w postaci „Dżumy” i „Miasta ślepców”, hitem Amazona stały się pisane na szybko książki erotyczne rozgrywające się w trakcie kwarantanny, a czytelnicy zaczęli też szukać śladów wirusa w dawnej literaturze. I o dziwo udało im się to w kilku przypadkach, z których najgłośniejszy okazał się ten dotyczący powieści Dean Koontza.

„Oczy ciemności” opisały stworzenie w chińskim laboratorium wirusa Wuhan 400. Zwolennicy teorii spiskowych od razu podnieśli wrzawę.

Warto jednak wyjaśnić kilka istotnych kwestii. Pochodzenie koronawirusa SARS-CoV 2 to wciąż kwestia podlegająca debacie. Początkowo wskazywano na jego naturalne źródła i odrzucano wszelkie sugestie o ewentualnej celowości działania chińskich władz jako niepoparte niczym teorie spiskowe. W ostatnim czasie wysocy przedstawiciele amerykańskiej administracji zaczęli jednak coraz częściej wskazywać na związki z Instytutem Wirusologii w Wuhan.

Foto: Okładka nowego wydania powieści „Oczy ciemności”/Wydawnictwo Albatros

Mimo to warto rozgraniczyć realny patogen od fikcyjnego wirusa. Ten drugi został stworzony w powieści z pełną świadomością i miał zostać użyty przez Chiny jako broń. Nadawał się do tego zresztą dużo lepiej niż COVID-19, bo miał 100 proc. wskaźnik śmiertelności, krótki okres inkubacji i wywoływał zupełnie inne objawy. Znacznie łatwiej było nim więc sterować. Pandemia koronawirusa najzwyczajniej w świecie ma bardzo niewiele wspólnego z takim scenariuszem.

Co więcej w oryginalnej wersji powieści z 1981 roku wirus nosi miano Gorki-400 i zostaje stworzony przez Rosjan, a nie Chińczyków.

Dopiero w ramach późniejszego dodruku autor zmienił zdanie, co do źródła pochodzenia wirusa. Podobnych niespodzianek jest zresztą więcej, bo „Oczy ciemności” zdecydowanie nie są powieścią, jaką spodziewa się większość czytelników. Również nowa okładka wprowadza w błąd. Akcja powieści Koontza rozgrywa się na przestrzeni zaledwie kilku dni, między 30 grudnia i 2 stycznia. W sam raz, żeby pokazać działanie globalnej pandemii śmiertelnego wirusa, powiecie? Być może. Problem w tym, że „Oczy ciemności” nie opowiadają o żadnej epidemii. Co więcej, sam wirus Wuhan 400 zostaje wspomniany po raz pierwszy na ostatnich kilkudziesięciu kartach książki.

W kontekście całej fabuły stanowi zaledwie epizod i to taki, nad którym pisarz nawet nieszczególnie ma się ochotę pochylić. W rzeczywistości „Oczy ciemności” dotyczą tajemniczej śmierci młodego chłopca o imieniu Danny i próbach poradzenia sobie jego matki z żałobą. Główną bohaterką powieści jest Tina Evans, ex-tancerka stojąca właśnie na progu sławy. Jeżeli wystawiona przez nią w Las Vegas produkcja odniesie sukces, to kobieta zostanie milionerką. Pozytywne wieści przydadzą się w życiu Christiny, bo kobieta rok wcześniej straciła syna w wyniku tragicznego wypadku podczas wycieczki w góry, a potem przeżyła bolesny rozwód. Powodzenie „Magyck!” ma pomóc jej rozpocząć nowy rozdział w życiu, bo w ostatnich tygodniach znowu zaczęły ją nawiedzać koszmary sugerujące, że Danny wciąż żyje. Evans postanawia sprawdzić, czy to może być prawda i w ten sposób zaplątuje się w wielką intrygę.

„Oczy ciemności” to powieść częściowo obyczajowa, częściowo sensacyjna z mocnym wątkiem paranormalnym. Trochę jak King klasy B.

Styl Koontza jest niewyszukany, ale skuteczny. A główna bohaterka powieści ma na tyle rozbudowany charakter, że jej historii jest w stanie wciągnąć. Zdecydowanie mniej pozytywów można powiedzieć o antagonistach, którzy podpadają pod kliszę „diabolicznych agentów wywiadu”. Część sensacyjna rozkręca się zresztą na dobre dopiero w połowie książki i aż do samego końca nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek epidemią.

Nie brak tu wszystkich popularnych w latach 80. motywów, a sam autor bynajmniej nie ma ambicja wyjścia poza schemat wakacyjnego czytadła. Czy to coś złego? Absolutnie nie. „Oczy ciemności” na poziomie treści nawet na moment nie udają tego, czym nie są. A ponieważ przyjemność z lektury jest zauważalna, to bynajmniej nie jest to negatywne doświadczenie. Mam jednak wrażenie, że większość czytelników zakupi nową wersję polskiego wydania, licząc na zupełnie inną powieść. I w takim wypadku bez dwóch zdań czeka ich rozczarowanie. Czujcie się ostrzeżeni.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst