Seriale  /  Recenzja

„Wojny klonów” nabrały wreszcie rumieńców – piękne zakończenie w sam raz na dzień „Star Wars”

Picture of the author

Z okazji dnia „Gwiezdnych wojen” pojawił się finałowy odcinek animacji „Wojny klonów”. Dzięki temu wiemy, w jaki sposób Ahsoka, Rex i Maul przetrwali Rozkaz 66. „The Clone Wars” w 7. sezonie dogoniło wreszcie fabularnie „Zemstę Sithów”.

Serial animowany osadzony w uniwersum „Star Wars” zatytułowany „Wojny klonów” był prequelem dla III epizodu „Gwiezdnych wojen”. Pojawiło się w nim jednak wiele nowych postaci oraz powrócił jeden ze złoczyńców, którego uznawaliśmy za martwego od czasu premiery „Mrocznego Widma”.

Z tego powodu wielką niewiadomą było, co scenarzyści z tym fantem zrobią i jak pozbędą się niewygodnych postaci. Sprawę skomplikował fakt, iż „The Clone Wars” uparcie nie chciało się skończyć i na takie prawdziwe zakończenie tej opowieści, z którą dorastało kolejne już pokolenie fanów, czekaliśmy latami.

Jak się kończą „Wojny klonów”?

Serial otrzymał pierwsze z zakończeń już 2 marca 2013 roku. To właśnie tego dnia produkcja, na którą składało się pięć sezonów liczących łącznie aż 98 odcinków, zeszła z anteny Cartoon Network. Jej twórcy nie domknęli jednak wszystkich wątków i mieli jeszcze kilka niezrealizowanych pomysłów.

Niespodziewanie na ratunek fanom „Star Wars” przyszedł Netflix, który przejął pałeczkę. To właśnie ten serwis 7 marca 2014 roku wydał 13-odcinkowy 6. sezon serialu zatytułowany „The Lost Missions”. Okazało się, że również i to nie oznaczało końca przygód Ahsoki Tano, komandora Rexa, ex-Sitha Maula i spółki.

Wybrani bohaterowie „The Clone Wars”, czyli pierwszej gwiezdnowojennej animacji 3D, pojawili się w kolejnej.

Ahsoka, Rex i Maul grali tam co prawda role długoplanowe, ale dzięki temu „Rebeliantów” można uznać za swoisty epilog „Wojen klonów”. Disney nie zdecydował się jednak na to, by opowiedzieć, jak z perspektywy tych postaci wyglądały upadek Republiki, powstanie Imperium oraz niesławny Rozkaz 66. Aż do dziś.

W tym roku, znów niespodziewanie, pojawiły się kolejne odcinki „The Clone Wars” – tym razem w serwisie Disney+, zaraz obok aktorskiego „The Mandalorian”. Zostały wydane po zakończeniu emisji nie tylko czterech serii „Star Wars: Rebels”, ale także dwóch sezonów kolejnej animacji „Star Wars” o tytule „Ruch Oporu”.

Dość też powiedzieć, że pierwszym odcinkiem 7. serii „Wojen klonów” nie byłem, delikatnie mówiąc, zachwycony.

Uwaga na spoilery z 7. sezonu „The Clone Wars”.

Doceniałem techniczną stronę przedsięwzięcia, ale nowe wątki wyglądały jak dopisane na siłę. Wprowadzanie na tym etapie kolejnych postaci to przepis na katastrofę – było za późno, byśmy przejmowali się losem stereotypowych komandosów, a misja ratowania klona rozciągnięta na cztery odcinki się dłużyła.

Kolejne epizody to również przetracony czas na głupoty. Nowe przygody Ahsoki na dolnych podziemiach Coruscant tak w zasadzie niewiele wniosły i nie powiedziały nam nic nowego i istotnego na temat tej postaci. Okazały się jednak dobrym pretekstem, by wysłać młodą dziewczynę na spotkanie z przeznaczeniem.

Moje podejście do serialu zmieniło się diametralnie wraz z emisją 9. odcinka, w którym Ahsoka ponownie spotkała Anakina.

Do tej pory myśleliśmy, że ostatnie spotkanie tych postaci przed przemianą Skywalkera w Dartha Vadera widzieliśmy już kilka lat temu, gdy Tano opuszczała Zakon Jedi, a tu proszę – okazuje się, że udała się do mentora oraz jego mistrza raz jeszcze po pomoc, gdy wpadła na trop Maula. Dostała nawet nowe miecze świetlne.

Szybko się też okazało, że to właśnie ten epizod wreszcie dogonił fabularnie „Zemstę Sithów”. Obserwowaliśmy z perspektywy Ahsoki, jak Anakin i Obi-Wan ruszają na ratunek Kancelerzowi. To dlatego dziewczynie oraz Rexowi w udziale przypadło zadanie schwytania Maula, który na Mandalorze zastawił pułapkę na Kenobiego.

Były uczeń Dartha Sidiousa wyjawił Ahsoce, że chciał zabić Skywalkera, gdyż ten ma zostać następcą zarówno jego, jak i Dooku.

Tano nie miał jednak okazji ostrzec przed tym samego Anakina, gdyż ten został już wysłany na przeszpiegi do Kanclerza. Nie wyjawiła też tego Radzie Jedi, bo nie ufała jej członkom, a Mace Windu potraktował ją bardzo protekcjonalnie. Mimo to Ahsoka jako obywatelka Republiki i tak chciała oddać Maula w ręce władz.

To się jednak nie udało, bo chociaż wygrała pojedynek z byłym Sithem, to w trakcie podróży na Coruscant nadszedł niesławny Rozkaz 66. Co prawda dotyczył on Jedi, którymi Ahsoka i Maul nie byli, ale Sidious kazał Reksowi i tak się ich pozbyć na mocy nowej dyrektywy. Doprowadziło to do ostatecznej konfrontacji.

Szkoda tylko, że w finale zabrakło emocji, bo od dawna wiemy, jak ta historia dalej się potoczy.

Oczywiście od samego początku pewne zręby fabularne tej historii były zapisane w kamieniu ze względu na wydarzeniach z kolejnych epizodów sagi „Star Wars”, ale los postaci, które nie pojawiły się w III epizodzie, był przecież niepewny. Ba, od samego początku spodziewaliśmy się, że Ahsoka nie dożyje końca wojny.

Jeśli tylko oglądalibyśmy nowe odcinki „Wojen klonów” kilka lat temu, to moglibyśmy drżeć o los jej, jak i kapitana Reksa oraz Maula. Teraz jednak tych emocji być nie mogło, głównie za sprawą występów tych postaci w „Star Wars. Rebels”, powieści „Ahsoka” oraz słynnego już cameo w filmie „Han Solo”.

Fani doskonale przecież wiedzą, że Rex pozbył się chipa z Rozkazem 66 z głowy i dołączył do Rebelii, Maul zginął dopiero wiele lat później z ręki Kenobiego na Tatooine, a Ahsoka przeżyła w ukryciu samego Imperatora. Mimo to „The Clone Wars” zapewniło tym postaciom naprawdę godne pożegnanie… z pewnego punktu widzenia.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst