Filmy  /  Artykuł

Komiksy superbohaterskie czeka zagłada. Koronawirus szkodzi Marvelowi i DC, ale prawdziwymi winowajcami są filmy

koronawirus komiksy

Pandemia koronawirusa wpływa negatywnie na działalność wielu gałęzi branży rozrywkowej. Nikt nie jest jednak w tak olbrzymim kryzysie jak amerykańskie wydawnictwa komiksowe. Marvel, DC i inne wydawnictwa na ten czas wstrzymały premiery wszystkich nowych komiksów. Ale tak naprawdę to wspomniane firmy są swoim największym wrogiem, a nie koronawirus.

Każda osoba zaznajomiona z historią amerykańskich komiksów superbohaterskich wie, że przeżywały one w tym czasie dwa bardzo poważne kryzysy popularności. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się to niewiarygodne, ale Marvel zaledwie 24 lata temu wystąpił oficjalnie z wnioskiem o bankructwo. Obecna sytuacja na pierwszy rzut oka nie wygląda nawet w połowie tak poważnie. Ale pozory czasem sprawiają bardzo mylne wrażenie.

Los Marvela i DC w 2020 roku jest i jednocześnie nie jest uzależniony od powodzenia ich spółek-matek. Disney i Warner Bros. nie pozwolą obu wydawnictwom na zbliżenie się do równie niebezpiecznego poziomu finansów, co w 1996 roku. Ale sukcesy filmowych i serialowych wersji w bardzo niewielkim stopniu przekładają się na powodzenie komiksów. Dość powiedzieć, że sprzedaż flagowego tytułu Marvela – „Avengers” – nijak nie podniosła się w momencie, gdy „Avengers: Koniec gry” biło tydzień po tygodniu kolejne rekordy box office'u.

Koronawirus utrudnia działanie całych pionów Disneya i Warner Bros, ale studia filmowe mają znacznie większy potencjał na odbicie się po zakończeniu kwarantanny.

Premiery Marvel Cinematic Universe zostały przesunięte. Podobny los spotkał również film „Wonder Woman 1984” od DC, który nie trafi do kin w pierwotnym terminie. Nie ma też wątpliwości, że prace nad wszystkimi nowymi filmami superbohaterskimi zostaną opóźnione. A w międzyczasie równie poważny kryzys dotknął amerykańskie wydawnictwa komiksowe. Wszystkie najważniejsze podmioty na rynku (Marvel, Dark Horse, IDW Publishing, Image Comics) zawiesiły na czas nieokreślony wydawanie nowych numerów. Również w formie digitalnej. DC Comics początkowo częściowo wyłamało się z tego trendu, ale w kolejnych tygodniach czytelnicy nie dostaną nowości również od nich, jedynie zbiorcze wydania już opublikowanych dzieł.

koronawirus komiksy
Foto: Okładka „JLA/Avengers #2”

Największy problem amerykańskiego rynku komiksów leży w tym, że to biznes uzależniony od pojedynczego dystrybutora i małych sklepów z komiksami. Wymuszone przez władze federalne zamknięcie tych ostatnich sprawiło, że po niecałych dwóch tygodniach powszechnej kwarantanny w USA Diamond Comic Distributors całkowicie zawiesiło działalność. Żadne nowe komiksy nie będą dostarczane do kupujących aż do odwołania. Mówi się o lipcu, ale blokada może potrwać nawet dłużej. Na ten moment trudno to ocenić.

Sedno problemu leży jednak w tym, że obaj najwięksi gracze na rynku komiksów pozbawieni bieżącego źródła dochodu już po kilkunastu dniach wpadli w olbrzymie tarapaty. Wielu twórcom i rysownikom grożą zwolnienia lub utrata dotychczasowych tytułów. Jak donosi portal Newsarama, Marvel wstrzymał prace aż nad 1/3 swoich tytułów planowanych na maj i czerwiec. Przedstawiciele wszystkich branż rozrywkowych (może za wyjątkiem serwisów VOD) cierpią z powodu obecnej sytuacji, ale nie słychać by wielkie hollywoodzkie wytwórnie obecnie masowo rezygnowały z zaplanowanych projektów. Skąd bierze się ta różnica?

Rynek superbohaterskich komiksów jest w kryzysie od ponad dekady. Widać rosnący brak zrozumienia między odbiorcami i wydawnictwami oraz nieumiejętność konkurowania z filmowymi wersjami.

Czytanie komiksów to obecnie jedno z bardzo wielu różnych możliwości spędzania wolnego czasu przez młodszych odbiorców. Wzmożona konkurencja przełożyła się na systematyczne spadki sprzedaży oraz postępujące starzenie się przeciętnego czytelnika dzieł Marvela, DC czy innych wydawców. Jest to zjawisko zauważalne również wewnątrz samego rynku, bo, jak donosił Forbes, komiksy superbohaterkskie w zeszłym roku po raz pierwszy przegrały w liczbie sprzedanych tytułów z innymi gatunkami). Sposobem na ograniczenie spadku przychodów było podnoszenie ceny za pojedynczy numer, ale nie można tego robić w nieskończoność.

Dlatego nie powinno nikogo dziwić, że wydawnictwa desperacko szukają nowych źródeł zarobkowania. Walka o nowego, młodego czytelnika doprowadziła jednak do alienacji dotychczasowych odbiorców. A jednocześnie nieszczególnie spełniła podstawowy cel i nie przyciągnęła nowych rzeszy kupujących. Obie grupy od nowych komiksów odrzucają nadmiar dostępnych serii, ciągłe eventy i crossovery mające na celu podbić na chwilę sprzedaż, a także mocne postawienie na kwestie polityczne.

W ostatnich tygodniach szczególne poruszenie wśród czytelników komiksów wywołały nowa seria Marvela pt. „New Warriors”, a także powieść graficzna „Gotham High” od DC.

Decyzje wydawnicze obu firm zostały przyjęte niezwykle negatywnie. Dość powiedzieć, że nawet ich zapowiedzi wideo na platformie YouTube mogą się „pochwalić” niechlubną statystyką: odpowiednio 4,3 tys. reakcji na „tak” – 211 tys. na „nie” oraz 2,6 tys. na „tak” – 36 tys. na „nie”. I do pewnego stopnia trudno się dziwić takiej postawie dotychczasowych klientów Marvela i DC. Największe wydawnictwa komiksowe stają bowiem w opozycji do swoich własnych czytelników. A przecież taka strategia jest bardzo wątpliwa z czysto biznesowego punktu widzenia również z tego powodu, że nowi odbiorcy również wcale nie chcą sztucznie młodzieżowych dzieł.

Nikt nie potrzebował „New Warriors” i „Gotham High”, nikt ich nie chciał i prawie nikt ich nie kupi. Przypomina to trochę masowe produkowanie czegoś, na co wcale nie ma popytu. I co najgorsze, wcale niekoniecznie wspomniane dzieła muszą stać na niskim poziomie. Jeśli wierzyć amerykańskim recenzentom, to „Gotham High” w bardzo ciekawy sposób transformuje mitologię Batmana i jego relacji z takimi postaciami jak Joker i Catwoman. Ale ponieważ całość jest zaprezentowana w formie młodzieżowej komedii romantycznej, a ustalone w kanonie postaci nagle zmieniają kolor skóry, historię i orientację seksualną, to dzieło Melissy de La Cruz i Thomasa Pitilliego zostało z góry odrzucone.

Komiksy superbohaterskie stały się też mimowolną ofiarą sukcesu swoich filmowych adaptacji.

Popularność Marvel Cinematic Universe, a także wielu innych adaptacji amerykańskich komiksów, to zjawisko nie do przecenienia. Zapotrzebowanie na superbohaterów u przeciętnego odbiorcy kultury nie jest jednak nieograniczone. Nie potrzebuje on kilkudziesięciu zeszytów komiksowych, setek figurek i wydań Blu-ray wszystkich produkcji z uniwersum Marvela czy DC. Tego typu fascynaci stanowią niszę. Ważną i przynoszącą istotną część dochodów, ale mimo wszystko niszę. A potrzeby mniej zaangażowanych fanów lepiej spełniają filmy i seriale.

Ich potencjał jest naprawdę olbrzymi, bo łączą imaginację i różnorodność świata komiksowego z najbardziej stymulującym medium audiowizualnym. Obejrzenie w kinie wszystkich filmów MCU debiutujących danego roku jest też zdecydowanie tańszą (i łatwiejszą do ogarnięcia) rozrywką niż kupowanie każdego numeru najważniejszych serii Domu Pomysłów. A przecież na rynek trafiają też różnorodne powieści graficzne, tie-iny, alternatywne wersje i zeszyty specjalne.

Samozagłada ilustrowanych opowieści o superbohaterach nie oznacza, że w krótkim okresie dojdzie do całkowitego załamania rynku.

Kwarantanna związana z rozwojem wirusa COVID-19 z pewnością znacznie pogorszy wyniki za bieżący rok, ale nawet przedłużona blokada nie doprowadzi do rozpadu branży. Jej przyszłość rysuje się jednak w bardzo ciemnych barwach. Zwłaszcza dla mniejszych wydawnictw, których pracownicy mogą zostać podkupieni po zażegnaniu obecnej sytuacji przez jakiegoś z większych graczy. A przynajmniej tak spekuluje w rozmowie z New York Timesem Rich Johnston specjalizujący się w pisaniu o amerykańskich komiksach superbohaterskich.

Trudno też dopatrywać się szczególnych pozytywów w kolejnych latach. Na obecny moment Disney i Warner Bros. potrzebują swoich komiksowych wydawnictw przede wszystkim jako źródła darmowych idei, historii i postaci, które można przenieść na duży ekran. Nie wiadomo jednak, czy zainteresowanie superbohaterami w kinie będzie równie wielkie w następnej dekadzie. Każde większe załamanie automatycznie odbije się na wartości obu firm w oczach szefów spółki-matki. Rynek komiksów superbohaterskich może nie przetrwać kolejnych kryzysów, zwłaszcza bez fundamentalnej zmiany myślenia o odbiorcach i podniesienia poziomu swoich serii. A na to się na razie nie zanosi.