1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się

Czy znani aktorzy i gwiazdy telewizji umieją w YouTube'a? Jest co najmniej kilku celebrytów, którzy robią to dobrze

john krasinski some good news youtube

Co łączy Jacka Blacka, Jimmy’ego Fallona czy Cezarego Pazurę, albo Macieja Orłosia? Wszyscy ci panowie próbują swoich sił z publikacją treści na platformie YouTube. Z jakim skutkiem?

Zalążki pomysłu na ten tekst pojawiły się w mojej głowie jeszcze przed tym, gdy cały świat ugiął się pod jarzmem pandemii koronawirusa. Wspominam o tym dlatego, że Covid-19 spowodował, iż spora grupa prowadzących m.in. amerykańskie i popularne na całym świecie programy talk-show przeniosła się do sieci, na YouTube’a właśnie.

We wcześniejszej wersji tego tekstu miałem o nich nie pisać, ale wyjątkowa sytuacja sprawiła, że takie tuzy „starego medium” jak Jimmy Fallon czy Stephen Colbert stali się pełnoprawnymi youtuberami.

Oczywiście już wcześniej poszczególne segmenty z ich programów trafiały na YouTube’a, ale były to jedynie wycinki z emisji telewizyjnej, które najbardziej nadawały się do internetu. I choć notowały często wielomilionowe odtworzenia, szczególnie przy okazji udanego wywiadu z gwiazdą kina bądź muzyki albo wymyślnych „gier i zabaw” (tu królowali przede wszystkim Jimmy Fallon i James Corden), to były jednak reliktami ery telewizyjnej.

Z jednej strony ich walory formalne były na wysokim poziomie, w końcu programy te miały budżety telewizyjne. Z drugiej oparte były na sztywnych ramach i schematach tego medium, podczas gdy YouTube działa bardziej na potrzeby danej chwili, trendu, spontanu. Przede wszystkim też youtuberzy nie przejmują się żadnymi konwencjami i nie nakładają na siebie sztywnych ram działania. Nawet jeśli czasem takie ramy by się co niektórym przydały, to w dużej mierze sami odbiorcy oczekują tego luzu i spontaniczności.

Prowadzący talk-shows, którzy w skutek pandemii koronawirusa zostali zmuszeni do zawitania w serwisie YouTube, nie zmienili poetyki swoich programów dramatycznie, ale, trochę przy okazji, okazało się, że w wersji domowej ich programy nabrały jakby większego oddechu.

Formaty zyskały tego youtubowego luzu oraz kreatywności i swojskości, której wcześniej, poza wspomnianymi wyżej rozrywkowymi segmentami „gier i zabaw”, nie miały. Najbardziej pozytywnie zaskoczył mnie Jimmy Fallon, którego osobiście nie trawię jako prowadzącego talk-show. On jest świetnym komikiem, potrafi wymyślać (razem ze swoim zespołem) ciekawe happeningi i parodie (do dziś często wracam do jego występów z SNL, choćby do „Barry Gibb Talk Show”, który tworzył razem z Justinem Timberlake’iem), ale jako osoba prowadząca wywiady jest drewniany, sztuczny i mało zabawny, a same rozmowy z gwiazdami w jego wykonaniu są po prostu nudne i pełne banałów.

Tymczasem w wersji home edition Fallon w końcu pokazuje swoją prawdziwą twarz. Z dala od jupiterów, niepotrzebnej publiczności, która klaszcze i śmieje się wtedy, gdy się im każe. Bez nadmiernej scenografii, wypasionego zespołu The Roots u boku, bez profesjonalnych kamerzystów. Za to wspierają go (chyba nawet z lepszym efektem) żona filmująca wszystko za pomocą smatfona i przeurocze dwie córki.

Już w tej chwili Fallon notuje na YouTube’ie lepsze wyniki oglądalności niż wcześniej i choć można się domyślać, że to pewnie wynik „świeżości” oraz wyjątkowej sytuacji, to gdybym był producentem tego programu z miejsca bym się zastanawiał po co mam się bawić w te wielkie budżety i logistykę show na żywo, skoro Jimmy jest w stanie to wszystko sam w domu nakręcić i jeszcze zgarnąć na wywiad wideo jakąś gwiazdę również siedzącą obecnie w domu?

Ale Jimmy Fallon At Home Edition to raczej chwilowa aberracja. Zapewne po pandemii wszystko wróci do starej normy. Tym niemniej jest kilku aktorów i osobistości hollywoodzkich, którzy całkiem zręcznie zabrali się za YouTube’a.

Nie wspominam tu nawet o Joe Roganie, który stał się jedyną w swoim rodzaju siłą natury na YouTube’ie i wyrósł na jednego z najbardziej wpływowych ludzi ery informacji. O dziwo (choć w sumie, jakby się zastanowić, to nie powinno dziwić) najlepiej ze wszystkich szeroko rozumianych celebrytów YouTube’a rozumie Jack Black. Jego kanał figuruje na platformie jako Jablinski Games (ponoć Black oddaje tym samym hołd swoim polskim korzeniom). I to, co on wyprawia, już od ponad roku to istna youtubowa kraina czarów. Na Jablinski Games Black uchyla rąbka tajemnicy swojego życia poza planem filmowym, obejrzeć możemy jego domowe rozrywki z dziećmi, czasem hollywoodzkie koneksje pozwalają mu zaprosić znane postaci do siebie (np. Tony’ego Hawka).

Zaglądamy także na plany filmów, które on kręci w danym momencie, jak i za kulisy koncertów jego zespołu Tenacious D. Wszystko jest fantazyjnie zmontowane, pełne młodzieńczej energii, która nawet nastoletnich youtuberów czy tiktokerów przyprawiłaby o kompleksy. Tak naprawdę to samego grania w gry (co można by wywnioskować po nazwie kanału) nie ma zbyt dużo na tym kanale, pomimo obietnic. Zresztą pośród fanów Jablinski Games obiektem kultu stała się wypowiadana przez niego często na początku każdego materiału fraza: „Sorry guys, no gaming video this time”.

Na drugim biegunie znajduje się Ryan Reynolds, który podchodzi do swojej twórczości na YouTubie w sposób w pełni profesjonalny, jednocześnie robiąc sobie jaja, czasem niewinnie trollując, wykorzystując narzędzia satyry, a przy tym tworząc jednocześnie spójny przekaz promocyjny zarówno swoich filmów jak i pobocznych biznesów. To jest zabawa w youtubera za grube pieniądze, ale nie pozbawiona kreatywności i szalonej zabawy z formą. Poza tym, kto bogatemu zabroni?

Ostatnio także, poniekąd w reakcji na pandemię koronawirusa, youtuberem został też nasz daleki krajan, John Krasinski.

Razem ze swoją niedużą ekipą założył on kanał Some Good News, który jest jego amatorską wariacją na temat programów newsowych typu „Wiadomości”, z tymże skupiający się wokół samych pozytywnych tematów. Krasinski wciela się w nim w prezentera, który prowadzi nas przez wyłowione z sieci posty i materiały wideo oraz artykuły, które sprawią, że zapałacie ponownie wiarą w ludzkość i nadludzkim optymizmem. W dodatku w pierwszym odcinku aktor przeprowadził wideo wywiad ze Steve’em Carellem, czyli jego dawnym szefem z serialu „Biuro”. I wypada nadmienić, że był to imponujący start. Pierwszy odcinek Some Good News obejrzano w zaledwie tydzień aż 12 mln razy!

Ale także i polscy ludzie mediów oraz sztuki próbują powoli swoich sił z YouTube’em. Może nie z aż takimi sukcesami jak ich koledzy za oceanem, ale wypada wspomnieć o kilku pozytywnych przykładach.

Na dobrą sprawę pro-youtuberem pośród osób publicznych w naszym kraju był, przynajmniej moim zdaniem, Jerzy Urban, ale mój kierownik, miło acz stanowczo, rozkazał mi bym nie opisywał jego przypadków. Tak więc przechodząc dalej – na pewno na pierwszy plan pośród aktorów wybija się Cezary Pazura. Jego kanał jest ciekawą hybrydą anachroniczności i nowoczesności. Pazura bowiem z jednej strony wykorzystuje nowe medium, ale do tego, by siedzieć przed kamerą i po prostu opowiadać. Oczywiście opowiada to z typową dla siebie swadą, więc tego się dobrze słucha, ale sama tematyka raczej nie należy do tych, które są bliskie odbiorcom YouTube’a.

Dużo u niego wspominania jak to było na planach jego najbardziej kultowych filmów, w dużej mierze tych z lat 90. Dużo też ciekawostek z planów filmowych czy ogólnie opowieści o tajemnicach mediów w Polsce i tego „jak to było kiedyś”. Pazura co jakiś czas zagląda do gazet sprzed 20 lat i komentuje najważniejsze nagłówki, często zagaduje widza masą anegdot i dygresji, z drugiej strony odbiera listy i prezenty przysyłane mu pocztą przez fanów i w ogóle ma z odbiorcami dobry kontakt. Jest to kanał przeznaczony raczej dla tych widzów, którzy lubią wracać wspomnieniami do lat minionych.

O dziwo jeszcze bardziej nowocześnie do formatów wideo na YouTubie podszedł kojarzony skądinąd bardziej dostojnie i poważnie Michał Żebrowski.

Na jego kanale zobaczymy przede wszystkim relacje z jego życia, prywatnego i zawodowego. Kamery, głównie te smartfonowe, śledzą jego (często razem z życiową partnerką) np. podczas wypraw wakacyjnych, udziału w maratonie czy podczas wizyty w programie „Dzień dobry TVN”. Jest to robione z luzem, bez napuszenia, nie ma tu może fajerwerków i treści, które stały by się memogenne czy viralopochodne, ale dla fanów słowiańskiego Wiedźmina może okazać się to ciekawostka warta uwagi. Na pewno aktor idzie z duchem czasu i próbuje przybliżyć się do swojej widowni.

Bardziej klasycznej formy trzyma się Maciej Orłoś, który po swoich przygodach post-Teleexpressowych zawitał na YouTube’a, gdzie, podglądając kanały młodszych kolegów i wyciągając z nich właściwe wnioski, mierzy się z formatem wywiadów. Może nie jest to jeszcze polski Joe Rogan, ale Orłoś naprawdę ciekawie podchodzi do formuły, nie tyle od strony formalnej, bo ta jest bezpiecznie klasyczna (chwilami jedynie mrugająca okiem w stronę młodego widza), ale tematycznej.

Orłoś nie próbuje, na szczęście, błaznować albo pokazywać nam urywków ze swojego życia prywatnego. Maciej Orłoś zaprasza do siebie przeróżnych ludzi i rozmawia z nimi na naprawdę ciekawe tematy. Od rozmów o sztuce czy rozrywce z polskimi gwiazdami po tematy związane z ekologią, finansami czy światopoglądami. Czasem rozmawia z kimś 20 minut, a czasem ponad godzinę. I naprawdę każdy jest w stanie znaleźć u niego coś dla siebie. O ile oczywiście nie szukacie w sieci wideo z wygłupami czy prankami.

Transfer gwiazd telewizji i kina do sieci był tylko kwestią czasu.

Celebryci, którzy chcą utrzymywać kontakt ze swoimi fanami/odbiorcami prędzej czy później będą musieli poważnie pomyśleć nad tym, jak zrobić to skutecznie, przy okazji pogłębiając swoją popularność i reklamując swoje dokonania/produkty. Epidemia koronawirusa zapewne tylko ten proces przyspieszy. W chwili obecnej więc mamy okazję skorzystać z tego, że możemy się przyjrzeć, jak ten czas przejścia się powoli kształtuje. A wy jak oceniacie gwiazdy kina i telewizji mierzących się z formatami wideo m.in. na YouTubie?