1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. VOD

Netflix wcale nie zrobił kampanii ze spoilerami ze swoich seriali. I dobrze, bo taka walka z koronawirusem nie ma sensu

netflix spoiler billboard
121 interakcji
dołącz do dyskusji

W ciągu weekendu w mediach pojawiła się informacja, że Netflix stworzył kampanię reklamową wymierzoną w ludzi wychodzących z domu w trakcie pandemii koronawirusa. Karą za łamanie kwarantanny miały być spoilery z popularnych seriali takich jak „Stranger Things” i „Dom z papieru”. Rzecz w tym, że to nieprawda.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Podstawowym i na ten moment najskuteczniejszym narzędziem walki z rozprzestrzenianiem się wirusa COVID-19 jest zachowanie fizycznego dystansu oraz podtrzymywanie kwarantanny. Wciąż nie brakuje jednak osób, które bezrefleksyjnie lekceważą całą sytuację i nie zachowują odpowiednich środków ostrożności. Jednym z narzędzi zachęcania do pozostania w domach jest popularny (również wśród twórców treści rozrywkowych) hashtag #zostańwdomu.

W ostatnich dniach w polskich i zagranicznych mediach pojawiła się informacja sugerująca, że w sprawę zaangażował się również Netflix. Serwis streamingowy miał rzekomo rozpocząć kampanię reklamową wykorzystującą billboardy, żeby wystraszyć ludzi łamiących kwarantannę. Batem na niepokornych miały być spoilery z takich seriali, jak „Stranger Things”, „Narcos”, „Dom z papieru”, „Kingdom” czy programu „Miłość jest ślepa” (którego szczegółową ocenę znajdziecie TUTAJ). Jest tylko jeden drobny problem – cała akcja nie jest prawdziwa i nie została zarządzona przez szefów platformy.

Netflix wcale nie walczy z łamiącymi kwarantannę spoilerami z ich ukochanych seriali. Taka akcja nie miałaby zresztą dużego sensu.

Kampania została oznaczona w taki sposób, żeby wywrzeć wrażenie oficjalnej inicjatywy serwisu. W rzeczywistości jak podaje portal Forbes, Netflix nie ma z nią nic wspólnego. Co więcej pokazane na poniższym filmiku billboardy nie zostały wcale rozwieszone po miastach. Jedynym prawdziwym elementem całej historii są zawarte w materiale wideo spoilery z wymienionych seriali.

Pomysłodawcami akcji są Seine Kongruangkit and Matithorn Prachuabmoh Chaimoungkalo ze znajdującej się w Hamburgu Miami Ad School Europe. Jeden z nich wciąż jest tam studentem, a drugi niedawno zakończył edukację z dyplomem. Po powrocie do Tajlandii zauważyli oni, że tamtejszy rząd w nie dość skuteczny sposób komunikuje społeczeństwu o zagrożeniach związanych z koronawirusem. Postanowili w kreatywny sposób wspomóc ten cel i wykorzystali do tego markę Netfliksa. Poproszona o komentarz przez dziennikarkę Forbesa firma nie zdecydowała się odnieść do całej sprawy.

Serca twórców kampanii leżą po właściwej stronie, ale ich ocena sytuacji jest daleka od idealnej.

Przede wszystkim uruchomili całą kampanię tylko i wyłącznie za pomocą Internetu, gdzie spokojnie mogły się na nią natknąć osoby zachowujące wszystkie wymogi bezpieczeństwa w trakcie pandemii. Żadna osoba łamiąca bez potrzeby kwarantannę nie została więc de facto w żaden sposób ukarana. Co więcej, tego typu negatywna promocja popsułaby raczej w oczach ukaranych ich opinię o Netfliksie, a nie zachęciła do pozostania w domach. Wiele osób, które dały się nabrać na nieprawdziwą kampanię, wyraziło zresztą na jej temat bardzo negatywną opinię.

A jest jeszcze kolejny aspekt całej sytuacji. Nie licząc miejsc z najwyższymi wskaźnikami liczby zarażonych, w każdym większym mieście wciąż nie brakuje osób, które muszą wychodzić. Nie robią tego ze względu na własne widzimisię, ale wymagania związane z pracą. Dlaczego miałyby one zostać w taki sposób ukarane za wykonywanie swoich obowiązków? Nie ma to żadnego sensu i bynajmniej nikomu by nie pomogło. Z tego powodu pozostaje nam wszystkim cieszyć się, że cała sprawa okazała się małą akcją stworzoną przez dwóch początkujących specjalistów od reklamy, która po prostu na moment wymknęła się im z rąk.