1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. VOD

Poczułem się dziś, jakbym się znów dowiedział, że nie ma Świętego Mikołaja. Disney+ nie trafi do Polski w tym roku

baby yoda disney plus

Poczułem się dziś tak samo, jak te dwie dekady temu z okładem, gdy się dowiedziałem, że Święty Mikołaj nie istnieje. Disney najpierw ogłosił start usługi Disney+ w 2020 r. w naszym kraju, a potem się z tego po cichu wycofał. No tak się nie robi.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

To miał być tekst podsumowujący ofertę platformy Disney+, w którym planowałem opisać najciekawsze filmy, seriale i inne programy, które już latem zobaczymy na platformie Disneya w naszym kraju. Pojawiła się bowiem dzisiaj rano wreszcie data oficjalnego debiutu tej usługi w Polsce. Szybko się jednak okazało, że ma radość była przedwczesna.

Myszka Miki uważa, że nie jesteśmy godni „Mandalorianina”, seriali na licencji Marvela oraz innych treści z Disney+.

Oczekiwana przez wielu platforma wideo na żądanie wystartowała na kilku zachodnich rynkach, w tym w Stanach Zjednoczonych, w zeszłym roku. Polacy, tak jak wielu innych Europejczyków, są odcięci od filmów (aż 500 pozycji) oraz seriali i programów (350 znanych, w tym 26 nowych produkcji własnych na wyłączność) Disneya, a więc pełnych „Gwiezdnych wojen” i produkcji Marvela.

Problem w tym, że wiele państw ma już wyznaczoną datę debitu nowej usługi na 24 marca 2020 r. W przypadku kilku kolejnych jest to zaś lato tego roku. My z kolei musimy obejść się smakiem, a w dodatku korporacja pomachała nam dostępem do Disney+ przed nosem i go zabrała. Na stronie promującej debiut usługi na nowych rynkach pojawiła się wzmianka o naszym kraju.

Niestety już po chwili Disney wycofał się z zapowiedzi startu serwisu Disney+ w Polsce.

W rezultacie już 24 marca 2020 r. widzowie z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Austrii oraz Szwajcarii będą mogli oglądać „The Mandalorian” oraz pozostałe hity od Disneya, a Belgia, Portugalia oraz kraje Skandynawskie dostaną dostęp „latem”. Jeszcze dziś rano Polska była wymieniana z nimi jednym tchem. Niestety już nie jest. Najwyraźniej trafiła tam w wyniku błędu.

Informacja prasowa
Informacja prasowa

Korporacja usunęła Polskę z listy krajów, w których jeszcze w tym roku pojawi się Disney+. Osoby, z którymi kontaktowaliśmy się w tej sprawie, nie wyjaśniły powodu pojawienia się i zniknięcia Polski z powyższej listy, ale potwierdzili w rozmowie z Rozrywka.Blog, że przewidywany termin udostępnienia ich usługi VOD od Disneya w kraju nad Wisłą to nadal dopiero 2021 r.

Zapowiada się więc na to, że zanim Baby Yoda trafi oficjalnie do Polski, serialowe Dziecko zostanie nastolatkiem.

Ogromna szkoda, że znowu jesteśmy traktowani przez globalną korporację jak widzowie trzeciej kategorii. I to po tym, jak po kilku latach przyzwyczailiśmy się do obecności w naszym kraju hitów Netfliksa, HBO i Amazona i płacenia za nie. Niestety za sprawą Disneya znowu cofamy się w czasie do chwili, gdy jedyną opcją, by być na bieżąco z popkulturą, było piractwo.

No bo co z tego, że „The Mandalorian” doczeka się emisji w naszym kraju w przyszłym roku — i to zapewne po jednym odcinku tygodniowo — skoro najwięksi fani i tak już dawno go zapewne „nieoficjalnie” wiedzieli? Zresztą globalny internet będzie wtedy debatował albo już o trzecim sezonie, albo w ogóle o zupełnie innym hicie. Disney tutaj na własne życzenie oddaje pole do popisu swojej konkurencji.

Obawiam się przy tym, że Disney wykreował właśnie taką samospełniającą się przepowiednię.

Nie zdziwię się, jeśli serwis będzie zwlekał tak długo z debiutem w naszym kraju, być może z obawy o małą liczbę subskrybentów na start, że jak już faktycznie się pojawi, to nie będzie w stanie odebrać pola okopanym już na naszym rynku Netfliksowi oraz HBO, czyli historycznie partnerom, a obecnie konkurentom Disneya.

Jeśli tak się stanie, to włodarze Disneya przybiją sobie pewnie piątkę i stwierdzą, że faktycznie mieli rację, a Polska to kraj przebrzydłych piratów, którzy nie chcą płacić za treści. Problem w tym, że teraz, gdy o Disney+ jest głośno i early-adopterzy chcieliby rzucać złotówkami w telewizory, to Myszka Miki od nich pieniędzy nie chce przyjąć…