1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się
  4. TV

Podstawowa różnica między programem Kuby Wojewódzkiego a „Familiadą” jest taka, że Karol Strasburger nadal zachowuje klasę

kuba wojewodzki 365 dni

Samozwańczy król jednej z największych stacji telewizyjnych w Polsce wraca z nowym sezonem swojego programu. Kuba Wojewódzki zaczął w wielkim - ale też pasującym do estetyki jego programu - stylu, zapraszając na swoją kanapę dwie aktorki, które zagrały w „365 dni” na podstawie powieści erotycznej Blanki Lipińskiej.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Wchodzi on, Kuba Wojewódzki, gwiazda, Król, jak sam siebie nazywa, TVN-u. I chociaż nie znamy dokładnej daty intronizacji, to samozwaniec wczorajszym odcinkiem świętował 18 lat na antenie. Zaczął jak zwykle, żartem, dość zresztą udanym, i obietnicą, że myślą przewodnią nowego sezonu będą gwiazdy, które jeszcze u niego nie gościły. Można wziąć za dobrą monetę, że Król chce przewietrzyć dwór, a nie tylko otaczać się tymi samymi schlebiającymi mu twarzami: trefnisiami i innego typu nadwornymi artystami.

Nie uwłaczając jednak gościom, którzy - jak rozumiem - chętnie po wielokroć odwiedzają Kubę Wojewódzkiego, to wiemy przecież, że to nie oni są w tym programie najważniejsi. Królewski stolec mieści przecież tylko jedną osobę, a i tak jest tam ciasno, bo nawet ten dość pokaźny mebel ma problem z pomieszczeniem wielkiego ego. Tak ustawione są te rozmowy, że władca nie tylko reguluję ekonomię wywiadu, ale też to na niego skierowane jest światło pałacowych świec, to jego żarty puentuje zazwyczaj dosadna muzyczka.

Szkoda tylko, że idea jednowładztwa Kuby Wojewódzkiego jest skostniała i nie przystaje do współczesnych czasów.

Wojewódzki sugerując nowe otwarcie programu, nie zaprosił przecież osób mniej znanych szerszej publiczności. Chociaż jemu samemu zdarza się wspominać o tym, że swoją działalnością dawał szansę artystom, którzy dzisiaj są u szczytu sławy, to we wczorajszym odcinku na fotelu dla gości zasiadły dwie młode aktorki. Zupełnym przypadkiem związane są z jednym z najgorętszych filmów tego roku, przypadkiem jest to film erotyczny, przypadkiem to fenomen na miarę Patryka Vegi, przypadkiem film był koprodukowany przez TVN.

Monarchie w swej długiej historii znają jednak podobne zbiegi okoliczności, jak na przykład wtedy, gdy sugestia Marii Antoniny, aby czerpać z życia pełnymi ciastkami zbiegła się z jej zgilotynowaniem, albo gdy trzy nad wyraz duże delegacje turystyczne Prus, Austrii i Rosji zdecydowały się odwiedzić Polskę.

Jedno Kubie Wojewódzkiemu trzeba jednak przyznać. Opracował on nowy model polityczny, który na potrzeby tego tekstu nazwijmy monarchią maskulinistyczną.

Pomińmy proszę, że w historii monarchie zazwyczaj były skierowane na dziedziczenie w linii męskiej i to mężczyźni grali tam na pierwszych instrumentach. Rzecz w tym, że patrzenie przez męskie, dość zamglone szkiełko, to norma na dworze Króla TVN-u. Komplementy w stylu „jesteś młodą, piękną dziewczyną” są standardowym pochlebstwem w repertuarze władcy. Pytania o seks i seksualność wydają się częstsze w przypadku kobiet niż mężczyzn. Błyskotliwość pomaga Kubie unikać bagnetów z oskarżeniami o seksizm, bo wszystko to nadworny kucharz, kręcąc talerzami, puentuje muzyką, abyśmy nie mieli wątpliwości, że to żart i błazenada.

Zaproszona do wczorajszego programu Anna Maria Sieklucka (razem z nią na kanapie zasiadła Magdalena Lamparska), która gra główną rolę w filmie erotycznym „365 dni”, całkiem niedawno pojawiła się niemal we wszystkich mediach za sprawą okropnego wywiadu, który przeprowadził dziennikarz Vivy. Opinia publiczna była raczej zgodna – takie pytania nie powinny paść i taka rozmowa nie powinna zostać opublikowana. Tymczasem temat, z pewnym opóźnieniem, ale nie miejmy tego za złe Królowi, telewizja zna swoje ograniczenia, wrócił we wczorajszym programie. I chociaż Kuba nie bronił, jak sam to określił, swojego kolegi, to pytania o to, czy ów wywiad nie mieścił się w ramach konwencji - wszak był z odtwórczynią roli w filmie erotycznym! - padły.

Ale na Króla TVN-u oburzać się nie wolno, bywa czasem niefrasobliwy, ale pokazuje, że jest szczery.

Wbrew pozorom nie jest on jednak nagi, bo trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystko jest tylko maskaradą, sceniczną szatą Króla. Roznegliżowane są za to kobiety przynoszące wodę, co wprowadza do tego powtarzalnego do znudzenia programu odrobinę ekstrawagancji. Kadrowanie, droga do stolika Króla są uważnie śledzone przez oko kamery. Wiedząc jednak, że gwiazdą jest tu Kuba Wojewódzki, doskonale zdajemy sobie sprawę, iż kobiety te pełnią rolę ozdobnika, kusząc nagością i usługując władcy.

W tej relacji jest coś niepokojącego do tego stopnia, że zastanawiam się, jakim cudem, człowiek będący 18 lat na antenie mógł nie zauważyć, że świat wokół niego zmienił się nie do poznania. Dzisiejszy dwór Króla TVN-u przypomina trochę upadające mocarstwo, w którym kwitną najprostsze uciechy życia, w rytm wysmakowanej muzyki, drogiego wina z dna piwniczek; i płyną one w przekonaniu o wartości błękitnej krwi, nie wiedząc, że granicę już szturmują barbarzyńcy lub że Bastylia padła.

A ona naprawdę padła.

kuba wojewódzki

Jedna z jej ostatnich barykad została obnażona w filmie „Bombshell” o telewizji Fox. Tam twórcy z zażenowaniem odnosili się do faktu, że konserwatywna telewizja kazała swoim pracownicom eksponować nagie nogi, bo nagość - jak uczy prawo rządzące brukowcami - przyciąga widza. Widza pragnącego najprostszej i najbardziej wulgarnej rozrywki. Tego Kuba Wojewódzki nie widzi. Nie widzi też paradoksu w naigrawaniu się z wulgarnego języka w filmie „365 dni”, gdy jedno ze zdań we wczorajszym programie (oczywiście stosownie wypikane) spuentował tak zwanym „polskim przerywnikiem”. Dziwią też żarty z niewyszukanego filmu erotycznego przerwane pojawieniem się roznegliżowanej wodzianki.

Hipokryzja? Nie, oczywiście, że nie. Wojewódzki jest Królem, królem kawalarzy.

Kawalarzy w starym, dobrym wąsatym stylu. Jego kreacja opiera się na tym, aby o rzeczach ważnych (jak sam zapewne uważa) mówić w sposób skandalizujący. Sam siebie chce widzieć jako skandalistę, człowieka przekraczającego normy, nie zauważając, że często łączy ze sobą rzeczy, których łączyć się nie powinno, że piętnując zjawiska i zachowania, sam je powtarza do znudzenia. Jeśli nie nazwiemy tego hipokryzją, to powiedzmy, że to ciężkostrawny miszmasz. Potrawa tłusta, mało pożywna i do tego mająca przykre konsekwencje.

Nie ma się co dziwić, jak Król to wszystko musi być królewskie. Jak bowiem mówi mniej znana część polskiego powiedzonka: „za króla Sasa i łyżką kiełbasa".