1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Rozumiem frustrację fanów 2. sezonem „Altered Carbon”. Serial ma teraz lepszą fabułę, ale też niewielkie ambicje

altered carbon 2 recenzja

Spośród wszystkich oryginalnych seriali Netfliksa, „Altered Carbon” budzi chyba najbardziej niejednoznaczne uczucia wśród widzów. Wielu uwielbia cyberpunkową opowieść o Takeshim Kovacsie, inni krytykują produkcję za znaczące odejście od fabuły książek. Nic nie wskazuje na to, by 2. sezon produkcji miał pogodzić zwaśnione strony.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Spośród wszystkich podgatunków science fiction to właśnie cyberpunk cieszy się w ostatnich latach największą popularnością. Dlatego nie było wielkim zaskoczeniem, że Netflix zdecydował się spróbować swoich sił w produkcji tego typu i wykorzystał to tego powieść „Altered Carbon”. Trzeba jednak otwarcie przyznać – twórcy serialu potraktowali oryginalną historię Richarda K. Morgana dosyć instrumentalnie. Wykorzystali jej strukturę, ochoczo czerpali z rozwiniętego technologicznie świata, ale sama fabuła mniej więcej w połowie zaczęła szybko skręcać w stronę taniego melodramatu.

Dlatego ostateczna ocena 1. sezonu cyberpunkowego dzieła Netfliksa była dosyć niejednoznaczna. Osoby zainteresowane ciekawym wglądem w przyszłość naszego gatunku, fani neo-noir i wielbiciele ekscytujących scen walk mieli powody do zadowolenia. Czytelnicy powieści Morgana byli w stanie z kolei znaleźć wiele słabych punktów nowej wersji historii, w której Kovacs został połączony bardzo silnymi więziami emocjonalnymi z Reileen Kawaharą i Quellcristą Falconer.

Ironią losu jest fakt, że w 2. sezonie „Altered Carbon” obie strony dostały coś na poprawę nastroju, ale też coś innego im odebrano.

Najnowsza seria liczy sobie osiem odcinków i poza kilkoma pobocznymi motywami fabularnymi nie ma wiele wspólnego z powieściowymi sequelami „Modyfikowanego węgla”. Zamiast tego scenarzyści 2. sezonu postanowili poświęcić całą swoją uwagę postaciom Kovacsa, Falconer i ich wspólnego wroga - Jaegera. Trzydzieści lat po wydarzeniach z poprzedniej odsłony Takeshi w towarzystwie uszkodzonego Poe bezskutecznie poszukuje śladu swojej dawnej miłości.

Stos kobiety został przed laty rzekomo uratowany przez Reileen i ukryty w sekretnym miejscu, ale obaj bohaterowie nie zdołali potwierdzić prawdziwości tej historii. Dopiero pojawienie się zamieszkującego Planetę Harlana Meta zmienia sytuację. Zapewnia on nową powłokę Kovacsowi i sprowadza go do jego rodzinnego świata, żeby uratował go przed nadchodzącą śmiercią. Ostatni Emisariusz przybywa jednak za późno, a morderczynią okazuję się właśnie Falconer (lub ktoś noszący jej oryginalną powłokę).

Fabuła i świat kontynuacji „Altered Carbon” są znacznie bardziej jednorodne niż wcześniej. Ale cenę zapłaciła za to dotychczasowa atmosfera.

Ogrom Bay City i licznych bohaterów pobocznych zastąpiono znacznie mniejszą Planetą Harlana oraz krótszą listą postaci. Ma to swoje plusy. Cała opowieść jest teraz skoncentrowana na jednym nadrzędnym celu i prowadzi do niego w sposób logiczny i sensowny. Nie dało się tego samego powiedzieć o 1. sezonie, który musiał połączyć liczne zmiany wprowadzone przez scenarzystów serialu z oryginalną koncepcją Morgana. Tamte zadanie było karkołomne, zaś najnowsze odcinki mają znacznie większą swobodę w budowaniu swojej opowieści. Dlatego mogą sobie pozwolić i na liczne nawiązania do wcześniejszych wydarzeń, i na momenty spowolnienia.

altered carbon 2 recenzja
Foto: „Altered Carbon”/Netflix

Ale coś musiało ponieść cenę takiego nastawienia. „Altered Carbon” w dużej mierze przestał przypominać typowy cyberpunk. Nie ma też zupełnie nic nowego do powiedzenia. Powracają znane nam już wcześniej nowinki technologiczne, takie jak powłoki, stosy i klonowanie, ale na wiele innych, tak typowych dla tego gatunku, zabrakło miejsca. Cały świat zdaje się znacznie mniej przypominać wiarygodną przyszłość, a bohaterowie zachowują się przez większość odcinków jakby de facto żyli w obecnych czasach. Debiutująca właśnie odsłona jest więc głównie sequelem fabularnym, mniej estetycznym, a w swoim podejściu do technologii idzie po linii najmniejszego oporu.

Symbolem tego podejścia jest zresztą kreacja Takeshiego Kovacsa w wykonaniu Anthony'ego Mackiego.

Gwiazdor znany z filmów Marvela nawet nie stara się zachować podobnych manieryzmów, które dostrzec można było, gdy ostatniego Emisariusza grał Joel Kinnaman. Gra swoją rolę absolutnie poprawnie, ale bez błysku i próby znalezienia jakiegokolwiek wyróżnika. Kovacsa z 2. sezonu można by spokojnie włożyć do każdego standardowego filmu akcji i niczym by się nie wyróżniał. Nie ma w nim niczego ani znajomego, ani nawet zaskakującego.

Pierwsi widzowie nowej serii zareagowali na te zmiany frustracją i powszechnym zawodem (może się ona pochwalić wynikiem zaledwie 47 proc. na Rotten Tomatoes). Jestem w stanie ich w pełni zrozumieć. Właściwie w żadnym momencie 2. sezonu „Altered Carbon” nie wspina na się na wyżyny, które osiągał w 2018 roku. Ale z drugiej strony w żadnym momencie poziom nie spada też tak drastycznie jak w końcówce 1. odsłony. To produkcja znacznie równiejsza i bliższa serialowemu standardowi. Z punktu widzenia serialowego krytyka muszę tak naprawdę oceniam więc nowy sezon wyżej niż oryginał. Ale nie ma chyba sensu ukrywać, że „Modyfikowany węgiel” stracił dużą część swojej oryginalnego stylu i dawnej magii.

Nowe odcinki „Altered Carbon” obejrzycie na platformie Netflix.