1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

„Foodie Love” to serial nie tylko o jedzeniu. Hiszpańska produkcja od dziś na HBO GO

foodie love recenzja

„Foodie Love” to bezpretensjonalna opowieść o jedzeniowych rytuałach i o miłości. Idealny seans na grudzień, ale nie na pusty żołądek.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Odradzam oglądanie „Foodie Love” na pusty żołądek albo nawet z lekkim głodem. Chyba, że jesteście nieczuli na was obrazy z kuchni, w której pieczołowicie przygotowuje się ramen, opowieści szefa kuchni podczas degustacji fine dining czy inne smakowite zdjęcia pełne jeszcze smakowitszych potraw. Ale nie tak jak u Gessler - tu wszystko jest piękne, apetyczne i podbudowane interesującymi historiami. Hiszpański serial obfituje w takie obrazy, ale jak można się domyślać - nie tylko o jedzenie tu chodzi.

Foodie Love to nazwa aplikacji randkowej, łączącej ze sobą miłośników dobrego jedzenia.

Dzięki niej poznają się nasi główni bohaterowie, grani przez Laię Costę i Guillermo Pfeninga (nie poznajemy ich imion). Para spotyka się w kawiarni, oboje po drodze zadają pytania, po co w ogóle im ta randka. Zakładają, że skończy się na jednej aromatycznej kawie, wychodzi zupełnie inaczej. Po momentami niekomfortowej rozmowie okazuje się, że ona i on są sobą bardzo zaintrygowani.

„Foodie Love” nie przypomina typowej historii miłosnej z taniej komedii romantycznej. Nie zaczyna się od wielkiej wybuchu, od porywów namiętności. Zarówno ona, jak i on, mają swoje skomplikowane historie, albo jak mówi o tym ona - rany - które co prawda zabliźnione, mogą w każdej chwili zostać rozdrapane. Pełno między nimi wręcz podsycanych tajemnic i niedopowiedzeń. Rosnące między nimi napięcie napotyka przeszkodę w postaci traum, o których nie dowiadujemy się od razu - tak jak oni siebie nawzajem, i my poznajemy ich stopniowo, z każdą randką wiemy o nich coraz więcej. Czujemy podskórnie, że w jej życiu wydarzyła się tragedia - widzimy klatki z jej poprzedniego życia, wiemy, że kiedyś kogoś bardzo kochała, że mieszkała w Japonii. Poukładanie wszystkich elementów układanki jest możliwe dopiero pod sam koniec sezonu. Wtedy dostajemy najwazniejsze części tej łamigłówki.

Jedzenie jest na początku najważniejszym spoiwem tej relacji. Para ma podobne upodobania kulinarne, co rusz wymieniają się opowieściami o swoich ulubionych knajpach, on nie lubi ludzi, którzy robią zdjęcia jedzeniu, ona z kolei nie trawi pretensjonalnych miłośników foodiesów. Zdaje się, że w tej kwestii nigdy nie zabraknie im tematów do rozmowy.

Ich rodzący się związek nie jest przedstawiony jako pretensjonalna historia o trudnej miłości. Na początku nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wielka trauma stoi na przeszkodzie ich związkowi. Co i kiedy zaważyło na ich podejściu do związków - ta kwestia przez większość sezonu jest dla nas tajemnicą. Isabel Coixet, reżyserka „Foodie Love”, wie, jak budować napięcie w fabule. Z serialu, który zaczynał się od opowieści o jedzeniu, robi się serial dramatyczny, z dwiema świetnymi głównymi rolami.

Waga aspektu kulinarnego nie spada aż do końca serii. Rytuały związane z jedzeniem, zdjęcia z restauracji, włoskiej lodziarni czy azjatyckiego baru - to wszystko podane jest w niesamowicie smaczny sposób. I jest dopełnieniem, bardzo ważnym, ale jednak dopełnieniem, świetnej historii o miłości, która spotyka na swojej drodze wyjątkowo trudne do ominięcia przeszkody.

„Foodie Love” od dziś na HBO GO.