Książki  /  Felieton

Niektórych ta informacja może zaskoczyć, ale akcja sagi o wiedźminie nie rozgrywa się w średniowiecznej Polsce

Picture of the author
482 interakcji
dołącz do dyskusji

Premiera serialu „Wiedźmin” już za nieco ponad miesiąc. Wydawać by się mogło, że fani sagi Andrzeja Sapkowskiego będą się powszechnie radować. Niektórzy znaleźli jednak kolejny powód, żeby skrytykować Netfliksa. Nie podoba im się obecność czarnoskórych aktorów w obsadzie, bo „Wiedźmin” toczy się według nich niby w średniowiecznej Polsce.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

W ciągu ostatniego tygodnia Netflix nie schodzi z głównych stron polskich mediów. Nie chodzi jednak o kolejne sukcesy w liczbie zdobytych subskrybentów, a dwa bardzo konkretne tytuły. Jeden został odebrany w naszym kraju wyjątkowo negatywnie, a drugi w teorii powinien budzić bardzo radosną ekscytację (choć jak się okazało znaleźli się też krytycy). Chodzi oczywiście o serial dokumentalny „Iwan Groźny z Treblinki” oraz nową superprodukcję platformy - „Wiedźmina”.

Pierwsze ze wspomnianych dzieł poruszyło najwyższe szczeble polskiej władzy z powodu olbrzymiego braku profesjonalizmu i niezgodnej z prawdą historyczną narracji. „Iwan Groźny z Treblinki” pokazał choćby nazistowskie obozy śmierci na mapie współczesnej Polski. W odpowiedzi zareagowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a list do szefa Netfliksa wysłał premier Mateusz Morawiecki. W tym wypadku wina twórców jest absolutnie niepodważalna, choć można się zastanawiać czy faktycznie takie działanie leży w gestiach szefa rządu i nie ma w sobie więcej z pokazówki niż realnego i przemyślanego planu.

Okazało się, że Netflix dla części Polaków stał się wrogiem publicznym numer jeden. Również ze względu na czarnoskórą obsadę i statystów w „Wiedźminie”.

W czasie, gdy znaczna większość polskich subskrybentów serwisów cieszyła się z nowej dawki zdradzających szczegóły fabularne zdjęć oraz oficjalnego przedłużenia serialu o kolejny sezon, niektórzy internauci postanowili wystąpić z obroną polskości „Wiedźmina”. Ich argumentacja nie jest niczym nowym, a przy okazji zahacza o kilka bardzo problematycznych kwestii.

Geralt z Rivii nie jest Polakiem. Bez względu na to, czy tę ideę próbuje sprzedać Tygodnik Powszechny czy prawicowe trolle. Powiedzmy to jeszcze raz głośno i wyraźnie, bo jak widać, niektórzy wciąż potrzebują powtórzenia. Geralt to przedstawiciel fikcyjnego zawodu i mieszkaniec nieistniejącego kontynentu, na których fantastyczne stworzenie żyją obok ludzi. To nie jest średniowieczna Polska, ani nawet Europa. Może mieć pewne cechy wspólne ze znaną nam rzeczywistością, ale to samo można powiedzieć o dosłownie każdym wyimaginowanym świecie.

„Władca Pierścieni” ma trochę wspólnego z historią Starego Kontynentu, „Mroczne materie” jeszcze więcej, a „Gra o tron” czerpie wręcz garściami z konkretnego okresu brytyjskiej monarchii. Co nie oznacza, że te trzy światy mają ze sobą wiele wspólnego i powinniśmy je ze sobą porównywać. Postawmy sprawę jasno - jeżeli Zawisza Czarny walczył kiedyś z dżinnem, to warto, żeby uczono tego na historii. To by dopiero była fantastyczna lekcja.

Wiedźmin” czerpie z bestiariusza Słowian, ale to tylko pewna część składowa. A krytyka czarnoskórych statystów z powodu ich koloru skóry nie jest walką o historię tylko zwykłym rasizmem.

Lauren S. Hissrich w trakcie prac nad serialem ostro walczyła z turbosłowianami i chwała jej za to. Wartość jej produkcji naprawdę nie będzie zależeć od tego, jaki kolor skóry będzie mieć ten czy inny drugoplanowy aktor. Co więcej - spadający na jej głowę hejt bynajmniej nie jest też w zgodzie z filozofią Andrzeja Sapkowskiego. Autor wiedźmińskiej sagi wcale nie czuł się reprezentantem jakiegoś polskiego tudzież słowiańskiego odłamu fantastyki. Wręcz przeciwnie - bezlitośnie szydził swego czasu w tekście „Piróg, albo nie ma złota w Szarych Górach”.

Wszystkie te argumenty nie docierają jednak do obrońców polskości „Wiedźmina”. Bo dla nich nieistotne są fakty czy opinia pierwotnego autora. Ważne, że Netflix wprowadza na siłę multi-kulti, bo na fotografii z planu są osoby pochodzenia azjatyckiego czy afroamerykańskiego. I basta! Przeciwnik zmasakrowany.

Można by mówić, że kolor skóry olbrzymiej większości postaci w sadze Sapkowskiego nie został jasno zdefiniowany, nie wspominając o tym, że w świecie postmodernizmu tego typu zamiany nie są niczym szokującym. Można by podkreślić, iż wizja średniowiecznego „Wiedźmina” nijak ma się do rzeczywistości świata przedstawionego, gdzie istnieje magia, technika jest pod wieloma względami mieszanką różnych okresów historycznych, a jeden z głównych wątków jest oparty o zaawansowane manipulacje genami. Problem w tym, że nastawienie do rzekomej wymuszonej lewicowości „Wiedźmina” od Netfliksa to bardziej stan umysłu niż pretekst do dyskusji. Radzenie sobie z trollami chyba lepiej zostawić profesjonalistom. Może po drodze będzie przejeżdżać jakiś wiedźmin i za drobną opłatą zgodzi się pomóc.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst