1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale
  4. VOD

Spędziłam weekend z Apple TV+. 5 rzeczy, które trzeba poprawić i 3, które sprawiły, że nie zrezygnuję z subskrypcji

Apple TV+ od początku listopada jest dostępny w Polsce. Nowy gracz na rynku nie zrobił na wszystkich przesadnie dobrego wrażenia – wiele można bowiem zarzucić serwisowi. Spędziłam cały weekend z platformą i mam swoje wnioski. Czy warto płacić za Apple TV+?

Apple TV plus czy warto opinie

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Apple TV+ już na początku oberwało się za to, że przeglądarkowa wersja serwisu działa fatalnie, co jest problemem przede wszystkim dla osób nieposiadających sprzętów Apple'a. Ostatnie dni poświęciłam na poznanie nowej platformy, korzystając z aplikacji Apple TV na Macu i na iPhonie. Mam swoje wnioski i niestety nie są one najlepsze dla włodarzy usługi. Ale wiem jedno – z subskrypcji na pewno nie zrezygnuję.

Apple TV+: 5 minusów i 3 plusy – opinia:

Apple TV seriale lista nowości

Apple TV+ – na minus:

Apple TV plus wady

Nowy odcinek? Tak, ale sam go sobie włącz

To niby nic takiego, ale kiedy człowiek od lat korzysta z Netfliksa i HBO GO, przyzwyczaja się do pewnych rzeczy. Nie ma co się oszukiwać, że serwis mający w swoich zasobach takie hity jak „Stranger Things” czy „BoJack Horseman” jest najlepszy pod względem technologicznym. To jego rozwiązania, choć nie wszystkie doskonałe, powinny być z namaszczeniem implementowane w konkurencyjnych platformach. Z prostego powodu – sprawdzają się, a sama usługa jest w gruncie rzeczy bezawaryjna (jakiekolwiek utrudnienia w korzystaniu zdarzają się bardzo rzadko).

Niestety, Apple TV+ nie jest kopią Netfliksa. Ba, nie zastosowano tu naprawdę prostych, acz ułatwiających seans funkcji. I dopiero, kiedy korzysta się z nowości od Apple'a, widać, jak bardzo te elementy serwisu są potrzebne. W końcu, kiedy oglądamy serial, nie chcemy się zastanawiać nad tym, jak go obejrzeć, tylko czerpać rozrywkę z samego oglądania. Funkcja automatycznego włączania kolejnego odcinka po kilku-, kilkunastu sekundach po zakończeniu bieżącego, to już standard w tego typu usługach. Nie dla Apple TV+. Co gorsze, kiedy odcinek się kończy, nie możemy ręcznie za pomocą przycisku włączyć następnego epizodu. Musimy zamknąć dany odcinek, wrócić do podstrony serialu w Apple TV+ i dopiero „odpalić” następny. Strasznie irytujące i niewygodne (zwłaszcza kiedy palce są tłuste od popcornu i soli).

W Apple TV+ nie przewidziano też opcji pomijania czołówki serialu. Działa jednak wznawianie odcinka serialu czy filmu w tej minucie, w której skończyliśmy go oglądać i aplikacja zapamiętuje, które produkcje już widzieliśmy. Chociaż redakcyjni koledzy zgłaszali mi, że aplikacja miała u nich z tym problem – ja u siebie go nie zauważyłam.

Liczba produkcji – ograniczona. Za resztę sobie zapłać

To, jak Apple potrafi rozczłonkowywać wszystko, aby zarobić na każdym elemencie, powinno zapisać się w Księdze Rekordów Guinnessa. W jednym z naszych tekstów mogliście już poznać różnice pomiędzy Apple TV a Apple TV+. W skrócie: Apple TV to aplikacja, która umożliwia oglądanie różnych wideo – seriali i filmów, które pojawiają się w Apple TV+, dokumentów z kanału Smithsonian oraz filmów, które można wypożyczyć i kupić (można z nich również korzystać przez iTunes). Wszystkie te byty, a więc Apple TV+, Smithsonian i filmy na życzenie dostępne są z poziomu właśnie Apple TV. I za każdą z tych usług w ramach jednej aplikacji trzeba płacić... osobno. Kiedy Netflix wchodził do Polski, kiedy HBO GO uwolniło się od operatorów, dostaliśmy nie tylko masę oryginalnych produkcji, ale także pełno seriali i filmów na licencji. Tymczasem Apple mówi – w Apple TV+ dostaniesz tylko to, co wyprodukujemy. Chcesz obejrzeć jakieś filmy Warner Bros., Disneya albo Universal Pictures? Zapłać. A co gorsze wiele z tytułów udostępnionych w filmach na życzenie nie ma ani polskich napisów, ani polskiego audio. Polskiego audio nie ma też przynajmniej część seriali w Apple TV+.

Gdyby chcieć korzystać ze wszystkich usług w ramach Apple TV, trzeba by płacić 24,99 zł miesięcznie za Apple TV+, 9,99 zł miesięcznie za kanał Smithsonian i pojedyncze kwoty za wypożyczenie lub kupienie filmu na własność, a tam ceny wahają się od kilku do kilkudziesięciu złotych. Nieźle. Warto oczywiście wspomnieć, że Apple TV+ i Smithsonian mają darmowy okres próbny dla nowych użytkowników trwający 7 dni.

Apple TV w Stanach Zjednoczonych jest takim agregatorem treści – w ramach aplikacji można np. oglądać niektóre treści VOD od stacji telewizyjnych (z pominięciem dedykowanej aplikacji tych stacji lub z jej użyciem, zależnie od partnera) czy korzystać z produkcji innych dostawców. Na razie jednak Polacy nie mają zbyt wiele do wyboru w ramach samej aplikacji Apple TV i najciekawszym kąskiem jest właśnie rozwijające się Apple TV+.

Tryb offline to nieśmieszny żart

W dobie oglądania serii i filmów na smartfonach i tabletach tryb offline w Apple TV+ jawi się jako coś niedorzecznego i zupełnie nieprzemyślanego. Wyprodukowany przez Apple'a odcinek serialu trwający ok. 30 minut zajmuje 15 razy więcej miejsca (!), a więc 2,25 GB, niż odcinek serialu Netfliksa (163,4 MB) trwający godzinę. To jest jakieś nieporozumienie – wolę coś dostać w gorszej ale akceptowalnej jakości i móc pobrać na swoje urządzenie, przykładowo, cztery seriale i trzy filmy, niż mieć najwyższą jakość, która sprowadza się do tego, że co najwyżej pobiorę kilka odcinków jednego sezonu serialu. Oglądając pobrane odcinki seriali Netfliksa na iPadzie, nigdy nie zauważyłam, żeby jakość była niezadowalająca i utrudniała seans. Warto podkreślić, że użytkownicy macOS mogą pobrać odcinki seriali i filmy przez aplikację Apple TV również na komputery (jeśli chodzi o Netfliksa taką możliwość mają tylko użytkownicy Windowsa).

Apple TV plus offline

Dostarczanie treści – wielka niewiadoma

Seriale w Apple TV+ pojawiają się dwojako – albo dostarczany jest cały sezon produkcji (np. „Dickinson”), albo jej trzy pierwsze odcinki (np. „The Morning Show”). Nie jest niestety jasne, czy kolejne trzy wyjdą za tydzień, czy od teraz serial będzie udostępniany po jednym epizodzie – w odróżnieniu od HBO GO i Netfliksa nie ma widoku na kolejne odcinki z datą ich dostępności.

Uwaga na rezygnację z subskrypcji!

Ci z was, którzy kupili w tym roku urządzenie Apple'a, np. nowego iPhone'a, iPada czy Maca, z Apple TV+ mogą cieszyć się za darmo. Trzeba jednak uważać, by za wcześnie nie zrezygnować z subskrypcji, ponieważ zostaje ona przerwana natychmiastowo. Więcej o tym przeczytacie TUTAJ.

Apple TV+ – na plus:

Apple TV plus zalety

Nowość na rynku – lubię być na bieżąco

Można krytykować Apple TV+ za rozwiązania techniczne czy jakość produkcji, ale jedno jest istotne – to nowość na rynku. I dobrze poznać tę nowość, wiedzieć, co serwis ma nam do zaoferowania. Zwłaszcza jeśli chce się być na bieżąco z popkulturą i rozrywką. I nawet jeśli dzisiaj Apple TV+ nie może być konkurentem Netfliksa i HBO GO, nie jest powiedziane, że to się nie zmieni. Prawda jest też taka, że w 2019 roku jestem mniej wyrozumiała dla zaniedbań technologicznych, niż byłam jeszcze kilka lat temu, kiedy choćby Netflix wchodził na rynek i nie wszystkie jego produkcje dostępne w naszym kraju były przetłumaczone na język polski. Niemniej trudno pominąć i zignorować taką markę i takie produkcje, w które angażowane są topowe gwiazdy.

Niezłe lub bardzo dobre produkcje

Aktualnie w Apple TV+ możemy obejrzeć osiem oryginalnych produkcji Apple'a. Przez weekend obejrzałam „The Morning Show” i zaczęłam oglądać „Dickinson”. Sprawdziłam też animację o Snoopym. Słyszałam różne opinie o „For All Mankind” – od krytycznych po pochlebne i niezbyt dobre o „See”. Poziom jest więc zróżnicowany, ale ja ze swojej strony gorąco polecam „The Morning Show” – jestem bardzo ciekawa jak ta produkcja się rozwinie. Zapowiedziane zostały też dwa inne seriale wraz z datami premier, które niezmiernie mnie interesują – „Servant” autorstwa M. Nighta Shyamalana (28 listopada) i „Truth Be Told”, w którym zagrają m.in. Octavia Spencer i Aaron Paul (6 grudnia).

Rok w gratisie – żal nie skorzystać

Biorąc pod uwagę, że dostałam od Apple rok z Apple TV+ za darmo, nie mam ostatecznie na co narzekać. Przez najbliższe dwanaście miesięcy będę śledzić rozwój usługi i dopiero za parę miesięcy, może nawet za pół roku będziemy mogli przekonać się, czy za Apple TV+ na pewno warto płacić. Przyznam szczerze, że gdybym nie musiała być na bieżąco i była niedzielnym serialowym widzem, poczekałabym do grudnia, żeby uruchomić okres próbny i wtedy skorzystałabym z usługi – kiedy już pojawi się na niej trochę więcej produkcji. Jeśli jednak chcecie wiedzieć, co w trawie piszczy, zajrzyjcie do Apple TV+. Przy dobrych wiatrach w trakcie tygodniowego darmowego okresu próbnego zapoznacie się ze wszystkimi produkcjami dostępnymi aktualnie w ofercie.