1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

„Mega Rekin kontra Gigantyczna Ośmiornica” i „Titanic II”. Wytwórnia The Asylum produkuje najgorsze filmy na świecie

the asylum sharknado

Jeśli na samo brzmienie takich tytułów, jak „Asteroida kontra Ziemia”, „Sześciogłowy rekin atakuje”, „Zombie Spring Break” czy „Samolot kontra wulkan” macie gęsią skórkę, to koniecznie musicie zapoznać się z wytwórnią produkującą perełki kina klasy Z. Przed wami The Asylum, firma tworząca najgorsze filmy wszech czasów.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Okazuje się, że „bazarowa mentalność” nadal tkwi w nas bardzo głęboko. Tym bardziej, że, szczególnie w erze internetu, tworzenie marnych, tańszych wersji popularnych blockbusterów może być całkiem opłacalnym biznesem.

Biznesplan The Asylum jest bajecznie prosty, wręcz oczywisty. Wystarczy wykorzystać tematy, motywy i marki, które ludzie chcą oglądać.

A kto jest w stanie przyznać, że nie lubi, przynajmniej raz na jakiś czas, obejrzeć filmów o trzęsieniach ziemi, ataku rekinów czy apokalipsie zombie? Po co więc czekać miesiącami, aż któraś z wielkich hollywoodzkich wytwórni postanowi wyprodukować kolejną inkarnację „Dnia niepodległości” albo „Szczęk”, skoro The Asylum jest w pełni gotowe dostarczyć nam tak urokliwe alternatywy? Zresztą wytwórnia wcale nie kryje się z tym, że jej głównym celem jest „żerowanie” na popularnych markach i dostarczanie widowni tańszej pulpy mrugającej okiem w stronę hitowych franczyz.

The Asylum istnieje ponad 20 lat. Firma powstała w 1997 roku i od tamtego czasu dała światu ponad 500 filmów. Rocznie ubarwiają rzeczywistość średnio 25 obrazami. Jeśli więc fabuła jest dla was niepotrzebnym elementem filmu, a także lubujecie się w efektach specjalnych wyglądających gorzej niż cut-scenki z pierwszego Playstation, to oglądając filmy The Asylum, znajdziecie się w małym raju.

Wystarczy, że obejrzycie jedną z pierwszych „większych” produkcji studia – „Transmorphers”.

I pomijając potworną warstwę formalną, to fabularnie, przynajmniej na na początku, brzmi on ciekawiej niż filmy Michaela Baya. W „Transmorphers” kosmiczna rasa robotów przybywa na Ziemię i podbija ją, zmuszając ludzi do ucieczki pod Ziemię. Po 300 latach Ziemianie postanawiają jednak stawić opór robotom.

W podobnym tonie utrzymany jest film pod swojsko brzmiącym tytułem „The Terminators”. Opowiada on o walce ludzi z grupą cyborgów, które chcą opanować Ziemię. I jakby tego było mało, walka z Terminatorami nie rozgrywa się tylko na Ziemi, jak to miało miejsce w klasyce Jamesa Camerona, ale też i w kosmosie.

The Asylum jest najbardziej znane z serii „Rekinado”, ale zanim ta kultowa marka ujrzała światło dzienne, wytwórnia wprawiała się w równie „atrakcyjnych” produkcjach.

Najgłośniejszą z nich było „Mega Rekin kontra Gigantyczna Ośmiornica” oraz jego kontynuacja „Mega Rekin kontra Krokozaurus” oraz, moje ulubione, „Mega Rekin kontra Mecha Rekin". Po świecie krążą branżowe legendy, że ponoć sam Uwe Boll uronił łezkę szczęścia, gdy zobaczył trailery do rzeczonych produkcji.

Biorąc pod uwagę jakość, ekhm, CGI, nawet się cieszę, że wczesne zwiastuny filmów The Asylum nie są dostępne w HD – dzięki temu tylko zyskują.

Rozpiętość tematyczna The Asylum robi wrażenie.

Bo wytwórnia oferuje widzom nie tylko jawne zrzynki z takich kultowych hitów, jak „Mad Max” (w ich przypadku jest to „Road Wars”) czy „Pacific Rim” (w wersji The Asylum jakże pomysłowe „Atlantic Rim”), ale też i świeże spojrzenie na dramaty historyczne. Tu należy wspomnieć przede wszystkim o „Operacja: Dunkierka”. Film ten sprytnie nabrał niemałą liczbę osób przekonanych, że jest to film Christophera Nolana. Twórcy nieświadomie strollowali internetowych piratów, którzy ściągając go nielegalnie z sieci, sami poczuli się oszukani i okradzeni. A to nie lada dokonanie!

The Asylum ma też na koncie arcydzieło wśród złych filmów i przy okazji najgorszych pomysłów w historii kinematografii. Uosabia je film… „Titanic II”. Tak, dokładnie, „nieoficjalny sequel” „Titanica”, rozgrywający się 100 lat po historycznej katastrofie. Komentarze pod zwiastunem na YouTube, brzmiące: „Dlaczego? Powiedzcie, dlaczego?!” mówią same za siebie.

Podobają mi się też ich pomysłowe tytuły, w stylu „Santa Claws”, „Revenge Porn” (uwielbiam swobodną dosadność i klarowność tego tytułu), „Tomb Invader” (jako alternatywna dla „Tomb Raider”) albo, jakże poetyckie, „Elvis żyje”.

Całkiem ciekawie obmyślili sobie też kolejną serię o rekinach, w której w każdej kolejnej części tytułowemu stworowi wyrastała kolejna głowa.

Obecnie seria znajduje się w fazie szóstej, czyli „Sześciogłowy rekin atakuje”.

Jednym z genialniejszych w swojej prostocie pomysłów na promocję i produkcję The Asylum jest wypuszczanie na świat ichniejszych produkcji tuż przed premierą ich prawdziwych, wysokobudżetowych i poważnych wersji.

Niedługo przed „Avengers: Infinity War” The Asylum zaproponowało widzom „Avengers Grimm: Time Wars”, w którym to m.in. Kopciuszek, Królewna Śnieżka i Roszpunka przenoszą się w czasie do współczesności, by stawić czoła armii trolli.

A całkiem niedawno, kilka dni przed światową premierą disneyowskiego „Aladyna” pojawiła się tania i oczywiście zła wersja, pod tytułem „Przygody Aladyna”. Choć nie ukrywam, że oglądając zwiastun tego filmu, bawiłem się lepiej niż podczas oglądania trailera do „Aladyna” w aktorskiej wersji Disneya.

Bez względu na to, czy macie ochotę obejrzeć film o narkomanie-zombie, pośmiać się z podróbki „Szybkich i wściekłych", czy śledzić perypetie Nazistów we wnętrzu Ziemi, The Asylum ma w swoim portfolio wszystko, czego prawdziwy fan śmieciowej para-rozrywki kocha najbardziej. W końcu ile razy można oglądać „Rekinado”?