Filmy  / Artykuł

Uwaga, spoiler! Skąd się wzięły spoilery i czy faktycznie psują nam zabawę?

Picture of the author

W jednym z odcinków starego serialu „Alternatywy 4” jedna z bohaterek szantażuje prezesa spółdzielni mieszkaniowej, strasząc go, że opowie mu końcówkę kryminału, który właśnie czyta. Metoda okazuje się skuteczna - prezes tak boi się zepsucia mu zabawy, że przyjmuje interesantów poza kolejką.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Alternatywy 4” to serial z lat 80., ale zjawisko unikania tzw. spoilerów musi być jeszcze starsze. Od dawna twórcy prosili odbiorców, by nie zdradzali szczegółów fabuły. Szczególnie znany jest tutaj plakat autorstwa Alfreda Hitchcocka, proszącego widzów:

Proszę nie zdradzajcie zakończenia, to jedyne co mamy.

Nie nazywano tego jednak spoilerem - a znaczenie czasownika to spoil było wtedy nieco inne. Prawdopodobnie pierwszym przypadkiem użycia tego słowa w znaczeniu, w jakim znamy je teraz był artykuł w jednym z numerów amerykańskiego pisma satyrycznego „National Lampoon” z roku 1971. Znajdował się tam zestaw streszczeń (zdradzających kluczowe wątki), wielu filmów i książek kryminalnych. Wśród tak potraktowanych dzieł znalazły się m.in. „Obywatel Kane”, kryminały Agathy Christie czy „Psychoza”. Twórcy satyry pisali, że oszczędzą w ten sposób czytelnikom czas i pieniądze.

Tytuł artykułu brzmiał „Spoilers”.

Spoilerem dziś nazywamy przypadkowe bądź celowe (złośliwe!) zepsucie komuś niespodzianki wynikającej ze zwrotu fabuły. Czasami jednak chcemy o czymś napisać - np. w celu przedyskutowania wątku. Wtedy, w internetowej kulturze przyjęło się pisać ostrzeżenie: uwaga, spoiler. Napisy spoiler warning znajdziemy nawet w usenetowych grupach dyskusyjnych już w latach 80.

Słynny plakat do „Psychozy” z prośbą o nie zdradzanie zakończenia

Niektórzy mają na tym punkcie obsesję i za spoiler uważają jakąkolwiek informację, nawet taką, która nie wpływa na fabułę. Przez tę obsesję czują się następnie pokrzywdzeni, zdenerwowani i nie odczuwają już przyjemności z odbioru danego dzieła.

Gdyby nie mieli takiego obsesyjnego podejścia do spoilerów, na pewno bawiliby się lepiej. Skąd to wiemy? Z badań naukowych. Tak, przeprowadzono takie! Na pewno zadacie sobie pytanie: co z grupą kontrolną i ślepą próbą? Jak sprawić, żeby komuś sprzedać spoilera - ale żeby o tym nie wiedział? Okazuje się, że można to zrobić w bardzo sprytny sposób.

Nicholas Christenfeld oraz Jonathan Leavitt, badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego, wybrali 12 różnych opowiadań. Część z nich miała zaskakujące zakończenie, część opierała się na tajemnicy np. kryminalnej, a część było zwykłymi literackimi opowiadaniami. Wśród autorów byli m.in. Antoni Czechow, Agatha Christie oraz John Updike. Następnie przygotowano trzy wersje każdej historii:

  • normalne, bez modyfikacji - jeśli na czytelnika czekały jakieś niespodzianki, przychodziły one naturalnie;
  • z ukrytą modyfikacją: spoilery zostały dodane w tekście, z dużym wyczuciem (czyli tak, jakby np. Agatha Christie sama uprzedziła fabułę i zdradziła wcześniej tajemnicę);
  • z jasnym spoilerem: tajemnica została zdradzona na początku, przed tekstem, wyraźnie oznaczona.

Dane uczestników, którzy czytali dane opowiadanie zostały usunięte, a każdy z uczestniczących w badaniu został poproszony o ocenę przyjemności, jaką dało mu czytanie.

Co się okazało? Że spoilery nie psują nam zabawy, a nawet zaspoilowane opowiadania były ocenione trochę wyżej, co prawda w granicach błędu.

I ja doskonale to rozumiem. Spoilery nie psują mi zabawy - ale rozumiem, że niektórzy mogą czuć się w ten sposób. Niestety, obserwuję w tej kwestii wiele skrajności i emocji. Niektórzy uważają, że każda informacja na temat nowego filmu, serialu czy gry psuje im zabawę, inni z kolei celowo starają się ich wkurzyć, umieszczając je zlośliwie i bez uprzedzenia w niespodziewanych miejscach. Jeszcze inni w ogóle walczą z kulturą antyspoilerową twierdząc, że… uwłacza ona pięknu i złożoności filmu, który w końcu jest czymś więcej niż fabułą, ale i zdjęciami, muzyką, aktorstwem i wieloma innymi elementami.

Najbardziej jednak psujemy sobie zabawę przesadnie przejmując się unikaniem spoilerów. Niezależnie od tego, co słyszeliśmy lub widzieliśmy przed lekturą bądź seansem, wciąż możemy się dobrze bawić. I mamy na to dowody naukowe!

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst