1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Khaleesi nie jest już wzorem do naśladowania. Fani i fanki Daenerys są w rozpaczy po emisji 5. odcinka

gra o tron sezon 8 daenerys

„Gra o tron” zbliża się do nieubłaganego końca. Przez osiem lat nadawania serialu wiele postaci urosło do rangi popkulturowego symbolu, a najbardziej Daenerys Targaryen. Khaleesi pokazała, że kobieta w fantasy nie musi zostać sprowadzona do roli matki, księżniczki czy bogini. 

Tekst zawiera spoilery dotyczące 5. odcinka finałowego sezonu.

Daenerys Targaryen, Matka Smoków, Wyzwolicielka z Okowów, Khaleesi i prawowita władczyni Siedmiu Królestw. Można się śmiać z bohaterki „Gry o tron”, że do pewnego momentu ma więcej nadanych samej sobie tytułów niż zwolenników swojej władzy, ale nie sposób podważać jej wpływu na światową popkulturę. Przed George'em R.R. Martinem nie brakowało pisarzy i pisarek, którzy tworzyli bohaterki wykraczające poza stereotypowe role kobiet w fantasy. Ale trzeba mu przyznać, że w jego książkach tego typu postaci jest naprawdę dużo.

A ponieważ to właśnie na podstawie jego twórczości powstał hitowy serial HBO, to wzorem dla młodych dziewczyn na całym świecie stały się właśnie Daenerys czy Arya (mniej Cersei i Sansa). Fenomen Matki Smoków okazał się naprawdę olbrzymi. Sklepy zalały produkty z hasłem: „Nie jestem księżniczką, jestem Khaleesi”, a niektórzy szczególnie zafascynowani serialem rodzice zaczęli nawet nadawać swoim nowo narodzonym córkom imię Khaleesi.

Wszyscy wielbiciele Daenerys otrzymali jednak potężny cios w splot słoneczny wraz z premierą 8. sezonu.

Okazało się, że showrunnerzy David Benioff i D.B. Weiss postanowili pokierować fabułą finału nieubłaganie w stronę Daenerys jako Szalonej Królowej. Na Dany w ciągu ostatnich kilkunastu epizodów spadły kolejne porażki i problemy, a śmierć z rąk wrogów ponieśli ser Jorah, dwa z jej smoków i Missandei. Ostatnia córka rodu Targaryenów nie zniosła tej presji. Niczym zła królowa z baśni uznała, że skoro ludzie nie chcą jej kochać, to przynajmniej będą się jej bać.

gra o tron sezon 8 daenerys

Postanowiła wobec tego spalić całą Królewską Przystań i zabić wszystkich mieszkańców stolicy, z której od lat chciała władać całym Westeros. I to mimo faktu, że wcześniej siły Lannisterów zdążyły się poddać, a Cersei była w potrzasku. Spełniła się więc wizja spalonej sali tronowej i zniszczonego miasta, którą Dany widziała jeszcze w 2. sezonie serialu.

Problem w tym, że szaleństwo Daenerys nie przekonało większości fanów „Gry o tron”.

Wśród fanów serialu HBO nie brakuje sporów w ocenie 8. sezonu, a nagła przemiana Matki Smoków wywołała szczególnie dużo kontrowersji. Część fanów twierdzi, że ziarna szaleństwa Targaryenów zostały w niej zasiane już dawno. A Daenerys zawsze wykazywała ciągoty do zemsty i dosyć dużej agresji. I tylko dzięki doradcom królowej, począwszy od ser Joraha a na Jonie Snow i Tyrionie skończywszy, udawało się trzymać w ryzach jej najbardziej mordercze skłonności. Przeciwnicy tej tezy zbijają takie argumenty za pomocą kilku przykładów.

To prawda, że Dany groziła czasem zniszczeniem wrogiego miasta za pomocą smoczego ognia, ale zawsze był to wyraz ogromnej desperacji. Bitwa o Królewską Przystań jest jednak wygrana, a siły sprzymierzone wokół Lannisterów rozgromione lub gotowe się poddać. Matka Smoków już wygrała, a mimo to decyduje się zniszczyć całe miasto, którym chciała władać. Poza tym zemsta Daenerys zawsze była skierowana przeciwko osobom, które na to zasłużyły, bo ją wcześniej zdradziły lub dopuściły się haniebnych czynów. Karała handlarzy niewolników i okrutnych Khalów, ale nie niewinnych. Dbała nawet o kobiety wrogów, które jej własne wojska chciały wykorzystać.

Dlatego większość fanów znajduje się gdzieś pomiędzy wściekłością a rozżaleniem. Oczywiście, nadawanie imienia dziecku na bazie nieskończonej opowieści to zawsze ryzykowne posunięcie. Zresztą jedna z takich mam w rozmowie z portalem TheCut przyznała, że nadal popiera Daenerys, bo „nie zrobiła nic złego” (kolejny dowód na głębokie podziały w środowisku fanów). Mimo wszystko krytycy najnowszego odcinka „Gry o tron” mają sporo racji, gdy mówią, że szaleństwo Matki Smoków pojawiło się zbyt nagle i przybrało nazbyt jednoznacznych kształtów.

Czym innym jest zemsta na Cersei, a czym innym wymordowanie mieszkańców Królewskiej Przystani.

Gdyby Dany zaatakowała we wściekłości Czerwoną Twierdzę i zabiła w ten sposób Cersei, to większość fanów uwierzyłaby bardziej w jej przemianę. Nadal byłoby widać do jakich okrucieństw jest zdolna, gdy traci nad sobą kontrolę, a jednocześnie nie mielibyśmy do czynienia z tak łopatologicznym przekazem. Trudno też zrozumieć, czemu twórcy nie zdecydowali się wykorzystać więcej czasu na pokazanie powolnego staczania się umysłu królowej w odmęty szaleństwa. Podejście Weissa i Benioffa jest niezwykle naiwne, a ich pośpiech tylko wszystko pogarsza.

Fani (a przede wszystkim fanki) przez lata identyfikowali się z Daenerys. Kibicowali jej, gdy pokonywała rozmaite przeszkody, by wspiąć się na sam szczyt. Mało kto uważał, że Matka Smoków jest osobą idealną, ale nikomu ten fakt nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie - dzięki temu bohaterka była bardziej ludzka i uniknęła oskarżeń o bycie Mary Sue. Wiele z tych osób, jak podaje psycholożka Janina Scarlet w rozmowie z portalem Cnet, jest obecnie narażonych na jak najbardziej autentyczny stres i poczucie niezrozumienia. Największa siła kultury leży właśnie w tworzeniu bohaterów, z którymi możemy się identyfikować. Zmienianie ich charakteru o 180 stopni, tylko po to by osiągnąć efekt szoku, to zaś przykład intelektualnego lenistwa. Szkoda, że coś takiego stało się udziałem właśnie twórców „Gry o tron”.