1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy
  4. Seriale

Jestem przerażony tym, że twórcy „Gry o tron” mają teraz kręcić filmy z cyklu „Gwiezdne wojny”

gra o tron star wars benioff weiss
109 interakcji
dołącz do dyskusji

Jak tylko dowiedziałem się, że David Benioff i D.B. Weiss nakręcą kolejne filmy w uniwersum „Star Wars”, zaświeciły mi się oczka. Ósmy sezon ich „Gry o tron” jest jednak na tyle dużym rozczarowaniem, że teraz jestem tym faktem przerażony.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Od miesiąca każdy poniedziałek zaczynam seansem nowego odcinka hitu HBO. Odpalam go jeszcze zanim zdejmę telefon z ładowarki - oczywiście z obawy przed spoilerami. Tydzień w tydzień kończę jednak seanse z uczuciem niedosytu, które przeplata się z goryczą rozczarowania.

Co najgorsze, wcale nie zapowiada się na to, by ostatnie dwa odcinki „Gry o tron” cokolwiek w tej materii zmieniły.

Na finałowy sezonu serialu „Gra o tron” czekałem z niemal takimi samymi wypiekami na twarzy jak na „Avengers: Endgame”. Tak się zresztą złożyło, że obie najgłośniejsze serie aktorskie ostatniej dekady - telewizyjna i kinowa - zbliżają się do finału w mniej więcej tym samym czasie. Porównania nasuwają się same.

Niestety tak jak „Avengers: Koniec gry” już na początku wywołał na mojej twarzy uśmiech, który nie schodził z niej przez bite 3 godziny, a na dziury w fabule i słabą finałową walkę jestem w stanie przymknąć oko, tak tegoroczna „Gra o tron” jest bardziej not niż hot. A to fatalna wiadomość dla fanów „Star Wars”.

gra o tron sezon 8 teorie

Już teraz ośmielę się stwierdzić, że David Benioff i D.B. Weiss nie podołali zadaniu.

Oczywiście trzeba HBO oddać co HBO-wskie - twórcy telewizyjnej adaptacji serii „Pieśń lodu i ognia” porwali tłumy lata temu nie bez powodu. To świetni filmowcy, a ich „Gra o tron” to przez lata był benchmark dla całej branży. Niestety zabrakło im talentu George’a R.R. Martina do snucia historii.

Już pierwsze sezony miały gorsze momenty, gdy scenarzyści sobie folgowali. Ten problem uwidocznił się później, bo co prawda autor książkowego pierwowzoru zdradził Davidowi Benioffi i D.B. Weissowi, jak widzi zakończenie swojej sagi, tak nie mogli się wzorować bezpośrednio na prozie, kręcąc kolejne epizody.

I to, niestety, widać.

„Gra o tron” w 8. sezonie rozczarowuje. Bohaterowie podejmują decyzje, które stoją w sprzeczności z ich dotychczasowym charakterem. Popełniają błędy nie dlatego, że są niedoskonałymi ludźmi, a dlatego, że tego wymaga od nich scenariusz. Na domiar złego do głosu za często dochodzi deus ex machina.

Ja oczywiście rozumiem, że mamy tutaj do czynienia z serialem fantasy. Nie ma co po „Grze o tron” oczekiwać przywiązania do detali niczym z science-fiction - a swoją drogą to nie smoki i statki kosmiczne, a właśnie dbałość o spójność fikcyjnego świata jest jedną z głównych różnic pomiędzy tymi dwoma gatunkami.

gra o tron nocny król

No ale czy naprawdę tak trudno jest zadbać o detale, dzięki którym świat przedstawiony jest spójny i realistyczny?

Kubek ze Starbucksa w kadrze to oczywiście głupia wpadka, ale też dobry symbol tego, że „Gra o tron” leci dalej siłą rozpędu. Jestem w stanie dać wiarę plotkom, jakoby David Benioff i D.B. Weiss znudzili się pracą przy tym serialu, ale HBO wolało i tak zostawić to w ich rękach niż zatrudniać na ostatni sezon kogoś nowego.

Twórcy tych naprawdę dobrych produkcji w odcinkach, którzy solidnie podchodzą do swojej pracy, powinni rozpisywać historię swoich bohaterów zarówno w momentach, gdy w kadrze, jak i - a może przede wszystkim - gdy ich w nim nie ma. W przypadku „Gry o tron” nikt sobie już nie zaprząta tym głowy.

Tak samo jak liczeniem upływu czasu i pamiętaniem o dystansie dzielącym poszczególne lokacje.

Mamy więc tutaj do czynienia z twórcami, którzy najwyraźniej nie umieją sami poprowadzić fabuły, gdy ich nie prowadzi za rękę autor oryginału, a do tego chyba nudzą się takim jedynym w swoim rodzaju projektem. I z tego względu jestem właśnie zaniepokojony tym, że ci sami ludzie mają brać się za trylogię „Star Wars”.

Tym bardziej, że najpewniej to ich filmy będą osadzone w czasach Starej Republiki. Ze względu na skasowanie Expanded Universe nie będą zaś raczej adaptować ani gier, ani książek bezpośrednio, a jedynie się nimi inspirować. A jak im coś podobnego wyszło w praktyce w przypadku dwóch ostatnich serii „Gry o tron” już wiemy…