1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale
  4. TV
  5. VOD

„Stulecie Winnych” od TVP to antyteza „Wołynia” Smarzowskiego. Ma to nawet swoje dobre strony

stulecie winnych serial

Telewizja Polska za nowego kierownictwa najwięcej inwestuje w seriale historyczne. Na antenie TVP 1 obejrzymy dzisiaj o 20:15 premierowy odcinek 1. sezonu „Stulecia Winnych”. Dlaczego mimo kiepskiego początku można mieć nadzieje, że nie będzie tragedii?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Stulecie Winnych” to trylogia autorstwa Ałbeny Grabowskiej. Autorka przedstawiła w niej losy tytułowej rodziny od 1914 roku aż po początek XXI wieku. 1. sezon serialu Telewizji Polskiej stanowi ekranizację pierwszej części, kończy się więc na progu II wojny światowej. W premierowym odcinku śledzimy bohaterów w lecie tuż przed wybuchem poprzedniego wielkiego konfliktu, czyli I wojny światowej.

Pierwszy kontakt ze „Stuleciem Winnych” jest, mówiąc całkowicie wprost, zdecydowanie negatywny. Serial otwiera scena tak absolutnie schematyczna w swej wymowie, że aż można odnieść wrażenie o jej celowości. Mamy tu więc pijanego Rosjanina, którego denerwuje religijna procesja, dlatego namawia jednego z Polaków, żeby doniósł, kto wziął w niej udział. Oczywiście, w to grono wchodzą wszyscy przedstawiciele rodziny Winnych. Wygląda to, jakby twórcy produkcji przygotowali ten początek, żeby przekonać swoich szefów i standardowego widza TVP, że nie mają czego się bać. Bo wszystko będzie po staremu i dokładnie tak jak lubią, czyli podlane narodowo-religijno-patriotycznym sosem.

Nie chodzi o to, że takie postawy w tamtych czasach nie występowały. Problem w tym, że w polskim kinie tylko one są przedstawiane.

Trudno powiedzieć coś nowego i oryginalnego, gdy powtarza się po raz kolejny tą samą śpiewkę. Kłopoty „Stulecia Winnych” są tym mocniej widoczne, że głównym bohaterem produkcji jest tak naprawdę cała rodzina. Bohaterowie grani przez Jana Wieczorkowskiego, Zuzannę Lit i Romana Gancarczyka dostają w 1. odcinku najwięcej czasu antenowego, ale nie są to jakieś wielkie różnice. W dodatku jedna ze wspomnianych postaci dosyć szybko umiera. Twórcy starają się podkreślić chwilę nastrojową muzyką, ale trudno odczuwać wielkie emocje związane ze śmiercią osoby, którą wcześniej oglądało się przez kilka minut. A jeżeli śledzi się losy wszystkich po trochu, to niełatwo przywiązać się mocno do kogokolweik.

stulecie winnych serial

Porównanie do Smarzowskiego, które pojawia się w tytule recenzji, nie jest bezzasadne. Wbrew pozorom nie oznacza jednak prostego zestawienia wiejskiej sielanki z brutalnym naturalistycznym kinem twórcy „Wołynia”. A przynajmniej nie chodzi tylko o to. Obraz rodziny Winnych w produkcji faktycznie na pierwszy rzut oka wydaje się idylliczny i sztuczny, ale twórcy serialu szybko zabierają się za jego dekonstrukcję. Na razie ograniczyło się to do dwóch krótkich scen związanych z alkoholem i przemocą, ale i tak cieszy, że sprawa nie została przemilczana. Zobaczymy, czy ten wątek będzie w przyszłości pociągnięty.

Większe różnice w stosunku do „Wołynia” zauważyć można w podejściu do okrucieństwa wojny.

Epatowanie przemocą bez cenzury (czasem nawet dodatkowo podkręconej) to stały element stylu Smarzowskiego. Widzowie różnie oceniają ten zabieg, ale nawet fani polskiego reżysera przyznają, że z czasem przestaje robić wrażenie. W „Stuleciu Winnych” I wojnę światową pokazano na marginesie ogólnej historii. Zapewne wynika to przede wszystkim z ograniczeń tego, co można pokazać w publicznej telewizji.

Ma to jednak również pozytywne strony. Gdy bohaterowie zostają postawieni sam na sam z pożogą wojenną, to ten konflikt sprawia znacznie bardziej intymne i ciekawe wrażenie. Zwłaszcza że scenarzyści w dalszej części epizodu porzucają na szczęście schematyczne postawy i dają kilku postaciom przemówić własnym głosem.

W tym wszystkim najgorsze jest to, że premierowy odcinek „Stulecia Winnych” kończy wtedy, gdy wreszcie zaczyna robić się ciekawiej. Nadal nie jest to ani oscarowe, ani artystyczne kino na światowym poziomie. Ale od pewnego momentu produkcję można oglądać bez zażenowania, a nawet z pewnym zainteresowaniem. W kolejnych tygodniach widzowie dowiedzą się, czy ten dobry moment był zapowiedzią udanego serialu historycznego. Ocena serialu po jednym zaledwie odcinku nigdy nie jest łatwa, a tym bardziej, gdy jest on tak nierówny. Ale pewna nadzieja dla „Stulecie Winnych” wciąż się tli.

Następne epizody serialu TVP będą wyświetlane w każdą niedzielę o 20:15. „Stulecie Winnych” jest też dostępne na TVP VOD.