1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

„Oops, I did it again” - sequel horroru „Śmierć nadejdzie dziś” ponownie zamyka nas w pętli czasoprzestrzeni

Więcej tu komedii niż horroru. Oceniamy „Śmierć nadejdzie dziś 2”

Sequel udanego horroru sprzed dwóch lat to prawdziwa jazda bez trzymanki. Mniej w nim strachu, a więcej komedii podlanej sosem sci-fi.

Pierwsza część opierała się na założeniach „Dnia świstaka”. Główna bohaterka w nieskończoność przeżywała ten sam dzień, tropiąc zabójcę na uniwersyteckim kampusie. Na przemian serwowała gęsią skórkę i komediowe gagi. „Dwójka” inaczej rozkłada filmowe akcenty.

Główną bohaterkę, Tree Gelbman, spotykamy po zakończeniu akcji pierwszej części. Zawirowania czasoprzestrzeni nie dają jej jednak spokojnie powrócić do codzienności. Na skutek studenckich eksperymentów Tree ponownie ląduje w pętli powtarzającego się dnia. Odmieniona rzeczywistość serwuje nam alternatywne podejście do wydarzeń znanych z oryginału. Nie chcąc zdradzać scenariuszowych ciekawostek, napiszę jedynie, że bohaterkę czekają trudne, emocjonalne decyzje, głowienie się nad istotą czasu czy humorystyczne podejście do… samobójstwa.

Jak ginąć to przytupem i przy salwach śmiechu.

Akcja pędzi w teledyskowym tempie, sypiąc żartami na prawo i lewo. Blednie przy tym horrorowa otoczka, która ogranicza się do budującej napięcie muzyki i zagrożeń pojawiających się znienacka za plecami bohaterów. Chowający się za maską bobasa zabójca zupełnie schodzi na dalszy plan.

Tym niemniej pomysły na rozwinięcie uniwersum są na tyle świeże, że „Śmierć nadejdzie dziś 2” ogląda się z niekłamaną przyjemnością.

Fani horroru mogą być zawiedzeni, ale wszyscy inni dostaną porządny kawał rozrywki.

Podobnie jak wcześniej, motorem napędowym filmu jest Jessica Rothe, odgrywająca rolę Tree. Jest wulkanem energii, który świetnie czuje się, nie tylko rzucając punchline’y i wcielając się w rolę pani detektyw, ale również w momentach trudnych decyzji oznaczających rozłąkę na wieczność z kochanymi osobami.

„Śmierć nadejdzie dziś 2” jak w kalejdoskopie dorzuca kolejne wątki, ale nie buduje w pełni przekonującego świata. Nakłania widza do uwierzenia w elastyczne, naginane reguły i mało logiczne ciągi zdarzeń. Ważniejsza jest tu emocjonalna huśtawka, która może trafić w gusta milenialsów. Filmowi zdecydowanie bliżej do „Powrotu do przyszłości” niż do slashero-komedii, którą była pierwsza część. Oferuje solidną zabawę, o ile nie chcemy zagłębiać się w meandry pokręconego scenariusza i bierzemy przygody bohaterów jak są nam serwowane.

Przed seansem najlepiej zafundować sobie 90 minut z pierwszą częścią. Wówczas będziemy bawić się zdecydowanie lepiej. Jej znajomość przyda się również w nadchodzącej „trójce”, którą zapowiada końcówka filmu.

_______________________________________________________________________________

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.