1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy
  4. Seriale
  5. VOD

Netflix sprawdzał, co wybrałeś w „Black Mirror: Bandersnatch”, ale nie musisz się bać, że zacznie cię kontrolować

netflix czarne lustro: bandersnatch

Netflix z każdym rokiem pełni coraz ważniejszą rolę w życiu milionów ludzi na całym świecie. Tego typu firma powinna być możliwie transparentna, ale serwis VOD ma w tej materii sporo za uszami. Najnowsza histeria związana ze sprawdzaniem przez Netfliksa wyborów widzów „Czarne lustro: Bandersnatch” ma jednak niewiele sensu.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Na przełomie 2018 i 2019 roku zdecydowanie najgłośniejszym nowym tytułem Netfliksa był film „Czarne lustro: Bandersnatch”. Produkcja miała stanowić nową jakość interaktywnej rozrywki. I choć z hucznych zapowiedzi niewiele wyszło, to firma po raz kolejny odznaczyła się na mapie współczesnej popkultury. A przecież inne niedawne sukcesy Netfliksa można by jeszcze długo wymieniać. To zdecydowanie dobry czas dla serwisu.

Jest jednak jedna kwestia, za którą firma bardzo często obrywa. Chodzi o brak transparentności i niechęć, jeśli chodzi o dostosowywanie się do obowiązujących w branży standardów. Dlatego informacje o idącej w dziesiątki milionów oglądalności najpopularniejszych produkcji należy przyjmować z dużą dozą wątpliwości. Nikogo też nie dziwi, że za podobne praktyki Netfliksa krytykuje konkurencja. Wytykanie grzechów Netfliksowi też powinno być jednak robione racjonalnie.

Przykładem bezsensownej histerii jest najnowsza reakcja na informację, że firma sprawdza i zapisuje wybory widzów „Czarne lustro: Bandersnatch”.


Jak podaje portal Motherboard, o całej sprawie poinformował Michael Veale, naukowiec z University College w Londynie. Zajmuje się on zawodowo ochroną danych osobowych w Internecie i zainteresował się nowym filmem Netfliksa. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że od pewnego czasu po sieci krąży pewna teoria spiskowa. Według jej założeń „Black Mirror: Bandersnatch” od początku został wymyślony przez Netfliksa tylko i wyłącznie jako narzędzie do zdobycia nowych, wcześniej niedostępnych danych na temat użytkowników.

Veale postanowił sprawdzić, ile jest w tym prawdy i na mocy RODO zgłosił się do Netfliksa z prośbą o udostępnienie zbieranych z jego profilu danych. Okazało się, że firma zbierała dane dotyczące wyborów widzów filmu Charliego Brookera i przechowuje je w celu „lepszego dopasowania modeli opowiadania historii w serialach i filmach”. Mówiąc krótko, Netflix sprawdza, co interesuje i napędza jego widzów, żeby w przyszłości tworzyć jeszcze bardziej popularne seriale.

I może byłaby to interesująca informacja, gdybyśmy nie mówili o wiedzy absolutnie powszechnej.

netflix czarne lustro: bandersnatch

Nie tak dawno Netflix oficjalnie chwalił się, które wybory w „Czarne lustro: Bandersnatch” widzowie podejmowali najczęściej. Nie mógłby przecież tego wiedzieć bez dokładnego śledzenia i rejestrowania tych decyzji. To nie pierwszy raz, gdy mamy do czynienia z wykorzystywaniem danych dotyczących preferencji użytkowników przy tworzeniu oryginalnych treści. Podobnie Netflix zrobił też choćby w przypadku filmu „Bright” (ten przykład dobrze też pokazuje, że robienie filmów pod dyktando oczekiwań widzów bywa ryzykowne). Obie te praktyki są całkiem zwyczajne dla branży. Wytwórnie filmowe też organizują pokazy testowe, by sprawdzić reakcje widzów. I często całkowicie zmieniają już nakręcony film na skutek ich sugestii.

Oczywiście, wiele zależy od kwestii dobrowolności i pełnej świadomości udzielania zgody na wykorzystanie danych. Veale podkreśla, że najbardziej w całej sprawie niepokoi go to, że Netflix nie pyta się otwarcie użytkowników o pozwolenie na gromadzenie i przechowanie tych danych. Wybory w grach interaktywnych zapisywało choćby Telltale Games czy Dontnod Games, ale wtedy gracz był o tym od początku informowany.

To wynik szerszego problemu z utrudnionym dostępem do informacji o gromadzonych przez firmę danych. A także skomplikowanego języka, za pomocą którego pisane są warunki korzystania z serwisów. Co sprawia, że większość użytkowników nadal po prostu zgadza się na nie bez czytania. I nie interesuje się dalej tą sprawą, mimo że nawet na Netfliksie są sposoby dotarcia do tego typu informacji. Jednocześnie warto postawić sobie pytanie, która kwestia jest ważniejsza. Fakt, że firma wie, które pudełko z płatkami wybrali oglądający „Czarne lustro: Bandersnatch” czy to, że my nie wiemy nic o tym, ile osób obejrzało tą i wiele innych produkcji Netfliksa?