1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

„I Am the Night” jest jak jeden z obrazów Edwarda Hoppera. Serial przyciąga i magnetyzuje

i am the night

I Am the Night” wciągnie was historią, ale być może zostaniecie dla klimatu. To produkcja podszyta nieustannym niepokojem, ale także niepowtarzalnym magnetyzmem.

Jest w produkcjach opartych na faktach coś niezwykłego. Czasem łapiemy się na mimowolnym niedowierzaniu, że to właśnie życie, a nie ludzki umysł, jest w stanie wykreować najbardziej zaskakujące scenariusze i zwroty akcji. „I Am the Night” jest świetnym przykładem takiego serialu. Obraz oparty jest na pamiętniku „One Day She’ll Darken: The Mysterious Beginnings of Fauna Hodel” autorstwa Fauny Hodel właśnie. Opowiada o historii, która może przekroczyć wasze najśmielsze oczekiwania.

„I Am the Night” to opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości.

Reżyserka, Patty Jenkins, przenosi swoich widzów do stanu Nevada w połowie lat 60. ubiegłego wieku. Tam poznajemy nastoletnią dziewczynę, która należy do dwóch światów. Pat (India Eisley) jest mieszanej rasy, co stawia ją w kłopotliwym położeniu. Biali koledzy jej nie akceptują, a Afroamerykanie nie dowierzają, gdy twierdzi, że pochodzi z mieszanego związku. Sama jednak bardziej utożsamia się z ciemniejszą stroną swoich genów. Pewnego wieczora nastolatka kłóci się z matką alkoholiczką. Podczas sprzeczki padają niepokojące dziewczynę słowa. Tej samej nocy Pat odnajduje tajemniczy akt urodzenia wypisany na nazwisko Fauna Hodel.

Dziewczyna wkrótce dowiaduje się, że jest to jej prawdziwe imię, a ona sama została adoptowana. Pod wpływem poznanych informacji Fauna postanawia odnaleźć swoją biologiczną rodzinę i dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest.

i am the night

Równolegle poznajemy również postać Jaya Singletary’ego (Chris Pine), reportera z Los Angeles i weterana wojennego z Korei i Wietnamu. Singletary jest awanturnikiem, cały czas szuka zaczepki. Jednak jego prawdziwą obsesją jest nierozwikłana sprawa morderstwa Czarnej Dalii sprzed dwudziestu lat oraz podejrzany w tej sprawie doktor George Hodel. Wkrótce dwójka bohaterów łączy swoje siły we wspólnym poszukiwaniu osoby, która może odpowiedzieć na ich pytania.

Serial to przede wszystkim popis reżyserski Jenkins.

Jedna z najbardziej znanych reżyserek współczesnego kina jest w tym momencie chyba najczęściej kojarzona z „Wonder Woman”. A szkoda, bo to właśnie w produkcjach pokroju „I Am the Night” wychodzi na wierzch cały jej potencjał i kunszt twórczy. Do wcześniej przez nią wyreżyserowanych obrazów należą „Monster” oraz „Dochodzenie”. Serial opowiadający o losach nastoletniej Fauny Hodel strukturą bardziej przypomina tę drugą produkcję.

i am the night

Patty Jenkins rysuje nieśpiesznie obraz Ameryki z połowy lat 60. XX wieku. Dosadnie pokazuje, jak wyglądały realia tamtych czasów. Historia dwójki bohaterów, a więc nastolatki, która próbuje odnaleźć swoją biologiczną rodzinę oraz reportera i weterana wojennego, w rękach reżyserki staje się pretekstem do dywagacji na temat budowania własnej tożsamości oraz swego rodzaju badania ciemnych zakątków duszy ludzkiej.

Kunszt „I Am the Night” kryje się w klimacie.

Trzeba przyznać, że „I Am the Night” może przyciągać z kilku powodów. Pierwsze dwa, historia oparta na faktach, a także Patty Jenkins za reżyserskimi sterami, już zostały wyróżnione. Jednak na tym nie kończą się plusy. Na oklaski zasługuje także obsada aktorska, w tym przede wszystkim Chris Pine w roli Jaya Singletary’ego oraz India Eisley jako Fauna Hodel. Niemniej świetnie zagrali między innymi także Jefferson Mays (George Hodel), Connie Nielsen (Corinna Hodel) czy Golden Brooks (Jimmie Lee Greenwade).

Jednak tym, co osobiście najbardziej mnie urzekło, był sam klimat produkcji, a w szczególności zdjęcia Matthew Jensena. Głęboki ukłon należy się oczywiście całej ekipie pracującej nad odtworzeniem wszelkich detali, które tak silnie osadzają widza w realiach lat 60. ubiegłego wieku. Jednak oglądając całą produkcję, nie dało się wręcz oprzeć wrażeniu, że serial jest niczym wprost wyjęty z obrazów i sztuki Edwarda Hoppera. W efekcie „I Am the Night” przypominało mi momentami spacer wewnątrz tak kultowych obrazów, jak „Nocne marki” czy „Summer Evening”. Jensenowi udało się uchwycić ten sam magnetyzm połowy XX wieku, który przyciąga rzesze fanów Hoppera do jego twórczości. Co przecież nie zdarza się często. A tym bardziej nie każdy potrafi dokonać podobnej rzeczy.

Diabeł tkwi w szczegółach, których czasem braknie w „I Am the Night”.

Niestety serial w reżyserii Patty Jenkins nie uniknął kilku potknięć. Chyba największą pretensją, jaką mogę w tym przypadku kierować w stronę twórców, są niedopowiedzenia. Bardzo mało w produkcji jest elementów wyjaśniających zdarzenia z przeszłości, które silnie warunkują serialową teraźniejszość. Być może amerykańskiemu widzowi to nie przeszkadza. Morderstwo Czarnej Dalii jest w końcu jedną z najbardziej przerażających i szeroko omawianych przez media zbrodni współczesnej Ameryki. Jednak dla widzów, którzy nie są tak silnie osadzeni w amerykańskim kontekście, cała sprawa może się wydawać zbyt odległa, aby z łatwością móc przypomnieć sobie choćby najbardziej ogólne ustalenia i fakty.

i am the night

Momentami „I Am the Night” przypomina sequel serialu, który nigdy nie powstał. Jest w nim cała masa nawiązań do przeszłości, które nie są dokładnie tłumaczone. Zupełnie jakby twórcy uznali, że ich widzowie będą wiedzieć, o co chodzi, bo przecież musieli oglądać część pierwszą. Jeśli więc zastanawiacie się nad obejrzeniem tego obrazu, warto zapoznać się, przynajmniej pobieżnie, ze sprawą morderstwa Czarnej Dalii.

Pomimo swoich wad „I Am the Night” jest produkcją udaną. Przyciąga sensacyjną historią, uwodzi klimatem, zachwyca obsadą. Nic tylko zagłębić się w niebezpieczny świat nastolatki, gdzie, jak stwierdził jeden z bohaterów serialu, wystarczyła jedna kropla czarnej krwi, by zdefiniować jej życie.

Pierwsze dwa odcinki „I Am the Night” są od dziś (5.02) dostępne na HBO GO.  Kolejne będą pojawiać się co wtorek na platformie.