REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. VOD
  4. TV
  5. Seriale
  6. Filmy

Netflix rozczarowuje treściami, a telewizja serwuje coraz gorszą rozrywkę. Jaki był ten rok dla popkultury?

2018 rok, oprócz wydarzeń na wskroś pozytywnych, przyniósł nam też masę smutków i rozczarowań. Po raz pierwszy w historii doczekaliśmy momentu, w którym film z uniwersum Gwiezdnych wojen stał się finansową klapą. Netflix, pomimo imponujących wzrostów oraz rosnącej biblioteki filmów i seriali, ewidentnie bardziej idzie w ilość, a nie w jakość. Odeszły też wielkie legendy masowej wyobraźni.

najsmutniejsze wydarzenia w popkulturze w 2018 roku
REKLAMA
REKLAMA

Co nasz wkurzyło? Co rozczarowało? Najsmutniejsze wydarzenia w popkulturze w 2018 roku.

Pierwszy polski serial Netfliksa

„1983” to z pewnością jedno z ważniejszych popkulturowych wydarzeń dla Polski. Już samo istnienie tego serialu to pozytywny sygnał, pokazujący zainteresowanie świata naszym krajem i przy okazji możliwość świetnej promocji naszych aktorów i twórców. Niestety, choć pierwszy polski serial Netfliksa nie jest totalną artystyczną wtopą, to jednak trudno zaliczyć go do produkcji udanych na tyle, by był w stanie przebić się przez ścianę treści serwowanych przez obecne ramówki serwisów streamingowych.

O ile pomysł wyjściowy jest całkiem intrygujący, to jego realizacja, w postaci scenariusza i dialogów pozostawia wiele do życzenia. „1983” jest dopracowany od strony wizualnej, prezentuje ciekawy pomysł na świat przedstawiony, jednak nie został on w ogóle rozwinięty, marnując trochę potencjał całości.

Uniwersum Gwiezdnych wojen traci Moc

Han Solo

W 2018 roku wydarzyło się coś, co jeszcze rok temu wydawało mi się totalną niemożliwością. Gwiezdne wojny niemalże przestały być popkulturową legendą, która rozgrzewa wyobraźnię fanów do czerwoności. Marka Star Wars przechodzi obecnie jeszcze większy kryzys niż to miało miejsce po premierze „Mrocznego widna” prawie 20 lat temu.

Najpierw „Ostatni Jedi” swoimi licznymi kontrowersyjnymi wyborami (fabularnymi i artystycznymi) mocno zachwiał społecznością fanów oraz całą historią rodu Skywalkerów. Potem, mimo wszystko, kasowa klapa „Hana Solo” po raz pierwszy pokazała, że Gwiezdne wojny przestają też być kurą znoszącą złote jajka. A to pierwszy taki przypadek w historii serii.

Netflix bogaty w treści, ale niestety rozczarowujące

mute netflix recenzja

Netflix ma za sobą świetny rok imponujących wzrostów wpływów, liczby subskrybentów, a także ilości oryginalnych treści, które wyprodukował. Szkoda tylko, że zdecydowana większość to produkcje niewarte naszego czasu. W najlepszym wypadku serwis ma dla nas kiepskie, B-klasowe popłuczyny ze słabymi scenariuszami, które jawią się trochę jakby były odrzutami z filmowego śmietniska Fabryki Snów. „The Outsider”, „Tau”, „Mute”, „Game Over, Man” – to tylko kilka pozycji, które zajmują godne wysokie miejsca pośród najgorszych filmów, jakie widziałem w ostatnich latach. Z serialami nie jest już aż tak źle, ale mimo wszystko, o Netfliksie niby się mówi, a tymczasem najlepsze produkcje dostarczyło nam (po raz kolejny) HBO („Patrick Melrose”, „Barry”, „Ostre przedmioty”, „Kroniki Times Square”) i AMC („Terror”, „Zadzwoń do Saula”, „Kraina bezprawia”).

Showmax zwija się z Polski

showmax polska

To musiało się stać. Pomimo udanych i skutecznych kampanii reklamowych na światowym poziomie, Showmax nie poradził sobie na polskim rynku. Serwis ewidentnie chciał być największą alternatywą dla Netfliksa w Polsce, licząc zapewne, że uda im się ostatecznie ich przebić popularnością i liczbą subskrybentów nad Wisłą.

No, ale dobra reklama i kilka głośnych produkcji (w tym „Opowieść podręcznej”, dobry polski „Rojst” i zapowiadana premiera „Kleru”) na niewiele się zdadzą, jeśli cała ich biblioteka jest mało atrakcyjna dla widzów rozpieszczanych przez konkurencję. Do tego Polska jest zdecydowanie za małym rynkiem na aż tak duże nasycenie serwisami streamingowymi i kanałami premium.

Odszedł Stan Lee

Choć Stan Lee dożył pięknego wieku (95 lat!), to mimo wszystko jego śmierć strasznie mnie poruszyła. Towarzyszył mi przez całe życie. Był przewodnikiem po fantastycznych światach komiksów, które poznawałem w dzieciństwie. Nadal wielkim sentymentem darzę uniwersum Marvela, tym bardziej, że wspaniale sobie radzi w wersji filmowej. I jasne, Lee zostawił po sobie wielki, bogaty świat, który zachwyca kolejne już pokolenie odbiorców i porusza wyobraźnię, także filmowców. Miał też długie i bogate życie. Sam chciałbym takie przeżyć. Ale mimo wszystko jakoś tak smutno i pusto bez jego kolorowej osobowości na tym świecie.

Henry Cavill jako Wiedźmin w serialu Netfliksa

wiedzmin-henry-cavill

Hollywoodzka gwiazda w roli postaci stworzonej przez polskiego autora – takie coś nie dzieje się często. Właściwie to chyba w ogóle. Cieszmy się z tego i kibicujmy temu projektowi. Szkoda tylko, że, przynajmniej na chwilę obecną Henry Cavill jako wiedźmin Geralt średnio pasuje do tej roli. I nie chodzi tu nawet o jego możliwości aktorskie, bo ani on złym aktorem nie jest, ani Geralt nie jest też zbytnio rozbudowaną postacią od strony psychiki czy nawet mimiki. Mimo wszystko, Cavill wydaje mi się za młody do tej roli (biała peruka wygląda na nim jak tanie przebranie z konwentowych cosplayów). Ma też zbyt delikatną urodę. I tu ani zarost, ani blizna na twarzy niekoniecznie mogą pomóc.

Telewizyjna rozrywka stacza się coraz niżej

Zapotrzebowanie na ciekawe, oryginalne polskie treści jest wcale niemałe – wystarczy spojrzeć na coraz bardziej żenujący poziom rodzimej rozrywki w telewizji. Już pomijam produkcje docu-fiction, będące bliższymi i dalszymi kuzynami „Trudnych spraw” czy „Pamiętników z wakacji”. Przyglądając się takim tytułom jak „Żony Hollywood” czy „Top Model” można jeszcze mieć jako taki ubaw na zasadzie guilty pleasure. Sprawa jednak robi się poważniejsza przy okazji „Hipnozy”, „Iron Majdan” (choć przyznaję, tytuł udany) czy „Ameryka Express”, bo tu już nasze szare komórki stają w obliczu śmiertelnego zagrożenia.

Odeszła Aretha Franklin

REKLAMA

Królowa Soulu nie mogła odejść w gorszym momencie. Świat potrzebuje teraz jej głosu bardziej niż kiedykolwiek. To siła, która wyrastała z wrażliwości. Nikt tak pięknie, szczerze i przejmująco nie śpiewał o miłości, jej afirmacji, czasem braku. Aretha Franklin zostawiła po sobie przepiękny testament uczuć zaklętych w dźwiękach. Zróbcie sobie przysługę i przynajmniej raz na jakiś czas wróćcie do jej nieśmiertelnych przebojów.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA