Filmy  /  Recenzja

Jak wypadł pyskaty bohater w wersji familijnej? Recenzujemy film „Był sobie Deadpool”

Picture of the author

Mam wrażenie, że w naszym kraju świadomość istnienia różnych wersji ratingowych praktycznie wszystkich filmów jest niska. Zawsze oprócz oryginalnej kinowej wersji, powstawały wersje telewizyjne, familijne oraz tzw. inflight edits.

Te ostatnie przeznaczone są do wyświetlania w systemie rozrywki w samolotach. Zauważyliście, że filmy w samolocie mają często dopisek na początku edited for content? To właśnie ślad po specjalnym montażu.

Po co powstają edycje samolotowe? Są to praktycznie bardziej familijne wersje filmów. Przecież oprócz nas, mogą oglądać je siedzące obok dzieci. Dlatego przemontowanych zostaje wiele scen przemocy oraz seksu, a przekleństwa zamieniane są na inne wyrazy. Często film w wersji familijnej powstaje jednocześnie z wersją oryginalną - wykorzystuje się wtedy obecność aktorów na planie, aby nakręcić dwie wersje sceny. Często możemy się spotkać ze śladami takich scen w dodatkach do filmów w wersji na płytach.

Wchodzi Deadpool, cały na czerwono.

Deadpool jak to Deadpool - musiał zmienić zasady gry. Wersja świąteczna „Deadpool 2” czyli „Był sobie Deadpoool” powstaje później niż oryginalny film i do tego trafia ponownie do kin jako nowy tytuł z dokręconą pewną ilością scen oraz z dodanymi ramami fabularnymi. Ramy te to znana już z trailerów opowieść o Deadpoolu przedstawiana przed… Fredem SavageSmaczku dodaje fakt, że film ten trudno nam jest sobie wyobrazić w wersji familijnej, przeznaczonej w Polsce dla widzów od 13 lat.

Jak to się udało? Oto nasze wrażenia.

Byłem ciekaw, jak twórcy wybrnęli z sytuacji, gdy materiał jest pełen ostrych dowcipów. „Deadpool” i „Deadpool 2” były niedozwolone dla osób poniżej 13 lat. Filmy z tej serii były nie tylko nieodpowiednie dla dzieci - były nieodpowiednie dla większości dorosłych! Tym bardziej chciałem sprawdzić, w jaki sposób udało im się dokonać montażu - czarny i obrzydliwy humor często był przecież kluczowym elementem wielu scen.

Od razu uprzedzam rodziców dzieci młodszych niż 13 lat: w filmie pozostało wciąż sporo aluzji i ostrych dowcipów. Choć większość gestów, które nie pasują do filmu dla dzieci usunięto, wciąż zobaczymy sporo łapania za męskie tyłki czy opowiadania o… więziennym portfelu. Tak, więzienny portfel został.

Dodane sceny, w których pojawia się Fred Savage są świetne - i śmieszą naprawdę w niewymuszony sposób. Co ciekawe, dostajemy tutaj dodatkową warstwę meta. Cały Deadpool opiera się przecież na łamaniu czwartej ściany i świadomości bohatera. Tutaj mamy jeszcze dodatkowe ramy narracyjne, gdzie cały film jest komentowany przez Freda i Deadpoola. Niektóre z ich dowcipów są świetne - na przykład ten, który bawi się konwencją zastępowania brzydkich wyrazów „pikaniem”.

Czy odczułem, że w filmie czegoś zabrakło przez edycję PG-13? Nie, film był mniej więcej taki, jak pamiętam z seansu „Deadpoola 2”, z wyłączeniem bluzgów i z dość subtelną zmianą niektórych scen. Widać to zresztą na przykładzie długości filmu - ma on mniej więcej tyle minut, co oryginalna edycja.

Czy warto pójść na Był sobie Deadpool? Ja z przyjemnością odświeżyłem sobie dwójkę. Jednak największa atrakcja to fakt, że mogą go obejrzeć osoby, które filmu nie widziały. Moim zdaniem można sprawdzić „Był sobie Deadpool” zamiast „Deadpoola 2”. Do samodzielnej decyzji zostawiam natomiast pytanie, czy warto iść jeszcze raz dla kilku nowych scen, jeśli „Deadpoola 2” się już widziało.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst