REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Netflix pokazuje inne reklamy czarnoskórym klientom niż białym. O co tu chodzi?

Wiele wskazuje na to, że algorytm targetowania reklam sprawił, że Netflix, trochę niefortunnie, naraził się na oskarżenia o rasizm. Wcale nie bezpodstawne.

netflix like father rasizm
REKLAMA
REKLAMA

Na sytuację zwróciła uwagę blogerka Stacia L. Brown na swoim profilu na Twitterze.

Okazało się bowiem, że serwis polecił jej film "Jaki ojciec, taka córka", w którym główne role grają Kelsey Grammer i Kristen Bell, reklamując go plakatem z czarnoskórymi postaciami, które wystąpiły w tej produkcji w rolach epizodycznych.

Blogerka potwierdziła, że to nie przypadkowe niefortunne zdarzenie.

To część przemyślanego targetowania reklam przez Netfliksa postem z kolejnymi plakatami, które uwypukliły czarnoskórą obsadę pojawiającą się na chwilę w danych filmach kosztem głównych bohaterów.

W odpowiedzi na jej tweeta zaczęły pojawiać się też wpisy innych użytkowników Netfliksa, którym w podobny sposób "proponowano" treści:

Czy jesteśmy tego świadomi czy nie, Netflix nieustannie zbiera dane oraz obserwuje zachowanie swoich subskrybentów, których na chwilę obecną ma ponad 137 mln na całym świecie. Personalizacja treści w końcu jest nie tylko po to, by ułatwić życie użytkownikom, ale przede wszystkim, by umożliwić streamingowemu gigantowi sprzedawanie, proponowanie treści i odpowiednie budowanie biblioteki. Mniej lub bardziej świadomie pomagamy firmom tworzyć ich własne strategie rozwoju i kampanie. I jak wszystko na tym świecie, ma to swoje dobre i złe strony.

To, że Netflix dobiera zdjęcia promocyjne do swoich tytułów bazując na preferencjach swoich użytkowników to jedno, ale gdy czyniąc to wprowadza ich w błąd, zaczyna przekraczać cienką granicę kłamstwa w reklamie. I jasne, można próbować targetować właściwie każdy film pod kątem poszczególnego odbiorcy. To nawet przydatna i na pewno pomocna funkcja. O ile zrobi się to z głową.

Netflix odpiera zarzuty, jakoby korzystał z wrażliwych danych swoich użytkowników:

REKLAMA

Nie pytamy naszych subskrybentów o ich rasę, płeć czy przynależność etniczną, w związku z tym nie możemy targetować przekazu na podstawie takich danych. Jedyne informacje na jakich się opieramy to historia treści przeglądanych przez użytkowników – czytamy w oświadczeniu Netfliksa.

I nawet jeśli tak jest w rzeczywistości, to temu mechanizmowi przydałoby się jakiś usprawnienie. To zresztą kolejny przykład na to, że automatyzacja i mechanizacja potrzebuje jednak ludzkiej ręki. Jeśli pozwolimy maszynom sterować naszym życiem, to może będzie ono łatwiejsze i wygodniejsze, ale, jak dobrze wiemy, algorytm myśli zero-jedynkowo, a świat, niestety, jest o wiele bardziej złożony i pełen niuansów. Nawet jeśli chodzi o zwykłe podpowiadanie, jakie filmy do obejrzenia wybrać na Netfliksie.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: przedwczoraj
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA