REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Czy słowo showrunner powinno trafić do słownika, a remaki to rodzaj sushi? Rozmawiamy z Michałem Rusinkiem

O języku i zapożyczeniach opowiada Michał Rusinek - literaturoznawca, tłumacz i pisarz. 

michał rusinek
REKLAMA
REKLAMA

Z Michałem Rusinkiem miałem okazję porozmawiać przy okazji konferencji Talk’N’Roll, w trakcie której opowiadał o tym, jak zmienia się język polski, jak wiele nowych słów pojawia się w życiu codziennym.

Michał Rusinek w wywiadzie dla SW Rozrywka:

Konrad Chwast: Jak się pan czuje na konferencji, w trakcie której mówi pan o języku, a większość słuchaczy i prelegentów należy do branży IT?

Michał Rusinek: Muszę panu przyznać, że gdy byłem w podstawówce, to bardzo chciałem być informatykiem. Nie lubię podziałów na humanistów i nie-humanistów. W mojej pracy naukowej bardzo dużo dało to, że lubię matematykę i geometrię. Myślenie, którego uczą nauki ścisłe, bardzo dużo wnosi do myślenia w ogóle. A poza tym, jest bardzo wiele połączeń między branżą IT – nazwijmy to szeroko: informatyką - a językiem i językoznawstwem. Przecież tam też podstawą jest język i myślenie w kategoriach języka, sytemu.

Wracając do pana pytania, bardzo lubię spotykać się z innymi branżami, z ludźmi, którzy posługują się nieco innym językiem i funkcjonują w innych językach. Sporo daje mi to konfrontowanie się i sprawdzenie, czy to co mówię, jest zrozumiałe. Interesuje mnie nie tylko naukowość, ale też popularnonaukowość języka. Uważam, że o wielu rzeczach, a szczególnie o języku, należy mówić tak, żeby to było zrozumiałe dla ludzi z innych branż. Oraz dla dzieci.

W czasie wystąpienia na konferencji dużo mówił pan o zapożyczeniach z innych języków, w szczególności z języka angielskiego. W SW Rozrywka niemal codziennie spotykamy się z takimi słowami jak remake (w liczbie mnogiej: remaki), reboot. I z nimi jest ten problem, że znamy zasady, wiemy, jak one powinny zachowywać się, gdy je odmieniamy. To ich formy wyglądają czasem nienaturalnie.

Bo polszczyzna wielu rzeczy nie toleruje. Co więcej, to, co w miarę dobrze wychodzi w mowie, w piśmie już może wyglądać dziwnie. Można sobie w państwa branży wyobrazić taki tekst, który będzie złożony z samych słów tego typu, z polskimi końcówkami fleksyjnymi. Ważna jest przede wszystkim zrozumiałość. Inną sprawą jest profesjonalizacja języka. Moja żona jest lekarką i kiedyś poprosiła mnie, żebym przeczytał tekst naukowy jej autorstwa. Zrobiłem to i zorientowałem się, że w zasadzie rozumiem tylko spójniki. Poziom specjalizacji języka medycznego, jakim się posługiwała, był tak daleko posunięty, że ktoś spoza branży niemal nic z jej tekstu nie rozumiał.

michal rusinek

Ostatnio przy okazji dyskusji dotyczącej ekranizacji Wiedźmina popularność zdobyło słowo showrunner, showrunnerka.

Nie wiem nawet, co to znaczy. Ale brzmi podejrzanie.

W produkcjach odcinkowych to ktoś pomiędzy scenarzystą a producentem wykonawczym. Nadzoruje proces powstawania serialu. Nie jest to równoznaczne z reżyserem, bo w telewizji różni reżyserzy mogą reżyserować poszczególne odcinki.

Jak w przypadku House of Cards, kiedy Agnieszka Holland była reżyserem, a showrunnerem był jeszcze ktoś inny?

Tu pojawia się problem, że słowa showrunner nie ma jak zastąpić polskim odpowiednikiem.

Myślę, że można by zrobić narodowy konkurs na polską wersję showrunnera. Może “oberreżyser”? Żartuję oczywiście, bo to nie jest dobry zamiennik, także przez nagromadzenie głosek „r”.

Kiedyś powiedziało mi się jakieś dziwne słowo, neologizm, i zapytałem prof. Jerzego Bralczyka, czy takie słowo istnieje, bo sam nie byłem pewien. A on na to: „Skoro pan je powiedział, to już jest”. Żeby jakieś nowe słowo zaistniało szerzej, potrzebne są media, np. Spider’s Web. To dzięki wam jest szansa, że np. zamiennik showrunnera wejdzie do języka.

W sieci wybuchają starcia między ludźmi, którzy korzystają z zapożyczeń i tymi, którym te nowe słowa przeszkadzają. Ci drudzy zwykle nie przedstawiają żadnych alternatyw. Jaką drogę musi przejść słowo, aby weszło do języka?

To nie jest kwestia żadnej ustawy czy rozporządzenia, ale tzw. uzusu. Jeśli użytkownicy języka powszechnie posługują się jakimś słowem, np. zapożyczeniem, to językoznawcy po jakimś czasie dodają je do słowników. Są jednak takie słowa, które wchodzą do języka na krótko, na zasadzie mody, która przemija. Czynników, które decydują o wejściu słów do języka, jest bardzo wiele, tak wiele, że o języku chyba trzeba myśleć jak o żywiole, który żyje własnym życiem: jedne słowa wchłania, innych nie.

michal rusinek

Czasem pieszczotliwie, zamiast Facebook, pisze się Fejsbuk. Czy to jest poprawne?

To jest tak popularne medium, z którym jesteśmy tak oswojeni, że nie ma się co dziwić, że chcemy je oswoić także językowo. Jeśli będzie dłużej istnieć, bo w tej branży przecież nic nie wiadomo, to być może „fejsbuk” wejdzie do słownika. Nie miałbym nic przeciwko temu. Przyznam jednak, że „fejsbuń” czy nawet „buń” doprowadzają mnie do szału.

Dlaczego?

Są granice pieszczotliwości. I zarazem są granice uzależnienia od Facebooka.

A jak to jest z przysłowiami, cytatami, ze związkami frazeologicznymi, które z czasem również zmieniają swoje znaczenie? Na przykład cytat z wiadomej powieści „kończ waść, wstydu oszczędź” - ono jest dzisiaj używane inaczej niż zamyślił to sobie twórca.

Na przykład w reklamie proszku do prania Pollena 2000 było hasło “Ojciec, prać?”.

Właśnie, czy powinniśmy przejść do porządku dziennego nad tym, że one zmieniają swoje znaczenie?

No tak. Znowu wracamy do tego, o czym mówiliśmy wcześniej. Ważny jest uzus. Nie jest tak, że coś zostało na zawsze zakodowane. Jeśli ludzie czegoś używają inaczej, to takie słowo czy zdanie zmienia znaczenie. I funkcję.

REKLAMA

W programie Big Brother było tak, że nominowało się kogoś do tego, aby odpadł z programu. A słowo „nominować” jest przecież związane z nagrodą, z czymś pozytywnym. Przez ten program dzieci w szkołach mówiły „ja cię nominuję”, „zostałeś nominowany” – w sensie „wykluczony”. Nominacja zmieniła zupełnie konotację. Albo raczej: konotacje tego słowa zostały poszerzone o sferę znajdującą się po przeciwnej stronie tych oryginalnych.

*Autorem powyższych zdjęć jest Maciej Sobol.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA