1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Lektury szkolne nie muszą być nudne. Wystarczy wyciąć pewne fragmenty - pomyślał Andrzej Duda. I tak zrobił

Kancelaria Prezydenta jak co roku wybrała polską powieść czytaną w ramach akcji Narodowe Czytanie. Wybór padł na Przedwiośnie Stefana Żeromskiego. Sprawą mało kto by się zainteresował, gdyby nie fakt, że Prezydent Andrzej Duda zlecił skrócenie i przerobienie powieści na współczesny styl. I zaczęły się kontrowersje.

przedwiośnie

Zadania uwspółcześnienia powieści wydanej w 1924 roku podjął się Andrzej Dobosz, krytyk literacki i aktor znany z filmu Rejs. Dobosz pochwalił się na oficjalnej stronie internetowej Kancelarii Prezydenta, jak to pozbywał się niepotrzebnych staromodnych słów, nadmiaru przymiotników i powtórzeń. Sprawa przeszłaby niemal bez echa, gdyby nie pewien nadgorliwy użytkownik portalu Wykop, który podjął się próby sprawdzenia, co dokładnie zostało wycięte. I szybko doszedł do wniosku, że z Przedwiośnia wyrzucone lub zmodyfikowane zostało ponad 30 proc. tekstu.

Autor adaptacji, jak mu się podobało, poczynał sobie nie tylko ze stylem i językiem powieści, ale też z całymi scenami i wątkami. Szybko odezwały się głosy potępiające takie zachowanie i podkreślające z jaką herezją mamy w tym wypadku do czynienia. Nieliczni obrońcy zmian w dziele zaznaczali, że język Żeromskiego słabo się zestarzał i wywołuje obecnie skutek odwrotny od zamierzonego. I że nie warto z tego powodu tracić politycznej wymowy Przedwiośnia.

Cała afera jest w rzeczywistości tylko kolejnym przykładem na liście długiej listy porażek promocji czytelnictwa w Polsce.

W ramach Narodowego Czytania co roku wybierana jest pozycja z klasyki polskiej literatury, która jest publicznie czytana przez prezydencką parę i wybranych gości. Trudno tylko powiedzieć do kogo jest skierowana ta akcja. Do nieczytających w ogóle? Do miłośników polskiej prozy sprzed wieków? A może do samych autorów akcji?

Wybór Przedwiośnia został wytłumaczony w specjalnym liście przez Prezydenta pięknością i mądrością książki, która pozwoli zbliżyć się do wydarzeń z okresu odzyskania przez Polskę niepodległości. Andrzej Duda nie musi być specjalistą od literatury, a tym bardziej promocji czytelnictwa. Nikt go do tej roli nie powoływał.

Żeromski naprawdę nie jest jednak najlepszym wyborem do promocji czytania książek. Powszechnie zanudzający w ramach szkolnych lektur, wyśmiewany przez literaturoznawców i krytyków, atakowany za przesadny dydaktyzm oraz zdecydowanie nieporywające fabuły. Każdy ma oczywiście prawo do własnej oceny, ale z drugiej strony, skoro Przedwiośnie jest takie piękne i mądre, to dlaczego wyrzucamy z niego ogromne fragmenty?

Problem z powieścią Przedwiośnie jest prosty. Twórcy akcji Narodowe Czytanie chcieliby, żeby dzieło Żeromskiego było klasyką polskiej literatury pisaną współczesnym językiem.

narodowe czytanie andrzej duda
Przykładowa strona z zaznaczonymi zmianami

To nie tylko idiotyczny oksymoron, ale też wyraz głębszych problemów z podejściem do naszej literatury. Z uporem maniaka promujemy tylko dzieła sprzed ponad stu lat i starsze. Współczesna polska książka na salonach nie funkcjonuje, bo nie została napisana przez Mickiewicza, Sienkiewicza czy innego Prusa. W którym momencie w spisie lektur szkolnych pojawi się więcej niż jedna-dwie książki z drugiej połowy XX w.? Nie wspominając już o pozycjach z ostatnich dwudziestu lat. W 2070 roku?

To nie jest tak, że każde słowo w powieści Żeromskiego jest równie istotne, święte i nietykalne. Osobiście nie bardzo rozumiem sensu wyrzucania bez ładu i składu przymiotników, które z jakiegoś powodu podpadły Andrzejowi Doboszowi. Nie w tym jednak rzecz. Nawet mocno uwspółcześniony Żeromski nie wzbudzi w narodzie powszechnej pasji czytania. Wywody o szklanych domach i wizje politycznego ładu po wojnie bolszewickiej mają zaś dzisiaj niewielką siłę przebicia.

A nawet jeśli jakimś cudem komuś Przedwiośnie się spodoba i dzięki Narodowemu Czytaniu sięgnie po kolejną książkę Żeromskiego, to szybko zderzy się ze ścianą zaskakującego dla niego tekstu. Najpewniej poczuje się oszukany i odrzuci książkę po kilkunastu stronach. Jeżeli przypomina się tu wspomniany wcześniej Rejs, to nie bez przyczyny.

W Polsce jak zwykle wszystko jest na opak.

Konserwatyści tak bardzo chcą się napawać szlachetną klasyką, że gotowi są wywalić z niej wszystko to, co przestarzałe. Liberałowie prześcigają się z kolei w deklaracjach czytania Przedwiośnia w oryginale, choć przecież najchętniej sięgnęliby po zupełnie inną lekturę. A wszystko to ku chwale ojczyzny i polskiej książki! Rozumiem cierpieć za ojczyznę, ale czy naprawdę trzeba to robić w tak głupi sposób?