1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Zagłada od Netfliksa to podróbka Wojny światów, z niezłym zwrotem akcji

zaglada film netflix

Netflix nie zwalnia tempa i sukcesywnie powiększa swoją bibliotekę filmów science-fiction. Ich najnowsza propozycja, Zagłada, z Michaelem Peną w roli głównej, jest wprawdzie daleka od katastrofy, ale nie do końca satysfakcjonuje.

Peter (Michael Pena) oraz Alice (Lizzy Caplan) wiodą, wydawać by się mogło, udane życie. Mają dobrą pracę, dwie córki, pozornie wszystko się układa. Petera jednak dręczą potworne koszmary o inwazji obcych na Ziemię. Koszmary te sprawiają, że zaczyna zaniedbywać zarówno swoją pracę jak i rodzinę. Niestety okazuje się, że wyśniona przez niego inwazja nie była tylko okropnym snem – nieoczekiwanie stała się rzeczywistością.

Zagłada w pierwotnym założeniu miała w styczniu tego roku trafić do kin.

Ostatecznie studio Universal "wyrzekło się" praw do niego na rzecz streamingu. Trudno się dziwić.

O wiele większe zdziwienie rodzi fakt, że scenariusz do tej produkcji napisał Eric Heisserer, który całkiem niedawno zachwycił świat wspaniałym Nowym początkiem, czyli jednym z najlepszych filmów science-fiction dekady. Jego skrypt do Zagłady wydaje się być w najlepszym wypadku pierwszym szkicem, pełnym wstępnych pomysłów czekających na rozwinięcie. Brakuje tu tej samej głębi emocjonalnej oraz naprawdę wciągającej fabuły i tajemnicy, która intrygowałaby widza. Już same dialogi wypadają zwyczajnie słabo i mało przekonująco. Pełne są banałów i wyświechtanych fraz, zresztą bardzo prostych i oszczędnych.

Oczywiście dwójka głównych aktorów, czyli Michael Pena i Lizzy Caplan nadają im znośną formę, bo to solidni aktorzy. Hollywood nie otworzyło przed nimi swoich wrót w pełni. Oboje znajdują się raczej na jego obrzeżach, grywając drugoplanowe role bądź raz na jakiś czas znajdując dla siebie jakiś niezależny projekt. W Zagładzie oboje wykonują solidną, rzemieślniczą robotę.

zaglada netflix recenzja

Formalnie Zagłada prezentuje się nawet nieźle.

Zapewne na większym ekranie bylibyśmy w stanie bardziej docenić jego warstwę wizualną, ale pozostają nam tylko małe ekrany, na których na szczęście nowy film Netfliksa wygląda dobrze.

Na pewno nie jest to aż tak skąpo zainscenizowany film jak chociażby Tau, który wręcz porażał swoją taniością, w negatywnym tego słowa znaczeniu. Ma to zapewne swój powód w tym, że Zagłada planowana była na początku jako film kinowy. Nawet więc biorąc pod uwagę ograniczony budżet, zapewne i tak był on wyższy niż to na co przeważnie pozwala sobie Netflix.

Gołym okiem widać, że Zagłada kręcona była głównie w studiach filmowych, nie ma tu praktycznie ani jednej sekwencji, w której byłoby czuć oddech prawdziwych lokacji. Taki to już urok widowisk o niedużych budżetach.

zaglada netflix

Dominują tu dość oszczędne barwy. Nawet zapełnione przestrzenie wydają się puste i pozbawione życia. Widać, że reżyser wzorował się pod tym względem choćby na Mrocznym Rycerzu Christophera Nolana, a konkretniej tym, jak przedstawiane w nim było Gotham City.

Gatunkowo z kolei najbliżej jest Zagładzie (przynajmniej na początku) do Wojny światów wymieszanej z pierwszym Cloverfield.

Jeśli więc macie niedosyt filmów o inwazji obcych i wolne 90 minut, to Zagłada prawdopodobnie nasyci wasze potrzeby na pewien czas.

Oczywiście nie jest to film o tak świetnie rozpisanej dramaturgii jak Wojna światów, ani tak dobrze zrobiony, mimo małego budżetu, jak Cloverfield. To taki trochę mniejszy, biedniejszy kuzyn obu wspomnianych wcześniej dzieł. Przynajmniej do momentu, gdy wchodzimy w trzeci akt, który wita nawet niezłym zwrotem akcji, wyjaśniającym genezę owej inwazji oraz sennych wizji Petera. Sam w sobie jest on ciekawy, nawet jeśli niekoniecznie szokujący czy nadmiernie oryginalny. Ale też mimo wszystko brakuje mu odpowiedniej nadbudowy, solidniejszych fundamentów.

Ewidentnie czuć, że scenariuszowi zabrakło licznych szlifów, bo potencjał jest, tylko ugrzązł w schematycznych, prostolinijnych i banalnych rozwiązaniach.

Tym niemniej, na tle ostatnich katastrof Netfliksa w gatunku science-fiction, Zagłada nie jest wcale taka zła. To nadal kino klasy B, ale z ambicjami. Szkoda, że nie popracowano nad nim trochę dłużej, bo wtedy mógłby z tego wyjść kolejny wyjątkowy i poruszający dramat egzystencjalny w sosie science-fiction. A tak, zostaje nam jedynie średniej jakości rozrywka na weekendowy wieczór. Jeśli tyle wam wystarczy, to z czystym sumieniem nie będę odradzał seansu.