1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Zapomnij o fabule i posłuchaj ABBY. Mamma Mia: Here We Go Again! - recenzja

mamma mia

Musical Mamma Mia: Here We Go Again! błyszczy, świeci i rozbrzmiewa przebojami ABBY, które naprawdę są nieśmiertelne. W swoim gatunku to prawdziwy klejnot i jedna z mocniejszych propozycji ostatnich lat.

Przywołanie wszystkich braków i wad filmu Mamma Mia: Here We Go Again! zajęłoby więcej czasu, niż podanie zalet. Ale po co brać się za wady, skoro druga część filmowego musicalu to taka świetna rozrywka? Szczególnie dziś, pod koniec lipca, gdy na zewnątrz panuje taka piękna aura pogodowa.

Podobna do tej na greckiej wyspie, na której dzieje się akcja, mocno wyidealizowanej i spokojnej. Mamma Mia: Here We Go Again! kontynuuje wątki z pierwszej części, której premiera odbyła się 10 lat temu. Zabiera nas też do przeszłości, by wyjaśnić, jak Donna, w pierwszej części grana przez Meryl Streep, trafiła na wyspę. I rzecz jasna, dlaczego jej córka Sophie (Amanda Seyfried) ma... 3 ojców. Swoją droga, jakkolwiek utalentowana, pełna gracji i powabu Seyfried by nie była, jest w tej historii ktoś, kto przysłania jej blask. Ale o tym za chwilę.

Akcja Mamma Mia: Here We Go Again! toczy się równolegle w dwóch liniach czasowych.

Teraźniejszość, w której Sophie po śmierci swojej matki spełnia jej największe marzenie, remontując stary dom i urządzając w nim hotel. Przeszłość, oczami młodej Donny (Lily James), która w poszukiwaniu swojego miejsca trafia na ową wyspę. Po drodze spotykając trzech młodych dżentelmenów.

To Lily James jest dla mnie bezsprzecznie gwiazdą tego filmu.

O ile oglądając jej wcześniejsze role, między innymi w Baby Driver czy Kopciuszku, nie byłam jej jeszcze pewna, tak teraz widzę w niej ogromny potencjał i talent. W drugiej części musicalu z piosenkami zespołu ABBA pojawiają się postaci znane z części pierwszej. Wśród nich Pierce Brosnan, Stellan Skarsgard i przezabawny Colin Firth, czyli trójka adoratorów Donny. Do gwiazdorskiej obsady dołączył niewzruszony i poważny Andy Garcia oraz Cher. Ta z kolei wcieliła się w rolę babki Sophie, Ruby. Jej obecność w fabule jest dość zaskakująca, bowiem w pierwszej części pojawiała się ona w kilku krótkich wspomnieniach córki. Ale nic to.

Ruby idealnie pasuje do finału filmu, oczywiście pełnego śpiewu i tańca.

Wiecznie żywe melodie skomponowane przez członków zespołu ABBA nadal potrafią być bazą do świetnych aranżacji. W tym tkwi ich moc - to po prostu świetne piosenki. Raz stylizowane na grecką muzykę, innym razem rozpisane na orkiestrę, w filmie zyskały nowe godne wcielenia. Moment na premierę drugiej części musicalu jest dobry - jakiś czas temu szwedzka grupa zapowiedziała powrót do studia nagraniowego. Wszystko zatem składa się powoli w całość.

Ja bawiłam się świetnie przy tych odświeżonych wersjach mniej lub bardziej kiczowatych, zawsze mocno wpadających w ucho numerów ABBY. A do tego wzruszająca fabuła i sporo zabawnych scen. Wróżę, że takich jak ja będzie od groma.