1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Led Zeppelin ma już 50 lat. Wybraliśmy najlepsze kawałki zespołu

led zeppelin

Pół wieku. Tyle czasu minęło od powstania Led Zeppelin. Legendarna formacja narodziła się na zgliszczach grupy Yarbirds w 1968 roku. Za nimi więc ogromna część historii muzyki popularnej, którą sami tworzyli.

Do dziś pozostają niedoścignionym wzorem dla kolejnych pokoleń. Przyłączam się więc do świętowania ich 50. rocznicy i z tej okazji wybrałem moim zdaniem najlepsze utwory grupy.

Rok 2018 będzie obfitować w całą masę niespodzianek dla fanów. Możemy się więc już teraz przygotować na kolejne remastery ich albumów (już teraz wiadomo, że pojawi się wkrótce odświeżona wersja płyty live The Song Remains the Same). Na wspólny koncert żyjących członków grupy raczej nie ma co liczyć. Natomiast Zeppelini przygotowują bogato ilustrowaną książkę Led Zeppelin by Led Zeppelin. Będzie to, jak twierdza sami muzycy, pierwsza pełna biografia zespołu stworzona przez jego członków. Jej premiera ma mieć miejsce w październiku 2018 roku.

Nie da się jednak lepiej świętować jakiejkolwiek rocznicy danego zespołu, bez ponownego przesłuchania jego dorobku. Tak więc zapraszam was w muzyczną podróż po najlepszych dziełach gigantów rocka.

"Dazed and Confused"

Wprawdzie, jak się po latach okazało, Zeppelini nie są oryginalnym autorami tego kawałka (jest nim popowo-folkowy piosenkarz Jake Holmes), mimo tego Page i spółka nadali mu zupełnie nowego wymiaru. To jeden z pierwszych utworów, który w pełni pozwolił wybrzmieć wszystkim motywom, z których później będą znani Led Zeppelin. Blues-rockowy riff, genialne zmiany tempa i rytmu, fantastyczna praca perksuji Johna Bonhama. No i przeszywający, krzykliwy, pełen dramaturgii głos obdarzonego niesamowitą skalą Roberta Planta. Klasyka.

"Immigrant Song"

Mój ulubiony utwór Zeppelinów. Riff przewodni to mistrzostwo świata. Jeden z najlepszych, najbardziej charaktetystycznych i zapadających w pamięć w historii muzyki. Lirycznie "Immigrant Song" inspirowany jest nordycką mitologią. Trudno się więc dziwić, że ten jeden z największych przebojów Zeppelinów odegrał istotną rolę w promocji filmu Thor: Ragnarok, do którego pasował po prostu idealnie.

"Whole Lotta Love"

Słuchając tego niesamowitego kawałka trudno się dziwić, że Led Zeppelin przewodzili rockowej rewolucji lat 70. Jako całość jest po prostu obłędnym arcydziełem. Przewodni riff Page’a, wywodzący się z bluesa, można uznać za protoplastę heavy metalu. Jest genialny w swojej prostocie. Niby wydaje się oczywisty, ale by wpaść na coś takiego trzeba być wybitnym muzykiem. Praca sekcji rytmicznej w "Whole Lotta Love" to absulotny majstersztyk muzycznego rzemiosła.

Do tego w obrębie utworu co chwila jesteśmy raczeni nagłymi zmianami tempa i jazzowymi interludiami, w których Robert Plant jęczy i krzyczy z takim powerem, że trudno nie mieć ciarek na plecach.

"Achilles Last Stand"

Pod względem kompozycji i aranżacji "Achilles Last Stand" to moim zdaniem najlepszy utwór w dorobku Led Zeppelin. To w jaki sposób Jimmy Page poukładał i wymyślił tego 10-minutowego kolosa jest doprawdy trudne do ogarnięcia trzeźwym umysłem. To istny raj gitarowych brzmień, motywów i riffów porozsiewanych przez cały czas trwania tego arcydzieła. Nie miałbym nic przeciwko, gdybym musiał do końca życia słuchać tylko i wyłącznie samej ścieżki instrumentalnej "Achilles Last Stand".

"Since I’ve Been Loving You"

Duchowa kontynuacja "Dazed and Confused". Szczytowe osiągnięcie Led Zeppelin w blues rockowej kompozycji oraz prawdopodobnie najlepsze wykonanie wokalne w karierze Roberta Planta. I w ogóle jedno z najlepszych w historii muzyki. Nie tylko rockowej. To jak kreauje on, zarówno dramaturgię i intymność, emocje i pasję, jest po prostu niewiarygodne. No i ta skala!

"Since I’ve Been Loving You" w pełni pokazuje maestrię Zeppelinów, którzy w swoich czasach nie mieli sobie równych. Usłyszymy w nim wspaniałą, nastrojową sekcję rytmiczną, w której bas z perkusją są niczym idealni kochankowie, w pełni zgrani w akcie miłosnym. Na dokładkę Jimmy Page raczy nas jedną z najpiękniejszych i najlepszych solówek gitarowych w historii. Cały utwór ma wspaniałą, złożoną kompozycję z idealnie wymierzonymi "zwrotami akcji". Po prostu arcydzieło.

"Moby Dick"

Wszyscy wiemy dobrze, że choć kawałek ten zaczyna się od świetnego gitarowego riffu (aczkolwiek mocno inspirowanego twórczością Bobby’ego Parkera), to "Moby Dick" w całości należy do Johna Bonhama i jego solówki na bębnach. Nadal jest to niedościgniony popis maestrii i wirtuozerii, która zaprowadziła Bonhama prosto na muzyczny Olimp. Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliowości, kto jest najlepszym perkusistą w historii, to polecam obejrzenie koncertowej wersji "Moby Dicka", gdyż na żywo Bonham często rozciągał swoje solo do ok. 6 minut.

"Stairway to Heaven"

Zespół Led Zeppelin właściwie od swoich początków flirtował z muzyką folkową, ale jej najpełnieszą realizację grupa osiągnęła w "Stairway to Heaven". To utwór legenda. Jeden z filarów historii rocka (nawet biorąc pod uwagę fakt, że grupa do niedawna musiała mierzyć się z oskarżeniami o plagat). Jego kompozycja nie ma sobie równych. Zaczyna się od spokojnych, pięknych i nastrojowych folkowych motywów, nawiązujących przy okazji do muzyki Renesansu. Następnie tempo przyspiesza, przenosimy się w krainę klasycznego rocka - kapitalnych riffów, wspaniałych solówek, obłędnej pracy perkusji i basu. No i oczywiście fenomenalnego wokalu Roberta Planta, którego linie wokalne są po prostu przepięknie rozpisane.

"The Song Remains the Same"

Jedno z najbardziej wbijających w fotel otwarć płyty w historii muzyki. "The Song Remains the Same", który wita nas jako pierwszy kawałek na płycie Houses of the Holy, to prawdziwe arcydzieło. Na początek dwie 12-strunowe gitary nałożone na siebie tworzą istną ścianę dźwięku. Wybijany przez perksuję i bas rytm po prostu pędzi jak stado dzikich koni, których nie sposób powstrzymać. Tempo na chwilę zwalnia w psychodeliczych zwrotkach, ale niedługo później powracamy już to szaleńczego pędu.

"Heartbreaker"

W łączeniu bluesa z rockiem Led Zeppelin uczynili sztukę samą w sobie. Przejawia się ona w "Heartbreaker", czyli ojcu współczesnego hard rocka. Riff wiodący z miejsca wpada w ucho, tempo kawałka zapiera dech w piersi, a solówka Page, która pojawia się w połowie i towarzyszy nam już prawie do końca, jest jedną z najlepszych jakie powstały.

"The Rain Song"

Ponoć utwór ten powstał jako wynik wyzwania rzuconego Robertowi Plantowi przez George’a Harrisona z Beatlesów. Chciał on sprawdzić, czy Page jest w stanie napisać dobrą balladę. Page wyzwanie przyjął, otwarcie inspirując się twórczością Harrisona, i tak powstał piękny kawałek "The Rain Song". Jeden z najpiękniejszych w katalogu Led Zeppelin.

Oczywiście, znając Page’a trudno było oczekiwać banalnej ballady. Jego kompozycja jest nadzwyczaj ciekawa, różnorodna, pełna mnóstwa muzycznych smaczków, takich jak genialny akord Page’a, który przypomina swoim brzmieniem motywy hawajskie. Działa on na słuchacza wręcz hipnotyzująco, tworząc mocno psychodeliczną atmosferę. Orkiestracje łączące się tu z brzmienim akustycznej gitary i wokalem Planta zabierają słuchacza do kompletnie innego wymiaru.