1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Polacy kochają historyczne telenowele. Od Sienkiewicza aż po Koronę królów i Wspaniałe stulecie

Korona krolow - taka historia

Mundial i po Mundialu (przynajmniej dla Polaków). Nie dziwi więc, że Telewizja Polska systematycznie szuka nowych programów, które przyciągną widzów do telewizorów. Ogłoszono plany stworzenia kolejnego serialu historycznego, a od 2 lipca do TVP wraca też tureckie Wspaniałe stulecie. Jeśli myślicie, że wszystkie te seriale robione są na jedno kopyto, to macie rację. Strategia prezesa Kurskiego nie jest jednak tak szalona, jak się wydaje.

Przez wiele lat w polskiej telewizji brakowało produkcji o zabarwieniu historycznym. Zachłyśnięcie się wolnością skupowania zagranicznych licencji i formatów szybko poskutkowało masą identycznych lifestyle'owych produktów. Jedyne "niewspółczesne" seriale rozgrywały się w latach II wojny światowej. Widzowie szybko poczuli tęsknotę za dobrymi historiami, które działy się przed wieloma stuleciami.

Ta potrzeba została zauważona przez wszystkich największych telewizyjnych graczy, którzy zaczęli produkować i kupować nowe seriale historyczne. Oczywiście, jak to w Polsce, żadna ze stacji nie postawiła na wysoko-artystyczny serial z dobrym aktorstwem i ciekawie opracowanym scenariuszem. Belle Epoque było od początku naznaczone grzechem sztucznej elegancji i sztywnych dialogów typowych dla produkcji TVN-u. Pokazywane w Telewizji Polskiej seriale, takie jak Wspaniałe stulecie i Korona królów, to z kolei typowe dla publicznego nadawcy telenowele.

Niski poziom serialu nie musi jednak oznaczać niskiej oglądalności. Rozumie to prezes TVP.

Polacy od zawsze uwielbiali historyczne telenowele. Pseudoprawdziwe opowiastki, w których niewiasty są czyste i szczodre, a mężczyźni porywczy, choć o złotym sercu. Tak było od czasów Henryka Sienkiewicza, który jako pierwszy zrozumiał tę zależność. Większość zawsze wybierała ekscytującą, choćby nawet ahistoryczną przygodę nad mało pasjonujące fakty. Chcieli opowieści ubranej w historyczną otoczkę, żeby uciec od nudnej rzeczywistości, a nie żeby szukać opowieści o ludziach z podobnymi problemami.

Bo w telenoweli nikt nie ma zwyczajnych kłopotów. Wszystko jest poddane hiperboli. Romanse są jeszcze bardziej namiętne i tragiczne niż w rzeczywistości, walki o władzę bardziej krwawe, a choroby jeszcze poważniejsze. Oczywiście wszystko w ramach swoistej autocenzury – rzeczy mają wydawać się dramatyczne, ale nie mogą mieć prawdziwych konsekwencji. Jak inaczej zbudować ciągnącego się na setki odcinków tasiemca?

Korona królów może mieć wkrótce problem z utrzymaniem tej niezmienności, ponieważ czas historyczny w tym serialu biegnie stosunkowo szybko, a w przeciwieństwie do zwyczajowej telenoweli nie może być na pewien czas zatrzymany w bezruchu. A przy tym ma znacznie mniejszy budżet i skalę, choćby od Wspaniałego stulecia, więc nie może w ten sposób nadbudować liczby odcinków.

Wydaje się jednak, że w pewnym sensie to dla TVP niewielki problem.

Koronę królów zawsze będzie można tymczasowo zastąpić inną produkcją historyczną. Najważniejsze to stale podgrzewać nostalgię Polaków za filmowymi adaptacjami Sienkiewicza. Bardziej niż za powieściami, bo choć pisarz co roku okupuje wysokie miejsca na liście najczęściej czytanych, to czytelnictwo w Polsce zapewne nigdy nie wróci do dawnego poziomu.

Jeśli narzekamy, że Polacy nie doczekają się swojej Gry o tron, to powinniśmy spojrzeć na sprawę z każdej możliwej strony. Problemem oczywiście są budżet, rozmach i brak odpowiedniej platformy dystrybucyjnej (Showmax poświęcił się współpracy z Patrykiem Vegą). W rzeczywistości nie ma jednak takiej woli również ze strony odbiorców. Mnóstwo ludzi przyjmie z niezadowoleniem każdą próbę porwania się na „wielką historię” bez względu na finalny efekt. Reszta zaś woli się zadowolić oglądaniem pseudohistorycznych problemów Imperium Osmańskiego. Dawniej kibicowali oni Skrzetuskiemu, a obecnie Sułtance Kösem. Ważne, że widz i tak będzie zadowolony