REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Westworld nie jest nową Grą o tron, ale chyba sam George R.R. Martin napisał ten finał - recenzja

HBO odsłoniło właśnie wiele kart. W prowadzonej z widzami grze w kotka i myszkę weszliśmy na zupełnie nowy poziom. Drugi sezon Westworld zakończył się nie jednym, a kilkoma mocnymi uderzeniami, których nie powstydziłaby się Gra o tron. I nie chodzi nawet o śmierć ważnych postaci.

westworld 2 recenzja zakonczenie scena po napisach
REKLAMA
REKLAMA

Uwaga, spoilery!

Półtoragodzinny finał drugiej serii Westworld obfitował w zwroty akcji. Znaleźliśmy odpowiedzi na wiele dręczących pytań, z których większość była więcej niż satysfakcjonująca. Poznaliśmy naturę sekretnego projektu Williama oraz prawdziwy, choć modyfikowany w locie, plan Dolores. Dowiedzieliśmy się także, jakie zakończenie swych historii hosty napisały dla samych siebie.

Największym zaskoczeniem jest to, że większość graczy odpadła właśnie z gry.

Westworld jest zupełnie innym serialem niż Gra o tron i raczej nie stanie się kolejnym hitem HBO na jej miarę. Do tej pory nie szafował też bohaterami. Dzisiejszy finał mógł jednak pisać sam George R.R. Martin. Trup ściele się gęsto i to nie tylko podczas efektywnych bitew. Wbijane były przysłowiowe noże w plecy. A i rozgrywek o władzę na najwyższych szczeblach nie zabrakło.

Sojusznicy stawali się wrogami i na odwrót w ułamku chwili. Każdy z ważnych graczy realizował swoje cele, które często się wykluczały. Twórcy serialu odwalili kawał dobrej roboty - podobnie jak przy starciu Mężczyzny w czerni z Maeve z siódmego odcinka - jako widz w wielu scenach finału również nie umiałem sobie odpowiedzieć na pytanie, komu tak naprawdę kibicuję.

Westworld w przeciwieństwie do Gry o tron pozostaje jednak szalenie trudny w odbiorze.

Kilka linii czasowych i masa technicznego mumbo-jumbo nie ułatwiają zagłębiania się w serial. I bardzo dobrze, bo Westworld zmusza do wysilenia szarych komórek. W przeciwieństwie do klasycznej telewizji, rozwiązania zagadek nie są nam podawane na tacy. Musimy sami się ich domyślać, a twórcy w kilku obszarach pozostawili pole do interpretacji. Widzowie też grają.

Udało się jednak zachować zdrowy balans pomiędzy rzucaniem fałszywych tropów i wywracaniem do góry nogami status quo. Obawiałem się, że dogonienie króliczka pozostawi mnie z uczuciem pustki i rozczarowania, ale na szczęście udało się tego uniknąć. Nie da się jednak ukryć, że to, jak ta historia się kończy, nie jest aż tak istotne w kontekście tego, jak przebiegała.

Co to znaczy być człowiekiem?

Dolina okazała się metaforą Nieba dla hostów, ale produkcja HBO opowiada nie tylko o dążeniach i marzeniach sztucznej inteligencji, ale również - a może przede wszystkim - o ludziach jako gatunku. Westworld zadaje pytanie, czy tak naprawdę mamy wolną wolę. Czy jesteśmy tak wielowarstwowi i złożeni, jak nam się wydaje? Czy może wybór jest tak naprawdę iluzją?

Odpowiedź, jaką mają dla nas Jonathan Nolan i Lisa Joy, nie napawa optymizmem. Twórcy fikcyjnego parku się przeliczyli. Myśleli, że ludzie są bardziej skomplikowani, niż są w rzeczywistości. System wykonujący cyfrowe kopie kilku milionów gości Westworld zrozumiał, że sprowadzenie osobowości do poziomu kodu wcale nie wymaga zbyt wielu jego linii.

Boga nie ma, król jest nagi.

Smutną konstatacją po seansie jest, że ludzie nie tylko nie mają wolnej woli. Nie jest im dane dotknąć nieba. Ba, nie mogą go nawet dostrzec. Tak jak hosty widziały wyrwę w swojej rzeczywistości, która pozwalała osiągnąć im ziemię obiecaną - a wiedzeni byli tam niczym przez biblijnego Mojżesza - tak ich ludzcy towarzysze widzieli tylko roboty spadające z klifu.

Dolina nie jest jednak tym, czego hosty naprawdę oczekiwały. To kolejna złota klatka - tym razem w pełni cyfrowa, co mogłoby się wydawać adekwatne dla sztucznej inteligencji. W dodatku udało się ukryć ją poza zasięgiem ludzi, więc szefostwo korporacji Delos nie będzie mogło w prosty sposób wyciągnąć wtyczki, unicestwiając tym samym świadomości hostów wraz z ich wersją Nieba.

Nie wszystkim udało się jednak trafić do Doliny.

Finał był długi, ale nie rozmieniono go na drobne. Serial w wielu momentach potrafił wzruszyć, bo poskąpiono nam szczęśliwych zakończeń. Niemal wszyscy ważni gracze spotkali się w jednym miejscu, by wziąć udział w ostatecznej i nie do końca oczywistej konfrontacji. Pojawił się nawet Jeździec Apokalipsy (ale tylko jeden).

Warto nadmienić, że tak jak bohaterowie spotkali się w jednym miejscu, tak niekoniecznie w jednym czasie. Główne linie czasowe drugiego sezonu wreszcie w wyraźny sposób połączyły się ze sobą, ale wprowadzono też kilka nowych do chronologii Westworld. Fani będą mieli o czym myśleć przez kolejny rok albo i dwa lata, w zależności jak długo HBO każe nam czekać na kontynuację.

Co dalej z Westworld?

Wygląda na to, że po dwóch sezonach wreszcie opuściliśmy zlokalizowany na wyspie park na dobre. Dolores wskrzeszona przez Bernarda, w ciele o wyglądzie Charlotte Hale (którą, dodajmy, wcześniej zamordowała), opuściła Westworld wraz z kilkoma hostami w postaci modułów sterujących. Na lądzie zaczęła zapewniać już im nowe ciała w domu Arnolda.

Teraz nowy gatunek rozumnych istot będzie na dwa różne sposoby próbował walczyć o przetrwanie. Dolores i Bernard mają ten sam cel - chcą przetrwania swojego gatunku - ale będą dążyć do niego na odmienne sposoby. Samozwańcza przywódczyni rewolucji rozumie jednak, że są sobie nawzajem potrzebni. Widzę w niej jednak czarny charakter mimo szlachetnych pobudek.

Dolores i Bernard są teraz niczym Magneto i Charles Xavier z X-Menów.

Nie przeczę, że jestem zaintrygowany dalszymi poczynaniami tych bohaterów i ich rywalizacją, ale jednocześnie jestem nieco rozczarowany. Rozciągnięcie buntu maszyn w tegorocznej formie na kolejny sezon byłoby odgrzewaniem kotleta, ale z drugiej strony przeniesienie akcji na stały ląd do prawdziwego świata oznacza pożegnanie na dobre z otoczką Dzikiego Zachodu.

westworld 2 sezon recenzja bez spoilerów

Żegnamy się zresztą nie tylko z Westworld, ale też z pozostałymi parkami, które nam w tym sezonie zaledwie mignęły. Nie wyobrażam sobie, by po takim finale moglibyśmy cofnąć się do oglądania narracji w Shogun World czy Raj World. Wiemy już zbyt dużo, a bohaterowie osiągnęli zbyt wiele, by wrócić do poprzedniego etapu gry. Ten rozdział jest już zamknięty.

I szczerze mówiąc, bym się wcale nie obraził, gdyby Westworld już teraz się skończył.

Nie zrozumcie mnie źle - serial jest świetny. Finał zgrabnie spiął wątki. Na tyle zgrabnie, że mógłby być otwartym zakończeniem całego serialu, gdyby HBO zdecydowało się go skasować. Jonathan Nolan i Lisa Joy mają jednak ewidentnie pomysł na kontynuację i chociaż przetrzebili szachownicę, to zostawili sobie przestrzeń na sporo kolejnych ruchów.

Nierozwiązana pozostaje w końcu kwestia Mężczyzny w czerni, który już w poprzednim odcinku, doprowadzony do szaleństwa przez grę Forda, zaczął kwestionować naturę swojej rzeczywistości. Jego wątek został tylko pozornie domknięty… w scenie po napisach. Jeśli wyłączyliście serial zaraz po pojawieniu się ich na ekranie, to koniecznie obejrzyjcie tę końcówkę jeszcze raz.

westworld s02e09 recenzja
REKLAMA

Daje ona wgląd w to, co nas czeka. Oddaliliśmy się od Sweetwater tak daleko, jak nigdy wcześniej, a wraz z odległością poziom trudności. Nadchodzi kolejny etap długiej gry. Stawki rosną. I tak jak pierwszy sezon przedstawił nam park, a drugi pokazał kulisy buntu maszyn, tak trzeci będzie historią walki o przetrwanie nowego gatunku w obcym świecie. Już teraz nie mogę się doczekać.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA