1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV

Serial Roseanne ledwo wrócił, a już został skasowany. Powód? Rasistowski komentarz

roseanne serial

Roseanne Barr chyba nie da się już resocjalizować. Aktorka swoim niewyparzonym językiem, pełnym niewybrednego i podszytego nienawiścią słownictwa, przyczyniła się właśnie do skasowania serialu, który firmowała swoim własnym imieniem.

Nigdy nie byłem nadmiernym fanem serialu "Roseanne", którego klasyczne sezony z przełomu lat 80. i 90. można było oglądać swego czasu w rodzimej telewizji komercyjnej. Sitcomowa opowieść o losach amerykańskiej rodziny z klasy robotniczej doczekała się aż 9 sezonów i wypromowała na całym świecie Roseanne Barr i grającego jej serialowego męża Johna Goodmana.

Wielki powrót "Roseanne", który miał miejsce w marcu tego roku w stacji ABC, był dla wielu niespodzianką.

Show funkcjonowało jako swoisty reunion oraz reboot w jednym. Moment na premierę twórcy wybrali sobie idealny, mając na uwadze fakt, że w Ameryce rządzi obecnie Donald Trump. I to nie dlatego, że "Roseanne" jakoś szczególnie udanie się z niego naśmiewa, czy punktuje jego błędy. Wręcz przeciwnie. Serial ten w swoim 10. sezonie ewidentnie sympatyzował z polityką Trumpa i jego administracji, czasem mniej, czasem bardziej dosłownie.

Krytycy mieli mieszane uczucia, choć w większości zwracano uwagę na udany powrót do klasycznego formatu serii. Bezapelacyjnie 10 sezon "Roseanne" stał się wielkim sukcesem, jeśli chodzi o popularność i oglądalność. Według danych Nielsena nowe odcinki sitcomu śledziło aż 18 mln widzów. To potężny wynik! W dzisiejszych czasach osiąganie takich ratingów spokojnie można uznać za swoisty fenomen, bo jednak sztuką jest gromadzenie takiej widowni w kontekście linearnej telewizji.

Wszystko było na dobrej drodze ku temu, że "Roseanne", czy się to komuś podobało, czy nie, zostanie z nami na dłużej. Ale wystarczył jeden, niesmaczny i obrzydliwy tweet aktorki wcielającej się w serialową Roseanne, by cały ten sukces przeszedł do historii.

I co gorsza, nie była to krytyka rzeczowa.

Roseanne Barr napisała, że Valerie Jarrett jest "produktem kopulacji Bractwa Muzułmańskiego i Planety Małp". Nie mogę pokazać tego tweeta tutaj, gdyż aktorka po całym zajściu usunęła go z Twittera. Zostaje nam więc screen.

ROSEANNE tweet

Nie trzeba było długo czekać na komentarz samego prezesa Disneya, do którego należy stacja ABC, który podpisał się pod stwierdzeniem, że były to słowa "wstrętne, odrażające i niezgodne z reprezentowanymi przez stację wartościami".


Stacja w trybie natychmiastowym anulowała serial "Roseanne".

Dopiero po czasie aktorka zreflektował się nad swoim czynem:


Przepraszam Valerie Jarrett i wszystkich Amerykanów za zły i niewłaściwy żart z jej polityki i wyglądu. Powinnam była się zastanowić. Wybaczcie, mój żart był niesmaczny - napisała Roseanne.

Ciekawe, że nie jest to pierwsza tego typu wypowiedź osoby publicznej, która nie była w stanie zastanowić się nad tym, co pisze i jaki poziom reprezentuje.

Komentarze Roseanne dotyczące Valerie są wstrętne i nie są odzwierciedleniem przekonań obsady oraz ekipy związanej z naszym serialem. Jestem rozczarowana tym co zrobiła. To niesamowicie smutne i trudne dla nas wszystkich. Stworzyliśmy serię, w którą wierzyliśmy i byliśmy z niej dumni, publiczność ją kocha. Odseparowujemy się od opinii jednej członkini obsady -
Napisała w oświadczeniu producentka wykonawcza serialu Roseanne, Sara Gilbert.

Serial oraz jego powtórki zostały zdjęte z anteny ABC.

Zniknęły również z platformy Hulu oraz Comedy Central. W Polsce zapewne nie będzie nam dane go w ogóle oficjalnie oglądać, o ile ktoś w ogóle na niego czeka.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przez jedną, głupią i przepełnioną prymitywną nienawiścią wypowiedź pracę stracił cały legion ludzi tworzących serial. Setki osób z dnia na dzień zostało pozbawionych źródła dochodu i będą teraz mieli w CV niezbyt chwalebny wpis pracy przy serialu, który zniknął z anteny w atmosferze skandalu i kontrowersji.

Oczywiście stali się oni ofiarami show, przy którym pracowali. W jakiejkolwiek innej sytuacji odtwórca głównej roli zostałby po prostu zwolniony i zastąpiony kimś innym, ale w przypadku "Roseanne", serialu, który od 30 lat ściśle powiązany jest z postacią aktorki Roseanne Barr (sam tytuł zawiera przecież jej imię), nie było innej opcji, niż anulować całą produkcję.

Miejmy nadzieję, że tego typu lekcja da wielu ludziom do myślenia i pokaże, że warto się zastanowić trzy(naście) razy, zanim się coś powie. Niby wydaje się to oczywiste, ale widać nie każdy ma tyle rozumu i przyzwoitości, by darować sobie publiczne obrażanie ludzi w tak prymitywny sposób.