1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Jeśli "Deadpool 2" jest odgrzewanym kotletem, to ja go zjadam ze smakiem - recenzja

eurowizja

Niepoprawny politycznie najemnik z niewyparzoną gębą powrócił. Nadal kpi i szydzi, ale już nie solo, a w zespole. Ryan Reynolds leci po bandzie i jak zwykle bawi do łez. Czasem swoim, a najczęściej cudzym kosztem. "Deadpool 2" - recenzja.

W recenzji unikam spoilerów i nie skupiam się na fabule, ale i tak w przypadku tego filmu zwroty akcji nie są kluczowe.

"Avengers: Koniec gry" pobił wszelkie rekordy box office, a to "Deadpool" okazał się najlepiej zarabiającym filmem o superbohaterach, tyle że w kategorii R. A co jeszcze łączy te dwie produkcje? Chodzi o Thanosa Josha Brolina, który tym razem urwał się chyba z uniwersum DC Comics.

Deadpool 2 zwiastun

Ryan Reynolds szydzi z siebie, kolegów po fachu oraz całej spuścizny współczesnej popkultury i nie bierze jeńców.

Kina i serwisy streamingowe zalewane są filmami o superbohaterach kręconych na jedno kopyto. Poważni, piękni i młodzi, którzy ratują świat, tylko od czasu do czasu pozwalają sobie na zabawnego one-linera. Deadpool już w pierwszej części odwrócił proporcje, a sequel idzie jasno wytyczoną ścieżką. Nie ma dla niego żadnych świętości.

Tak naprawdę film to pastisz całego gatunku, w którym sceny akcji przeplatane są łamaniem czwartej ściany. Scenariusz to tylko pretekst do zabawy formą i strojenia sobie przez dwie godziny z hakiem żartów. Zarówno tych świetnych i inteligentnych, jak i tych prostych oraz… tych do bólu prostackich.

Jeśli komuś przeszkadza kloaczny humor, nie powinien nawet zbliżać do HBO, gdzie obecnie można znaleźć obie części serii "Deadpool".

Oba filmy są do siebie podobne - wszyscy, którzy (wybaczcie, ale stałem się już druhem Deadpoola) nie mają długopisu kija w dupie i dobrze bawili się na pierwszym "Deadpoolu", powinni i po dwójce mieć brzuch bolący ze śmiechu. Jucha leje się strumieniami, flaki fruwają na wierzchu, a gdyby puścili ten film w telewizji przed 22:00, to od pikania cenzury pękłby mi łeb.

Co tu dużo mówić - "Deadpool 2", wbrew temu, co podczas seansu zdaje się sugerować Ryan Reynolds, nie jest filmem familijnym. I nie chodzi tutaj nawet o brutalność i żarty z podtekstem seksualnym. Film jest napakowany odniesieniami do popkultury końca XX wieku niczym "Ready Player One" i tylko starsi widzowie wyłapią wszystkie smaczki.

"Deadpool 2", czyli Więcej i Lepiej.

Nadal nie chce mi się wierzyć, że studio Fox, które niedawno ubiło na kolejną dekadę "Fantastyczną Czwórkę", zgodziło się na pierwszego "Deadpoola". Film o superbohaterze w kategorii R okazał się jednak strzałem w dziesiątkę, i - czego Reynolds nie omieszkał przypomnieć - nie pobił w Stanach jedynie Pasji.

Nic dziwnego, że pojawił się sequel, w którym główny bohater znów żartuje sobie ze wszystkich pozostałych filmów o superbohaterach. Obrywa się zarówno DC Extended Universe, jak i Avengersom od Marvela, a nawet… X-Menom wytwórni Fox. Deadpool, jeśli zechce, trafia tak celnie, że aż boli w samym środku serduszka.

deadpool ryan reynolds

Wbrew obawom Fox nie stępił Deadpoolowi pazurków, ale szponów z adamantium też mu nie dorysował.

Marvel w ostatnich latach nieco uczłowieczył Deadpoola w swoich zeszytach i z niemoralnego najemnika zrobił z niego anty-bohatera. Na szczęście twórcy filmowi nie idą ścieżką wytyczoną przez komiksowy pierwowzór i trzymają się swojej interpretacji sprzed dwóch lat. Co ma plusy i minusy.

Podczas seansu śmiałem się wielokrotnie do łez, ale nie mogę też powiedzieć, by Ryan Reynolds i spółka stworzyli po raz kolejny coś odświeżającego, przełomowego. Tak jak "Deadpool" był czymś orzeźwiającym dla gatunku, tak "Deadpool 2" jest - tylko i aż - solidnym sequelem.

Co wcale nie oznacza, że Deadpool jako bohater się w ogóle nie zmienił.

Fox próbuje nadać opowieści morał, ale i to robi w sposób bardzo wyważony. Kilkukrotnie podczas filmu Wade Wilson ma nam do powiedzenia coś ważnego i ponadczasowego, ale nawet w tych momentach nie wyrywa się konwencji i na całe szczęście nie staje się (niezamierzoną) karykaturą samego siebie.

deadpool 2 first reactions

Podczas seansu nie opuszczało mnie jednak wrażenie, że chociaż oglądam to samo, tylko lepiej, to już nie jest to samo. Może twórcy sami tego nie chcieli, a być może to włodarze z Foksa już dawno poluzowali krawaty do samego końca, ale tak jak "Deadpool 2" to świetne widowisko, tak nie zaskakuje jak za pierwszym razem.

Pytanie tylko, czy sequel takiego filmu w ogóle miał prawo nadal szokować i wywoływać zachwyty?

Jestem świeżo po seansie i nadal biję się z myślami. Z jednej strony brakowało efektu wow na miarę poprzedniej części, a z drugiej strony już dwa lata temu Ryan Reynolds tak pojechał po bandzie, że poprzeczka odleciała w atmosferę. Deadpool jej przeskoczyć nie próbuje. On po prostu robi swoje.

X-Meni tego nie wiedzą, ale pierwszy raz, cóż, przeżywa się tylko raz. Wade Wilson podczas drugiej randki w kinie udowodnił, że ma kilka asów w rękawie, ale nie ma mowy o zupełnie nowym rozdaniu. Na szczęście tym, co ma, gra wspaniale. "Deadpool 2", podobnie jak "Avengers: Koniec gry", jest kwintesencją kina rozrywkowego.

deadpool ryan reynolds

"Deadpool 2" ma w dodatku chyba pajęczy zmysł, bo broni się przed atakami, zanim ktoś je wyprowadzi.

Pomijając uwagę dotyczącą wtórności, której uniknąć się nie dało, "Deadpool 2" się broni. Dosłownie. Ze względu na nietypowy - jak na ten gatunek kina - motyw, Wade Wilson mógł skierować dyskusję na temat filmu na właściwe (dla siebie) tory już w trakcie seansu i ubiec nieżyczliwego widza.

Wilson zresztą często łamie czwartą ścianę, choćby po to, by zgasić krytyków. Jak tylko w mojej głowie formowała się myśl, że coś nie ma sensu, Deadpool odnosił się do tego i sam zauważał, że tutaj producent pożałował kasy na efekty, tu będzie cała walka w CGI, a tam scenarzyści się nie wysilili. Może nie wyszukane, ale cwane.

Tak samo cwane było to, że dostaliśmy mniej Deadpoola w "Deadpoolu".

W poprzednim filmie Fox musiał poświęcić czas na pokazanie genezy tej postaci. Co prawda nie w każdym filmie jest to niezbędne, co udowodniło Sony, ale jednak Deadpool to nie Spider-Man, by przeciętny zjadacz popcornu znał jego wujka Bena i wiedział o radioaktywnym pająku znał jego origin story.

deadpool-2-poster

W sequelu etap introdukcji głównego bohatera mamy już za sobą, więc Deadpool od samego początku robi to, co umie najlepiej: strzela, łamie kończyny, odcina głowy kataną i korzysta podczas walki z gadżetów, za które wytwórnię pozwą pewnie teraz twórcy Playerunknown’s Battlegrounds. Coś pięknego.

Ale choć w intro Reynolds przypomina, że nie lubi się dzielić światłem reflektorów, to w samym filmie nieco usuwa się w cień.

Oprócz tytułowego najemnika w "Deadpool 2" pojawia się kilku starych znajomych i masa zupełnie nowych postaci. W filmie pojawili się X-Meni (w okrojonym rzecz jasna składzie), członkowie świeżutkiego X-Force, przybywający z przyszłości posępny Cable, władający ogniem młody Russel oraz bliscy Wade’a.

Największe obawy budził oczywiście Cable, który po raz pierwszy pojawił się na dużym ekranie i to w filmie, który z założenia nie mógł wziąć tej postaci na poważnie. I tak jak Josh Brolin jako Thanos wypadł wprost fenomenalnie, tak jako wychowany w przyszłości syn Cyklopa i Jean Grey, co najwyżej dobrze.

Kupili mnie za to członkowie X-Force.

Już od dawna wiemy, że "Deadpool 2" wprowadza nową grupę „moralnie gibkich” postaci. Wade Wilson nie tylko uznał X-Menów za przestarzałą metaforę rasizmu z lat 60. ubiegłego wieku, ale też postanowił stworzyć grupę przystającą do współczesnych realiów, w której nazwie nie została zawarta płeć jej członków.

Co prawda w kontekście tego, że w X-Force pojawiła się tylko jedna przedstawicielka płci pięknej, nieco się z tym kłóci - co, biorąc pod uwagę wydźwięk filmu, mogło być zresztą intencjonalne - ale Domino po prostu kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Jej kreacja spodobała mi się bardziej niż Cable.

Z drugiej strony żałuję, że "Deadpool 2" nie był jednak bardziej kameralny.

Wprowadzenie nowych postaci i danie im sporo czasu na ekranie było świetnym krokiem, ale miałem poczucie, że nie poznałem ich zbyt dobrze. "Avengers: Infinity War" miał kilkadziesiąt postaci, ale w uniwersum rozwijanym na przestrzeni 18 filmów. Deadpool ze starszym od MCU uniwersum X-Men jest związany tylko umownie.

No i nie wszyscy drugoplanowi bohaterowie - nie oszukujmy się, pierwszoplanowy jest jeden - zostali w pełni wykorzystani. No ale hej, i tutaj Reynolds odbił piłeczkę, zanim poleciała w jego stronę. Szukał „ludzi, którzy pociągną franczyzę przez następne 10 lat”, a "Deadpool 2" to takie origin story dla X-Force.

Szkoda tylko, że w kampanii promocyjnej pojawiło się zbyt dużo gagów.

Marketingowo studio Fox rozgrywa Deadpoola wzorowo, ale klasyczne zwiastuny, co niestety staje się normą w Hollywood, pokazały za dużo. Z bólem muszę stwierdzić, że część z najlepszych dowcipów poznaliśmy już przed premierą, przez co podczas seansu nie śmieszyły tak bardzo, jak za pierwszym razem.

Na szczęście twórcy nie wyprztykali się przed premierą dokumentnie ze wszystkiego, więc mogę im to wybaczyć. Tym bardziej że choć finalnie nieco uwag do tego filmu mam, tak seans zakończyłem z bananem na twarzy, a o to w tym wszystkim przecież chodzi. No i chętnie go powtórzę - bo obie części "Deadpoola" trafiły właśnie do HBO GO.