1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Obejrzałam pierwsze odcinki serialu Syrena, a mogłam oglądać Małą Syrenkę i bawiłabym się lepiej

Obejrzałam pierwsze odcinki Syreny, a mogłam oglądać Małą Syrenkę

Obejrzałam pierwsze dwa odcinki serialu Syrena, udostępnione ostatnio na HBO GO. A mogłam w tym czasie oglądać Małą Syrenkę. Liczyłam na horror fantasy, a dostałam produkcję przygodową ze średnimi dialogami. A mogła to być taka fajna historia. 

Nadmorskie miasteczko Bristol Cove słynie ze swojej syreniej historii. Niektórzy mieszkańcy nadal wierzą w ich istnienie, na przykład Helen, która sprzedaje morskie pamiątki. Pewnego dnia do miasta sprowadza się tajemnicza dziewczyna o imieniu Ryn, co oczywiście wywołuje zamęt. Na pewno w życiu niejakiego Bena Pownella, biologa, który próbuje pomóc dziewczynie. Mężczyzna dość szybko połapuje się, że ma do czynienia z magiczną istotą. Z wcześniejszych zapowiedzi dowiadujemy się, że między dwojgiem pojawi się uczucie. Nie mogę sobie tego na razie wyobrazić. Przy okazji pojawienia się Ryn, Ben dowiaduje się także nieco o mrocznej historii swojej rodziny, która w przeszłości wyrządziła wielką krzywdę syrenom.

Zwiastun serialu zawierał kilka niezłych, dynamicznych scen, zilustrowanych dodatkowo odpowiednią muzyką. Co prawda nie liczyłam na wartką akcję przez większość odcinka, ale spodziewałam się, że chociaż trochę jej będzie. Tymczasem fabuła dwóch pierwszych odsłon nie była w stanie mnie przyciągnąć. Co innego animowana Mała Syrenka z 1989 roku - tam poziom dramatyzmu jest tak wysoki, że trudno byłoby mi odkleić się od ekranu. Choćby wątek pięknego głosu Arielki, który ta poświęciła, by dostać szansę na spotkanie z ukochanym księciem. Syrenie Ryn głosu nie brakuje, ale nie zna ludzkiej mowy. Jej rzekomo urzekający śpiew brzmi tak, jakby wydobywał się z przenośnego odtwarzacza, a nie z jej strun głosowych.

Po obejrzeniu tych odcinków wiem już, kim jest tajemnicza Ryn (OK, tego każdy domyślał się po zwiastunie, jednak czekałam na potwierdzenie), dlaczego wyszła na ląd i kto z mieszkańców Bristol Cove będzie jej pomagać. Bohaterowie nie przekonują mnie swoją grą, postać głównej bohaterki wywołuje we mnie lekką irytację, zaś dialogi trącą banałem.

Często odzywają się Captain Obvious i jego kumpel Suggestion Boy (Powinniśmy sprawdzić zapis w rejestratorze).

OK, w Małej Syrence dialogi tym bardziej trącą banałem, ale przynajmniej są zabawne. Na przykład kwestie rybki zwanej Florkiem czy kraba Sebastiana. Trudno nie ulec ich wdziękowi!

W główne role serialu Syrena wcielili się młodzi aktorzy Eline Powell i Alex Roe. Ten drugi grał między innymi w młodzieżowym serialu The Fugitives. To ich pierwsze tak poważne role, więc trudno znaleźć punkt odniesienia w ocenie ich gry aktorskiej. Póki co - ta nie powala.

Zapowiadało się nieźle, pierwsza scena wyglądała całkiem mrocznie, mógł wyjść z tego całkiem ciekawy thriller.

Rybacy wyciągają z morza sieć, oprócz ryb trafiło do niej nieznane stworzenie… Po chwili niepokoju zwierzę uwalnia się z sieci i w mgnieniu oka kryje gdzieś na pokładzie. Przerażeni rybacy nie wiedzą, co się dzieję, niewidoczny drapieżnik atakuje jednego z nich, mężczyzn ogarnia panika i wielki strach. I to chyba jedyna scena, która zapadła mi w pamięci na nieco dłużej. Ale na pewno nie na tak długo, jak historia dzielnej Arielki, jej przygód i walki o uczucie.

Widziałam w Syrenie całkiem spory potencjał, ale po dwóch pierwszych odcinkach nie daję się uwieść tej baśni. I nie wiem, czy sięgnę po pozostałe osiem odcinków pierwszej serii.