1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Hela, Loki i Nebula. Oto 6 najciekawszych superłotrów z filmów Marvela

loki

Filmy Marvela bywają chwalone przez widzów i krytyków. Ich najsłabszym ogniwem pozostają jednak postaci arcyłotrów. Na dużym ekranie sprowadzani są oni w do taśmowo tworzonych i jednowymiarowych przeciwników. 

Mimo wszystko MCU z czasem coraz poważniej podchodzi do kreacji czarnych charakterów, czego najlepszym i najświeższym przykładem jest Killmonger z "Czarnej Pantery". Poniżej kilka innych przykładów ciekawych łotrów w uniwersum Marvela.

Mandarin

mandarin

To z pewnością najbardziej kontrowersyjny ze wszystkich arcyłotrów Marvela, jakich widzieliśmy na ekranie kinowym. Spotkałem się ze skrajnymi opiniami o Mandarynie, ale w większości były one potwornie negatywne.

Ja natomiast, jako że nie znałem wcześniej komiksowego uniwersum Iron Mana, nie znałem też i postaci Mandaryna, tak więc jego filmowa emanacja była dla mnie strzałem w dziesiątkę. W zalewie bezbarwnych czarnych charakterów, którzy marzą o zniszczeniu i władzy nad (wszech)światem, Mandaryn był zawadiackim mrugnięciem okiem do widza niekoniecznie zaznajomionego z komiksowymi pierwowzorami.

Co więcej, jest on też pastiszem niemalże każdego bad guya, jakiego oglądaliśmy w kinie rozrywkowym, w kapitalny sposób igrający ze schematem i oczekiwaniami popcornowego widza.

Grandmaster

grandmaster

Cały Thor: Ragnarok jawi się niemal jako SNL-owy pastisz dwóch poprzednich  filmów z serii jak i całego MCU. Twórcy niemalże na każdym kroku mrugają do widza i próbują przewrócić na głowie każdy znany nam schemat. I taki też był Grandmaster. Wprawdzie nie jest to główny czarny charakter filmu, ale jego ekranowa charyzma i niezwykły, rozrywkowy styl bycia sprawiają z miejsca dołączył on do najbardziej barwnych postaci, jakie oglądaliśmy ostatnio w kinie mainstreamowym.

Grandmaster narodził się miliony lat temu, pewnego dnia został władcą planety Sakaar, gdzie oddał się w pełni swojej pasji do gier i hazardu, urządzając kosmiczne walki gladiatorów. Całkiem ciekawy pomysł na spędzenie wieczności.

Nebula

nebula

Nebula to jedna z najbardziej tragicznych postaci uniwersum Marvela. Córka Thanosa, jednej z najpotężniejszych istot we wszechświecie. Całe jej dzieciństwo było naznaczone traumą i nienawiścią do swojej siostry, Gamory. Nebula to potężna niszczycielska żywa broń, ale też postać, która potrafi wzbudzać największe współczucie i zrozumienie u widza. Jest skryta, skupiona na celu, perfekcyjnie wytrenowana i - na swój kosmiczny sposób - piękna.

Hela

hela

Pierwsza żeńska Nemesis Marvela musiała zostać przedstawiona z pompą. Nie dość, że zagrała ją sama Cate Blanchett to jeszcze na samo wejście zniszczyła dotąd niezniszczalnego Mjolnira, czyli młot Thora. Historia Heli jest też o wiele ciekawsza, niż się to początkowo wydawało. Okazało się bowiem, że była ona siepaczem samego Odyna i zabijała w jego imieniu. Gdy jej potęga zaczęła wymykać się spod kontroli, Odyn użył całej swojej siły, by zamknąć ją w innym wymiarze.

Dopiero śmierć Odyna ją uwolniła. Jej pojawienie się wprowadziło niemałe zamieszanie w życiu zarówno Thora jak i Lokiego, którzy niespodziewanie dowiedzieli się, że mają siostrę, która jest boginią śmierci.

Killmonger

Erik Killmonger

Brawurowo granny przez Michaela B. Jordana Killmonger to postać ważna i tragiczna. W dzieciństwie stracił ojca, co z kolei naznaczyło całe jego dalsze życie piętnem zemsty. Z czasem poszukiwanie zabójców ojca ewoluowało w krucjatę mającą na celu zdobycie Wakandy i pomoc czarnoskórym mieszkańcom Ziemii w uzyskaniu odpowiedniego arsenału, po to by byli w końcu w stanie bronić się przed opresją ze strony świata. Choć z jego filozofią i sposobem działania można polemizować, było nie było Killmonger to przepełniony złością najemnik-morderca, nie sposób chociażby na jakimś poziomie, nie zrozumieć jego motywacji, a nawet pod wieloma względami, nie przyznać mu racji.

Loki

loki

Jeśli miałbym wskazać jeden pozytywny element filmów o Thorze (który jako seria jest najsłabszym tworem Marvela) to bez zastanowienia byłby to Loki, kapitalnie grany przez Toma Hiddlestone’a, dla którego była to też przepustka do wielkiej sławy. Loki to idealny przykład dla wszystkich malkontentów narzekających na nijakość czarnych charakterów MCU. Trudno o bardziej złożoną i niejednoznaczną postać, która potrafi wzbudzać lęk, strach, sprawić, że go nienawidzimy, by niedługo później kibicować mu, a nawet polubić.

Loki z miejsca stał się ulubieńcem milionów widzów na całym świecie, a jego losy w kolejnych odsłonach przygód Thora i Avengers rozwijały się w naprawdę ciekawym kierunku. Co ważne, daleko mu do typowego łotra znanego z kina rozrywkowego, jako że w jednym filmie potrafi być bezwzględnym mordercą, a w innym niemalże bohaterem, który jest w stanie pomóc herosom w pokonaniu większego zła. Oczywiście zawsze mając w zanadrzu jakiś niecny plan, który zamierza wykorzystać na swoją korzyść przy nadarzającej się okazji.