1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Więzień labiryntu: Lek na śmierć jest jak kolejny odcinek serialu - recenzja

Więzień labiryntu: Lek na śmierć, czyli znośne odcinanie kuponów

Gdzieś już to widziałem. Świat stoi na krawędzi zagłady, a bezduszna korporacja ściga głównego bohatera. Choć pomysł na Więźnia labiryntu jest nieco bardziej skomplikowany, to jego świat pełnymi garściami czerpie z Resident Evil, Igrzysk śmierci czy nawet Mad Maksa.

Ten ostatni przeszczepiony został do sekwencji otwierającej Lek na śmierć. Wśród piaszczystych pustkowi wraz z grupą młodych rebeliantów, na czele których stoi Thomas (Dylan O'Brien), czaimy się na pociąg, jak w starym, dobrym westernie. Zasadzka ma prowadzić do uwolnienia Minho (Ki Hong Lee), z którym Thomas był kiedyś wieziony w tytułowym labiryncie.

Obecnie Minho siedzi za kratkami w jedynej niezdegenerowanej firmie świata o złowrogiej nazwie WCKD. Nie jest ona zepsuta do szpiku kości jak Umbrella, której czoła stawiała Milla Jovovich. Pracują w niej bowiem naukowcy, którzy wykorzystują dzieciaki do badań laboratoryjnych. W nich kryje się lek na wirus, który zamienia ludzi w zombie.

Thomas nie chce skończyć jak szczur laboratoryjny, ale jego sympatia z poprzednich filmów dostrzega dobre intencje w działaniach WCKD. Druga część zostawiła nas bowiem wobec zdrady Teresy (Kaya Scodelario). Myliłby się jednak ten, kto po Więźniu labiryntu spodziewa się głębokich dylematów moralnych.

To lekki, wypełniony akcją film dla nastolatków.

W Leku na śmierć akcja gna na złamanie karku od punktu kulminacyjnego do punktu kulminacyjnego. Nie zastanawiamy się długo nad tym, kto ma rację: czy lepsza jest wolność czy odpowiedzialność za przyszłość ludzkości. O wiele ważniejszą rolę pełnią tu akrobacje wypełnione świetnie zrobionym CGI. Jest ich jednak tak dużo, że po pewnym czasie zaczynają nudzić powtarzalnością.

A Lek na śmierć to nie jest krótki film. Trwa prawie 2,5 godziny. Przez ten czas widzimy bohaterów stawiających czoła dość generycznym wyzwaniom. Do próby uwolnienia przyjaciół dołącza ucieczka i pościg. Następnie bohaterowie znowu zostają schwytani i fabuła zatacza krąg. To wszystko widzieliśmy już nie tylko w poprzednich częściach, ale i pokrewnych, młodzieżowych seriach: Igrzyskach śmierci i Niezgodnej. Co jeszcze łączy tę trójkę? Historie, które opowiadają, zaczynają gonić w piętkę.

Dylan O'Brien o wiele lepiej wypadł jako mściciel w American Assassin.

Więzień labiryntu to taki serial, który dostał o jeden sezon za dużo.

Fani będą zadowoleni, bo po raz kolejny zobaczą swoich ulubionych bohaterów. Nie wynudzą się, bo reżyser (Wes Ball) bardzo sprawnie połączył wszystkie klocki układanki. Pozostali mogą sobie Lek na śmierć odpuścić, tym bardziej, jeśli nie widzieli poprzednich części, bo trójce zdarza się do nich nawiązywać. W zamian za 30 zł na bilet dostaniecie tylko odrobinę adrenaliny.