1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Top 5 najlepszych nowych kawałków z serwisów streamingowych, #17

5 najlepszych nowych kawałków muzycznych

Z lekkim opóźnieniem, ale planowanym, bo początek roku nie sprzyja nowościom muzycznym, wracam do mojego cyklu z prezentacją 5 najlepszych nowych kawałków muzyki rozrywkowej dostępnych w serwisach streamingowych.

W niniejszym przeglądzie znajdziecie nowości z dwóch pierwszych tygodni stycznia. Wyszła bardzo przyjemna lista, tym bardziej, że większość nowych kawałków zapowiada nowe albumy artystów, których bardzo lubię.

Lo Moon - Real Love

W końcu! Lo Moon - jak dla mnie najciekawsi muzyczni debiutanci 2017 r. - zapowiedzieli swoją płytę na 23 lutego 2018 r. Po gigantycznym sukcesie kawałka „Loveless” wydanego jeszcze w 2016 r. i umiarkowanym, ale zauważalnym docenieniu numerów „This Is It” i „Thorns” w 2017 r., Lo Moon rozpoczynają nowy rok nowym singlem „Real Love” i zapowiedzią całego albumu. Zaledwie cztery kawałki w ponad rok? To nie przypadek. Amerykanie dopieszczają każdy numer do przesadnych wręcz granic. Nie inaczej jest z „Real Love”, chyba najbardziej popowym ze wszystkich dotychczasowych numerów Lo Moon. To jednocześnie przebojowy i zaawansowany technicznie kawałek, który na myśl przywodzi dokonania Talk Talk z lat 80 ubiegłego wieku. Wprawdzie w wywiadach członkowie Lo Moon zarzekają się, że nie znali wcześniej dokonań legendarnej grupy Marka Hollisa, ale w ich muzyce trudno nie dostrzec wielu punktów wspólnych. Mnie to jednak nie przeszkadza. Jest bowiem z czego korzystać. Doskonały kawałek.

Simple Minds - Magic (edit)

Legendarna szkocka grupa, które największe sukcesy święciła w latach 80 XX w. wraca z nowym albumem „Walk Between Worlds”, który pojawi się w serwisach muzycznych już 2 lutego. Po całkiem udanym - co najważniejsze, także komercyjnie - albumie „Big Music” z 2014 r., Jim Kerry i Charlie Burchill pozostają w estetyce łączenia starego z nowym. Starego, czyli klasycznego sposobu robienia dobrych rockowych piosenek i nowego, czyli brzmienia i aranżacji na miarę drugiej dekady XXI w. Simple Minds wydali już 2 numery z nowego albumu: „Magic” oraz „The Signal and the Noise”. Oba naprawdę udane, szczególnie ten pierwszy. Z pewnością pojawi się nie tylko w niejednym amerykańskim i europejskim radiu, lecz także na wielu parkietach tanecznych.

Justin Timberlake - Filthy

Bożyszcze amerykańskich kobiet w każdym wieku wraca z nowym albumem „Man of the Woods” zapowiedzianym również na 2 lutego. W promocyjnym klipie Timberlake prezentuje się na tle amerykańskiej prerii, w nieco rustykalnej stylistyce. Tym większe zaskoczenie przynosi pierwszy singiel z nadchodzącego albumu „Filthy”, który brzmi niezwykle nowocześnie; technologicznie można by wręcz rzec. Wyprodukowany przez odkurzonego przez Justina legendarnego producenta R&B Timbalanda, „Filthy” zaskakuje kapitalnym rytmem i linią melodyczną prowadzoną przez gitarę basową. No i ten arcyciekawy teledysk w stylu prezentacji produktowych… Apple’a. Jestem mocno zaintrygowany!

A Perfect Circle - Disillusioned

Drugi singiel z jeszcze nieogłoszonej płyty, która ma się pojawić w 2018 r. tego drugiego zespołu Maynarda Jamesa Keenana (bo ten pierwszy to oczywiście Tool), to bardzo dobry progresywny kawałek. Mnóstwo się w nim dzieje - jest i spokojnie, i szybko, i lirycznie, i potężnie rockowo. Keenan śpiewa o zgniliźnie współczesnego konsumpcyjno-kapitalistycznego świata, a w tle dzieją się bardzo ciekawe muzyczne rzeczy. Jeśli cała płyta będzie tak udana jak dwa pierwsze udostępnione numery, to będę miał mocnego kandydata do podium mojego rankingu najlepszych płyt roku. Choć oczywiście wszyscy wolelibyśmy nowy album Toola.

Joe Satriani - What Happens Next

Kultowy mistrz gitary Joe Satriani wydał swój nowy album w ostatni piątek, w którym dowodzi, że po ponad 30 latach kariery wciąż ma świeże muzyczne pomysły. I wciąż świetnie się go słucha podziwiając stylistyczne i techniczne wygibasy na gitarze elektrycznej. Całą płytę recenzował mój redakcyjny kolega Przemek Dobrzyński tutaj. Mnie najbardziej podoba się tytułowy numer „What Happens Next” - chyba najbardziej liryczny ze wszystkich na nowej płycie Satrianiego. Joe potrafi zagrać na gitarze tak, że w ogóle nie czuć, że w jego numerach brakuje wokalu - jest bowiem linia melodyczna wygrywana na gitarze w taki sposób, że wydaje się jakby sama śpiewała zwrotki i refreny.