1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry
  4. Filmy

Branża rozrywkowa gdzieś się pogubiła. Oto moje największe rozczarowania 2017 roku

Nie mogę powiedzieć, by dla świata rozrywki był to zły rok. Widziałem dużo dobrych filmów i seriali, nadal mam do przejścia świetne gry wideo. Ale ciagle mam na co narzekać. 

rozrywka największe rozczarowania 2017 r

Powierzono mi rolę grudniowego Grincha i zlecono tekst, w którym wskazałbym największe porażki minionego roku w branży rozrywkowej. Tak subiektywnie i od serca. Narzekać nie lubię. Niestety, mam na co.

Niezależnie od tego, czy rozmawiamy o grach wideo, muzyce, filmach czy serialach, w każdej z tych dziedzin dzieje się coś bardzo złego. Tyle że tak jest co roku. Jak dobrać do takiego zestawienia najważniejsze elementy?

Odpowiedź jest prosta. Wybrałem te, które mają duży wpływ na całą branżę. Wskazane niżej porażki będą niosły się jeszcze długo echem, a z ich konsekwencjami będziemy mierzyć się przez kolejne lata. Zdaję sobie sprawę, że z częścią wyborów się nie zgodzicie. Chociażby autorzy tych pomysłów na pewno uważają je za genialne. My jednak cierpimy. I jeszcze będziemy cierpieć.

Branża muzyczna promuje coś, co trudno już nazwać muzyką.

Zawsze jak narzekam na nowych wykonawców najpierw długo się zastanawiam, czy przypadkiem nie staję się takim zgredem, jak stereotypowi dziadkowie. Którzy powiedzą, że Led Zeppelin to wrzaski i hałas, a nie dobra muzyka, a klubowej elektroniki nawet nie pojmą. Czy nie jestem zbyt pruderyjny i zamknięty w swojej bańce...

Przykro mi, ale nie. Muzyka mainstreamowa została zdominowana przez sezonowe pop-gwiazdki z talent-shows, którym ktoś wyprodukuje dwa hity i które znikają z showbiznesu, odchodząc na wieczne zapomnienie. Niektórym udaje się zostać na dłużej, ale muszą do tego wystąpić półnago, a najlepiej jeszcze przypadkiem zgubić sekstaśmę.

A muzyka ulicy, buntu? W metalu nie dzieje się nic ciekawego, gdyby nie emeryci z Metalliki nie byłoby czego słuchać. Hip-hop? Macie na myśli naśladowców Kanyego Westa, którzy jęczą na auto-tune w identyczny sposób w każdym numerze zamiast rapować? No proszę was. Punk? To ktoś to jeszcze gra? Elektroniki nie śledzę tylko aż tak pilnie, może w świecie Armina van Buurena i Paula van Dyke’a wszystko w porządku. Wybaczcie, nie wiem.

Czy kino komercyjne ma jeszcze w ofercie coś dla osób, którzy nie czytają komiksów?

Nie przepadam za komiksami, więc trudno też mi się ekscytować tymi wszystkimi ekranizacjami ze świata DC czy Marvela. To fajne filmy, ale bez przesady.

Tymczasem strach otworzyć lodówkę, by nie wyskoczył mi z niej jakiś Logan, Człowiek Pająk czy inny Bruce Wayne. Komercyjne kino mijającego roku to głupie komedie i Liga Sprawiedliwych Avengersów. Wam się to serio nie nudzi? Rozumiem jednak, że należę do mniejszości. Chciałbym jednak większej różnorodności w rozdzielaniu budżetów na letnie superprodukcje.

Seriale? No dobra, tu będzie problem.

Bo nawet jeśli zdarzyły się jakieś liche produkcje i rozczarowania, to szybko o nich zapomniałem. Tych dobrych było tak wiele. Rynek seriali ma się dobrze jak nigdy wcześniej. Jest mnóstwo produkcji, bardzo różnorodnych, bardzo dobrze zrobionych. Jest znacznie więcej dobrych treści, niż mam wolnego czasu, by je obejrzeć.

Ta klęska urodzaju staje się jednak problemem 2017 roku. Okazuje się bowiem, że dla Stranger Things warto mieć Netfliksa. Dla SNL Polska Showmaksa. Dla The Grand Tour Amazon Prime Video. No i nie zapominajmy o Westworld na HBO GO. Nagle się okazuje, że za comiesięczny dostęp do tych wszystkich źródeł wydajemy kwotę wyrażoną w trzech, zamiast dwóch cyfrach. Co gorsza, trudno powiedzieć, co tu właściwie nie działa. Ceny są dobre, serwisy konkurencyjne, treści warte kupna. Nie obiecywałem jednak, że będę miał rozwiązania problemów, na które będę narzekał.

Gry wideo przejęły najgorszą cechę gier mobilnych.

Produkowanie gier wideo staje się coraz droższe i droższe. Nowoczesne PC i konsole do gier wymagają olbrzymiego nakładu pracy, by móc wykorzystać możliwości techniczne i pozostać konkurencyjnym na rynku. Produkcja takiej gry to wydatek kilkudziesięciu, czasem wręcz kilkuset milionów dolarów. A to oznacza, że gra albo będzie hitem, albo nie zarobi na siebie. Nawet jej umiarkowany sukces oznacza straty dla wydawcy.

Ci więc szukają sposobów na zabezpieczenie swoich inwestycji. Efektem ich poszukiwań są znane z rynku mobilnego mikrotransakcje. Doprawdy, o niczym innym nie marzę, by grając ze znajomymi we wciągającą i realistyczną symulację bitwy z drugiej wojny światowej, widzieć wyrastające loot boxy i wydawać realne pieniądze na nowy karabin. Bardzo imersyjny dodatek.

Nawet w technologii rozrywki dzieje się źle.

Nie będę narzekał na niską dostępność płyt Blu-ray UHD w Polsce, bo coś się tu zaczęło powoli dziać. Za mało, ale doceniam starania pierwszych wydawców. Zwrócę jednak uwagę na sam standard UHD, a konkretniej na będący jego częścią obraz HDR. Aktualnie mamy trzy konkurujące ze sobą formaty. I żaden nie działa sprawnie na komputerach PC.

Mamy więc bazowy HDR10, który działa na wszystkich obsługujących HDR sprzętach RTV. Mamy Dolby Vision, który rozwija możliwości HDR10 i który jest dla twórców treści i producentów sprzętu płatny. Mamy też bezpłatną alternatywę dla Dolby Vision w formie HDR10+, która dopiero walczy o popularność.

Kupując dziś telewizor za tysiące lub dziesiątki tysięcy złotych nie mamy gwarancji, że wybierzemy ten standard, który będzie w przyszłości obowiązywał. A jeżeli macie problem z dostrzeżeniem problemu, przeczytajcie ten akapit jeszcze raz, tym razem wcielając się w rolę zwykłego gościa, który nie interesuje się nowoczesną techniką i który po prostu chce sobie kupić fajny sprzęt do filmów. I nie zapominajmy o użytkownikach PC, gdzie HDR jest w powijakach z przyczyn nie do pojęcia.