1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Spisek prochowy to serial mierny pod każdym względem - recenzja

Próba zamachu na króla Anglii, która przeszła do historii jako spisek prochowy, to niezwykle barwna, wręcz filmowa historia. Niestety twórcom miniserialu nie udało się pokazać jej w interesujący sposób.

spisek prochowy gunpowder hbo 1

Na początku XVII wieku katolicy w Anglii nie mieli łatwego życia. Praktykowanie wiary mogło skończyć się utratą majątku, wykluczeniem społecznym, a nawet śmiercią. Taki kontekst wydarzeń rysują twórcy serialu.

Spisek prochowy rozpoczyna bardzo długa scena pokazująca prześladowanie katolików. Swym czasem trwania i sposobem obrazowania przypomina nieco początek Bękartów wojny. Wielu kinomanów do dziś pamięta Standartenführera Hansa Landę (w tej roli Christoph Waltz), który poszukiwał we francuskiej wiosce ukrywającej się żydowskiej rodziny.

Niestety, w przeciwieństwie do filmu Quentina Tarantino, scena z serialu pozbawiona jest zupełnie dramatyzmu. Oto widzimy katolików modlących się pokątnie we własnym domu. Gdy dom nachodzą królewscy słudzy, uczestnicy nabożeństwa ukrywają trzech jezuitów. Rozpoczyna się polowanie.

Kolejne długie minuty upływają na poszukiwaniu duchownych. Finał łatwo przewidzieć. W kolejne scenie widzimy egzekucję właścicielki domu i jednego z jezuitów. To wyjątkowo okrutny obraz. Widzowie zobaczą krew płynącą litrami i ludzkie jelita, wypatroszone przez kata. Połowa pierwszego z trzech odcinków to próba pokazania grozy czasów i braku litości ludzi rządzących Anglią. Wszystko to prowadzi młodego katolika, Roberta Catesby'ego (w tej roli Kit Harington), do udziału w spisku przeciwko królowi.

Spisek prochowy to produkcja pod każdym względem mierna.

Gra aktorska? Cóż, ostatnim przejawem kunsztu Haringtona było chyba to, że został bożyszczem nastolatek. Jako aktor jest "drewniany", brak mu polotu i niestety odtwarza swoją rolę na modłę tej z Gry o tron. Nie pomaga pokrewieństwo aktora z obiema stronami dramatu. Odtwórca Roberta Catesby'ego jest bowiem jego potomkiem i zarazem płynie w nim królewska krew.

Równie nieprzekonująca jest Liv Tyler, która zagrała kuzynkę Catesby'ego. Patrząc, jak męczy się w Spisku prochowym zatęskniłem za Arweną z Władcy Pierścieni.

Kontekst? Zarysowany nachalnie, pobieżnie, bez polotu. Król Jakub I Stuart pokazany został jako mało inteligentny władca, choć posiadający większą wyobraźnię niż jego poddani i doradcy.

Spisek prochowy, przypomina dynamiką dzieło sceniczne. Niestety braki warsztatowe głównego bohatera, skazują taki zamysł na porażkę. Serial nuży, nie zaskakuje, nie porusza. Odtwórcy głównych ról nie przekonują. Potencjał fabularny opowiadanej historii można śmiało uznać za zmarnowany.