1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Najlepsze i najgorsze momenty w filmie Star Wars: The Last Jedi

Ochłonąłem już po seansie, ale cały czas jestem rozdarty, jeśli chodzi o ocenę Star Wars: The Last Jedi. Momentami to film genialny, ale kilka wątków osłabiło moją Moc.

The Last Jedi jest momentami genialny, a momentami koszmarny

Uwaga, materiał zawiera liczne spoilery! 

Co mnie rozczarowało?

Leia w przestrzeni.

Moje największe rozczarowanie. Leia najpierw jest wessana w kosmiczną próżnię i pozwala pogodzić się widzom ze swoją śmiercią, a później - jakby zmieniła decyzję - używa Mocy i wraca na statek. Do samej mocy nie mam najmniejszych zarzutów, w końcu była w niej silna, ale do wykonania już bardzo dużo. Leia wygląda jak Statua Wolności, która monumentalnie sunie przez próżnię.

Gdyby scenarzyści wtedy się jej pozbyli, opowieść nie ucierpiałaby ani odrobinę, bo Leia i tak do końca pozostaje już prawie wyłącznie w tle.

Snoke i Phasma - niewykorzystany potencjał.

Dwie postaci, których najbardziej mi szkoda. Nie dlatego, że zginęły, ale dlatego, iż poświęcono im tak mało czasu. Nie wiemy, kim jest Snoke, jak posiadł tak wielką moc i stał się liderem. O Phaśmie wiemy jeszcze mniej.

Rozumiem, że tak drastycznym obcięciem ich wątków scenarzysta chciał pokazać figę domysłom fanów, co poniekąd się udało. Najpewniej obie postacie dostaną teraz swoje komiksy i książki.

Jeszcze więcej merchandisingu...

Film oglądałoby się o wiele lepiej gdyby choć część żartów na poziomie Hanny Montany nie trafiła na plan. Podobnie z porgami. Czułem, że są tam tylko po to, aby Disney mógł zarabiać na sprzedaży figurek.

Jeden cały niepotrzebny wątek.

Po co Finn i Rose wyprawili się na poszukiwanie hakera? Mieli zrobić coś bardzo ważnego na statku Snoke’a, ale  - jak się później okazało - tylko przeszkodzili Rebeliantom w ucieczce. Cała ich eskapada na Canto Bight była bez sensu.

Sceny z kasyna sprawiały wrażenie, jakby były z zupełnie innej bajki. Wyglądało to bardziej jak Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć niż Gwiezdne wojny. Źle wypadł również przekaz tej historii o zwracaniu wolności uciemiężonym zwierzętom.

Ostatniego Jedi oceniam jednak bardzo wysoko. Dlaczego?

Luke jako niedoszły morderca.

Cały wątek Luke'a i Kylo był doskonały. Jego rola w stworzeniu mrocznego Sitha jest nie do obronienia, choć sam podkreślał, że w momencie próby nie opuścił miecza na głowę śpiącego młodzieńca. W tej historii mamy wszystko, co trzeba: żal, zdradę i finałowy pojedynek mistrza z upadłym uczniem.

Luke Skywalker Ciemna Strona Mocy

Luke jak Budda.

Pojawienie się Luke’a na czerwono-solnej planecie Crait i jego samotne wyjście naprzeciw kroczącym AT-AT to mój ulubiony moment całego filmu. Czuć moc z każdego piksela!

Doskonała była także ostatnia walka z Kylo, w której Luke popisał się kilkoma doskonałymi unikami, aby później wyjawić całą mistyfikację. Majstersztyk.

Zniknięcie Luka to satysfakcjonujące zakończenie jego historii, ale będzie mi go bardzo mocno brakowało. Tak samo jak Hana Solo po pierwszej części.

Kylo wykiwał Snoke’a.

Jak to się stało, że uczeń przechytrzył mistrza? Przecież Snoke przewyższał Kylo pod praktycznie każdym względem. Młody Ren był jednak przebiegły, a Snoke zbyt zaślepiony rządzą całkowitego triumfu. Widział, że Kylo chce otworzyć miecz, ale nie wiedział, że jego ostrze będzie wycelowane w jego trzewia, a nie serce Rey.

Kylo dokonał swojej przemiany. Zabił własnego mistrza i został tyranem na całej Galaktyki. Dzięki temu rozwiązaniu, scenarzyści uciekają od motywów poruszanych już we wcześniejszych trylogiach, gdzie dopiero finały były ostateczną konfrontację Sithów. Tym razem w finale najpewniej zobaczymy Rey rzucającą wyzwanie Kylo. W końcu starożytne księgi ze świątyni w drzewie wcale się nie spaliły…

Niesamowita walka z czerwonymi strażnikami.

Dwójka pełnych mocy wojowników kontra doświadczeni strażnicy w czerwieni. Przepiękne kolory, brutalna, brudna walka i doskonałe zakończenie, w którym Rey rzuca Kylo miecz, a ten używa go i przepala czaszkę przeciwnika.

Gwiezdni kamikadze.

Była jednak scena, która w kinie wywołała jeszcze większy opad szczęki. To oczywiście samobójcza śmierć admirał Holdo. Skacząc w nadświetlną, przepołowiła statek Snoke’a, co zostało ukazane jako monumentalna wizja rozpadającego się giganta. Ciszę, jaka zapanowała wówczas pośród widzów, dało się kroić mieczem świetlnym.

Wprowadza to jednak ciekawy paradoks. Skoro to taka doskonała strategia, to dlaczego nikt jej wcześniej nie próbował? Wystarczyło przecież skoczyć w nadświetlną małym stateczkiem, aby wyrządzić poważne szkody.

Wątek rodziców Rey.

Ileż było teorii, że Rey jest spokrewniona z wielkim rodami i kim mogli być jej rodzice. Stało się coś, czego mało kto się spodziewał. Zgodnie ze słowami Kylo: byli oni... nikim.

Z drugiej strony słowa Kylo nie musiały być prawdą. Sith mógł chcieć w ten sposób przekabacić ją na swoją stronę.

Podstawy kosmicznej rebelii.

Ostatnia scena. Dzieciak przyciąga miotłę Mocą. Czy w tak młodym wieku jest już w stanie używać jej tak precyzyjnie? Czy Moc jest teraz bardziej powszechna w Galaktyce? Czy właśnie to jest Przebudzeniem Mocy?