1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Album "Songs of Experience" udowadnia, że U2 to najbardziej przereklamowany zespół w historii rocka

Za każdym razem, gdy premierę ma nowa płyta U2, żywię naiwną nadzieję, że może tym razem udało im się zrobić coś naprawdę dobrego i godnego zapamiętania. I za każdym razem przychodzi rozczarowanie.

U2 Songs Of Experience

Tak, przyznaję się bez bicia, nie znoszę U2. Uważam, że są skandalicznie przeceniani i jeszcze bardziej przereklamowani. Moim zdaniem, nagrali jeden prawdziwie znakomity album - "War", który powstał na samym początku ich kariery. Później jeszcze w miarę dobrze słuchało mi się "All That You Can’t Leave Behind", ale poza tym Bono i spółka to dla mnie banda nudziarzy, którzy od ponad 30 lat grają to samo, tylko coraz gorzej.

"Songs of Experience" jest idealnym przykładem tej tezy. U2 praktycznie sami się podkładają.

Otwierający album Love is all we have left to istny potworek.

Kawałek brzmi, jakby był napisany na kolanie i jeszcze ten okropny Auto-tune w refrenie...

W Lights of Hope ciekawa jest tylko solówka, która pojawia się w drugiej połowie utworu. You’re the Best Thing About Me to jeden z najbardziej nijakich kawałków, jakie kiedykolwiek próbował zagrać zespół uważający się za „rockowy”. Okropny, męczący refren, w którym Bono brzmi tak, jakby śpiewał z przymusu.

Get Out of Your Way wypada blado nawet przy najgorszych utworach One Direction. Na miejscu zespołu - z niemałym dorobkiem - wstydziłbym się pokazywać światu tak fatalny kawałek.

Na tym tle nawet nieźle prezentuje American Soul, zatopiony w rytmicznym bluesie post-rocku i tanecznym R&B. To pierwszy kawałek na "Songs of Experience", w którym czuć jakieś życie i energię. Choć to nadal klasa średnia, bardziej na miarę początkującego zespołu indie niż dinozaurów rocka.

Całkiem przyjemnie się słucha Summer of Love – dobra melodia wiodąca, Bono w końcu brzmi ciekawie od strony wokalnej, a w tle pojawia się kojący motyw na gitarę akustyczną przeplatany dźwiękami gitary elektrycznej.

Landlady to chwilowy wzrost formy (szkoda, że dopiero pod sam koniec płyty). Odznacza się ciekawą aranżacją i przejmującym wokalem Bono oraz zapadającą w pamięć melodią. Naprawdę dobra ballada.

W Love is Bigger Than Anything in It's Way Bono już w pełni wydaje się być wybudzonym z wokalnego letargu - to chyba najlepiej zaśpiewany kawałek na płycie. Ma on chyba największe powodzenie podczas koncertów, choć z drugiej strony, to bardziej pop, z którym lepiej by sobie poradziła Taylor Swift niż U2.

"Songs of Experience" brzmi jak znacznie gorsza kontynuacja poprzednika, czyli "Songs of Innocence". 14 płyta U2 to powtórka dźwięków, do jakich przyzwyczaili nas muzycy na wszystkich swoich albumach, które ukazały się na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat.

"Songs of Experience" w swoich najsłabszych momentach mocno rozczarowuje, a w najlepszych wypada przeciętnie.

Domyślam się, że fani U2 i miłośnicy ich brzmienia z pewnością z przyjemnością sięgną po "Songs of Experience". Moim zdaniem ta płyta nie ma zbyt wiele do zaoferowania słuchaczowi. Taka muzyczna drobnostka do puszczenia sobie w tle i do szybkiego zapomnienia.