1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Nie mam ochoty pisać o Uchu Prezesa, bo nie ma o czym

Przy okazji pierwszego sezonu serialu Ucho Prezesa, sam wyrywałem się do pisania o kolejnych odcinkach. Bo to zrobili dobrze, to genialne, to w sumie jeszcze lepiej. No żal nie opisać. Na własną zgubę. 

Nie mam ochoty pisać o Uchu Prezesa. Nie ma o czym

Okazało się, że teksty te śrubowały wyniki oglądalności i - z bliżej nieznanych nam powodów - były bardzo chętnie czytane. Teraz ja już o Uchu Prezesa pisać nie chcę, a mimo to, co czwartek, Asia i Konrad po prostu mi to robić każą.

A nie chcę z prozaicznej przyczyny, bo pisać nie ma o czym. Jeśli obejrzałeś odcinek serialu i nie chcesz o nim napisać na blogu, to już wiesz, że to po prostu nie był ten odcinek. Z Uchem Prezesa problem jest o tyle zauważalny, że ja już wiem, że to po prostu nie jest ten sezon.

Robertowi Górskiemu i jego paczce wciąż zdarzają się dobre żarty, gagi sytuacyjne i słodko-gorzkie spostrzeżenia. Pojawiają się fenomenalne kreacje aktorskie, jak chociażby Andrzej Seweryn w roli Jarosława Gowina. Ale serial nie bawi już tak jak kiedyś - męczy.

Ot, dzisiejszy odcinek - choć trwał minut kilkanaście, oglądałem go ponad godzinę. Pauzowałem, odrywałem się, wyprowadziłem na spacer psa, wyniosłem śmieci, zrobiłem porządek w pudłach z piwnicy, odmalowałem strych. Wszystkie te fascynujące czynności odciągały mnie dziś od Ucha Prezesa.

Już przy poprzednim odcinku, w którym powrócili świetnie zagrani Petru i Schetyna, powoli zaczynałem diagnozować problem.

Po pierwsze - serial odgrzewa żarty z poprzedniego sezonu. Ryszard Petru ze swoim pasmem pomyłek nie bawi już w kolejnym odcinku. Kiepski był też powrót fenomenalnej (za pierwszym razem) Beaty Szydło.

Najnowszy odcinek niby wprowadza dwóch bohaterów, ale robi to tak sobie. Z jednej strony jest więc Joachim Brudziński, który jest stworzony w sposób wskazujący na kompletne niezrozumienie tego, z jakiego formatu postacią mamy do czynienia. Z drugiej strony postać mało znana i sam przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, o kogo chodzi. A był to wiceszef MSWiA, Jacek Zieliński. Wcielił się w niego wybitny, doskonały polski aktor Cezary Żak - ale naprawdę nie miał czego grać.

Mam wrażenie, że wyciągnął ze swojej roli więcej, niż wynikałoby to ze scenariusza.

I tak właśnie dryfuje sobie to Ucho Prezesa w drugim sezonie, który męczy i nudzi. Z jednej strony ma momenty, z drugiej - raczej nie przebija się już do dialogu społecznego. Rozciągnięte w czasie odcinki obfitują w mniejsze zasoby humoru, aktorzy powtarzają własne żarty z pierwszego sezonu. Nie mam przyjemności w oglądaniu, a więc nie mam też przyjemności w pisaniu.

Asiu, Konradzie... Dajcie żyć.